Recenzja filmu Jezioro dzikich gęsi (2019)
Yi'nan Diao

(R)ewolucja w Chinatown

Wiedziony nieodpartą chęcią lustrowania rodzimego społeczeństwa, Diao Yi’Nan po pięciu latach przerwy powraca z kolejną opowieścią o pogrążonym w chaosie światku prowincjonalnych miast Chińskiej ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
Wiedziony nieodpartą chęcią lustrowania rodzimego społeczeństwa, Diao Yi’Nan po pięciu latach przerwy powraca z kolejną opowieścią o pogrążonym w chaosie światku prowincjonalnych miast Chińskiej Republiki Ludowej. W swojej czwartej pełnometrażowej produkcji reżyser jeszcze bardziej przeciąga strunę, dość wyraźnie ewoluując stylistykę, do której zdążył nas przyzwyczaić chociażby za sprawą nagrodzonego w Berlinie Złotym Niedźwiedziem "Czarnego węgla, kruchego lodu" czy jeszcze wcześniejszego "Nocnego pociągu". Założenie szlachetne – w końcu chęć rozwoju zawsze bije na głowę stanie w miejscu i kręcenie odgrzewanych kotletów. Niestety nie zawsze same szczere chęci stają się przepisem na sukces.

Głównym bohaterem "Jeziora dzikich gęsi" jest młody mężczyzna, członek grupy złodziejaszków specjalizującej się w kradzieży skuterów. Przypadkowo podczas jednej z akcji morduje on policjanta, za co i jemu grozi teraz podobny los. Mając na karku nie tylko organy bezpieczeństwa, ale też żądny zemsty konkurencyjny gang i westernowych łowców głów, decyduje się na ucieczkę, a pomoc oferuje mu zagadkowa prostytutka, wcielająca się w rolę gatunkowej femme fatale. Osadzając akcję w typowo nocnej scenerii, uzależnionej w znacznej mierze od sztucznego oświetlenia (z wyjątkiem sceny na łódce w świetle Księżyca – wbrew pozorom zero romantyczności), Diao po raz wtóry kreuje wyjątkowo nieprzyjazną atmosferę swojego dzieła. O ile jego poprzednie filmy stylistyką nawiązywały do klasyków kina czarnego – na czele z "Trzecim człowiekiem" czy "Sokołem maltańskim", o tyle tym razem postawił na neo-noir przywodzący na myśl "Tajemnice Los Angeles" czy nawet "Sin City".

Mimo tak skonstruowanych fundamentów, reżyser stroni od zaszufladkowania swojego obrazu do jednego gatunku. Chińczyk płynnie bawi się konwencjami, zrzuca z nich autonomię i pozwala im swobodnie się ze sobą przenikać, co w efekcie sprawia, że "Jezioro…" jawi się jako wyjątkowo wielowarstwowy twór. Żonglerka stylami częściowo zdaje swój egzamin, czyniąc obraz momentami błyskotliwym i zaskakującym. Z czasem jednak odnosi się wrażenie, że Diao nie jest pewien kierunku, w którym chce prowadzić opowiadaną historię. W efekcie ta dosyć szybko wypada z dobrych torów, a akcja, mimo że nieustannie postępująca, coraz mniej przyciąga uwagę widza. Być może jednak takie było założenie reżysera – jeśli kreślić opowieść o tak nieprzyjaznym entourage, to tylko w taki sposób, aby ona sama była dla widza mało przystępna i z lekka drapieżna. Trzeba bowiem oddać twórcy, że niewątpliwie jest to jego najodważniejsze dzieło – dotychczas mocno dawkował on emocje prezentowane na ekranie i utrzymywał raczej niespieszne tempo. Tutaj, głównie z racji na położenie protagonisty, napięcie nieustannie pikuje, czyniąc ten film o wiele bardziej dynamicznym niż poprzednie projekty sygnowane nazwiskiem reżysera.

Zdaje się niestety, że nie było to do końca skuteczne posunięcie. Diao momentami, szczególnie przy nagłych zwrotach i przyspieszeniu akcji, niemal zupełnie traci kontrolę nad obrazem. Odzyskuje ją z powrotem w charakterystycznych już dla siebie długich ujęciach rodem ze slow cinema, w których widownia kontempluje kontemplującego bohatera. Na takim gruncie Chińczyk czuje się o wiele pewniej, co znajduje potem swoje odzwierciedlenie w odbiorze poszczególnych aktów filmu. Zdarzają się oczywiście wyjątki od tej reguły – musicalowa choreografia do "Rasputina" Boney M czy szaleńcza jatka z użyciem parasolki to dwa bodaj najbardziej zapadające w pamięć momenty filmu, które przecież tak mocno gryzą się z tym, co do tej pory prezentował reżyser.

Finalnie, mimo dobrego pomysłu i niecodziennej aranżacji, całokształt obrazu nie powala na kolana. Nazwanie "Jeziora…" filmem złym lub nawet przeciętnym byłoby jednak zdecydowanie zbyt surową oceną. Dzieło broni się przede wszystkim jako ciekawe kino międzygatunkowe, a także odświeżenie w filmografii swojego twórcy. Być może okaże się ono dla Diao przetarciem zupełnie nowych szlaków.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? Nikt jeszcze nie ocenił tej recenzji $percent% uznało tę recenzję za pomocną ($review.rating.count głosy).
gladiator_filmweb
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły