Recenzja filmu Żelazny most (2019)
Monika Jordan-Młodzianowska

Przytłoczeni pomysłami

"Żelazny most" daje nadzieję na udaną reżyserką przyszłość Moniki Jordan-Młodzianowskiej. Film udowadnia, że ma ona ciekawe pomysły i potrafi tworzyć interesujących bohaterów. Jeśli tylko nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Troje osób uwięzionych w skomplikowanym systemie zależności. Tragiczny wypadek, który sprawi, że podjęte wcześniej decyzje będzie trzeba ocenić na nowo. Miłość, lojalność, przyjaźń, zdrada, poczucie winy – kotłowisko emocji w kameralnej otoczce. To znajdziemy w pełnometrażowym debiucie fabularnym Moniki Jordan-Młodzianowskiej. I gdyby na tym poprzestać, "Żelazny most" mógłby stać się interesującym dramatem. Niestety, szansa ta nie została do końca wykorzystana.

photo.title   photo.title   photo.title

Nie jest to w zasadzie zbyt duże zaskoczenie. Cechą wielu debiutów reżyserskich jest obecność w filmach nadmiernej liczby pomysłów, jakby twórcy bali się, że porzucenie jakiegoś elementu umniejszy całość. Nie inaczej jest w przypadku "Żelaznego mostu". Osią fabuły jest trójkąt miłosny, który jest już w pełni ukształtowany na początku filmu. Magda (Julia Kijowska) jest żoną Oskara (Łukasz Simlat), ale za jego plecami spotyka się z Kacprem (Bartłomiej Topa). Mężczyźni są kumplami. Obaj pracują jako górnicy. "Żelazny most" zaczyna się od informacji, że w kopalni miał miejsce wypadek i Oskar został pod ziemią, odcięty od świata. Nie jest nawet pewne, czy żyje. To Kacper go tam wysłał. Sam, zamiast być na dole, wymknął się tymczasem na schadzkę z Magdą...

Ten prosty w gruncie rzeczy punkt wyjścia mógł i powinien być początkiem wnikliwego studium jednostek zawieszonych w próżni między nadzieją a poczuciem winy. Jednak Jordan-Młodzianowskiej to nie wystarczyło. Postanowiła więc wzbogacić fabułę o retrospekcje, z których dowiadujemy się, jak ów romans się zaczął i na ile dyskretni byli kochankowie w towarzystwie Oskara. Reżyserka zapewne uznała, że te sceny budują świat, nadają obecnym wydarzeniom emocjonalnego kontekstu. Tak jednak nie jest. Historia romansu Magdy i Kacpra jest banalna. Nie przedstawia nic, czego widz nie domyślił się sam. Co gorsza, odziera fabułę z pewnych niedopowiedzeń (choćby tego, ile o związku wiedział Oskar, co można byłoby ciekawie wykorzystać w kontekście wypadku, który mógł być umyślnym działaniem mężczyzny). Oznacza to więc, że co najmniej 1/3 czasu ekranowego została zmarnowana. Czasu, który można było efektywnie wykorzystać na rozwijanie dramatu Magdy i Kacpra znajdujących się w moralnie bardzo trudnej sytuacji.

photo.title

Taka konstrukcja filmu odbija się również na grze aktorskiej. Oglądając "Żelazny most", intuicyjnie czuje się, że główne postacie dramatu miały w sobie potencjał dający aktorom szansę pokazania się z jak najlepszej strony. Tymczasem Kijowska, TopaSimlat utrzymują jedynie poziom przyzwoitości, do którego zdążyli nas już przyzwyczaić. Ba, część z nich ma na swoim koncie w ostatnich latach role teoretyczne bardziej trywialne, z których potrafili więcej wycisnąć. 

"Żelazny most" daje jednak nadzieję na udaną reżyserką przyszłość Moniki Jordan-Młodzianowskiej. Film udowadnia, że ma ona ciekawe pomysły i potrafi tworzyć interesujących bohaterów. Jeśli tylko nie przytłoczy ich fabularnymi dodatkami i zmotywuje aktorów do wyciśnięcia z postaci wszystkich emocjonalnych soków, będzie dobrze.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 25% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię