Recenzja filmu

Hotel Transylwania 3 (2018)
Genndy Tartakovsky
Bartosz Wierzbięta
Adam Sandler
Andy Samberg

Rejs w znane

Trudno w zasadzie dociec, jak na przestrzeni ostatnich sześciu lat zmienili się bohaterowie, co zrozumieli i czego się nauczyli, skoro wciąż na tapecie są te same dylematy i problemy. Ukryte pod ...
Jako że nad Transylwanią słońce wschodzi od wielkiego dzwonu, a po okolicznych lasach niosą się wilcze echa, rodzina potwornickich ma lepsze plany na wakacje. W tym roku stawiają na ciepłe kraje oraz rejs all inclusive. Kurs: Trójkąt Bermudzki z przystankiem na Atlantydzie. Załoga: liczna i raczej bezinwazyjna. Pasażerowie: oprócz mumii, wilkołaków i wąpierzy różnej maści, potomkowie szacownego rodu Abrahama Van Helsinga – tego samego, który od stuleci poluje na familię hrabiego Drakuli. Co może pójść nie tak?


Już świetnie wyreżyserowany prolog, w którym poznajemy dzieje wielopokoleniowego konfliktu bohaterów ze słynnym łowcą potworów, ustanawia ton całości. Nie różni się on znacząco od tego, który nadawał rytm dwóm poprzednim "Hotelom…": trochę tu humoru sytuacyjnego, szczypta komedii charakterów, a także sporo zabawy w rozmontowywanie schematów kina grozy. Generalnie jednak – z racji, że całość przeznaczona jest głównie dla dzieciaków – na ekranie niepodzielnie króluje slapstkick. Zatem im chętniej bohaterowie chwytają się za fraki, wpadają w szał destrukcji albo biorą udział w dzikich scenach akcji, tym częściej film eksploduje komediową energią.

Problem w tym, że nie samym slapstickiem człowiek żyje, zaś z biegiem czasu staje się jasne, że ciężko jest po raz trzeci sprzedać ten sam dowcip. "Hotel Transylwania 3" to w znacznej mierze zlepek ogranych motywów, wrzucanych od niechcenia autocytatów oraz wyeksploatowanych klisz. Trudno w zasadzie dociec, jak na przestrzeni ostatnich sześciu lat zmienili się bohaterowie, co zrozumieli i czego się nauczyli, skoro wciąż na tapecie są te same dylematy i problemy. Ukryte pod zwałami komediowej pulpy wezwanie do tolerancji ponownie wybrzmiewa czysto i szczerze, tak samo zresztą jak inne "altruistyczne" narracje. Lecz przy najszczerszych chęciach trudno dostrzec w filmie coś więcej niż przejaw intelektualnego lenistwa oraz łatwy skok na kasę. I równie trudno takie podejście wybaczyć, biorąc pod uwagę strategię artystyczną, dajmy na to, studia Pixar.

   

A skoro już przy konkurencji jesteśmy – seria o Drakuli oraz jego ziomkach z transylwańskiego hotelu wydaje się o wiele mocniej zrośnięta z osobą autora, Genndy'ego Tartakovsky'ego, niż większość mainstreamowych animacji. To zarazem jej największe błogosławieństwo i trudna do odczynienia klątwa. Po facecie, który ma na koncie m.in. "Laboratorium Dextera" i "Samuraia Jacka", który szlify odbierał w legendarnym studiu Hanna-Barbera i generalnie był architektem  marzeń całego pokolenia, spodziewamy się po prostu więcej. Jego hotel – wciąż niezła opcja dla najmłodszych – właśnie stracił kilka gwiazdek.
1 10
Moja ocena:
5
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
68% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (60 głosów).
Trzecia część przygód strasznie fajnej gromadki potworów wydaje mi się najlepszą ze wszystkich dotychczasowych. Film nie nudzi, nie dłuży się, zaś oglądane widoki aż ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 82%