Najgorsza część? Najgorsi bohaterowie? Najgorszy Ghostface? No moi drodzy, właśnie do kin trafiła już siódma część chyba najbardziej znanej serii, jeśli chodzi o horrory i slashery, czyli Krzyk.
Najgorsza część? Najgorsi bohaterowie? Najgorszy Ghostface? No moi drodzy, właśnie do kin trafiła już siódma część chyba najbardziej znanej serii, jeśli chodzi o horrory i slashery, czyli Krzyk. No i jak wypada ta odsłona? Czy jest faktycznie najgorsza ze wszystkich? Na to pytanie odpowiem w mojej bezspoilerowej recenzji. A więc najnowsza część "Krzyku" opowiada dalszy ciąg historii Sydney Prescott (Neve Campbell), która nie mieszka już w Woodsboro, tylko w innym miasteczku, gdzie próbuje ułożyć sobie życie wraz z mężem i trójką dzieci. W fabule głównie skupiamy się na najstarszej córce, czyli Tatum (Isabela May), na którą poluje nowy Ghostface.
I od razu na wstępie powiem, że nie podoba mi się ta nagła zmiana miejsca akcji i bohaterów po szóstej części. Jak dobrze pamiętamy, głównymi protagonistkami piątej i szóstej części były Tara (Jenna Ortega) i Sam Carpenter (Melissa Barrera). Zrozumiałbym, gdyby było sensowne wytłumaczenie, dlaczego nie ma ich w najnowszej odsłonie, ale nie ma żadnego wyjaśnienia. Ba, nie ma nawet żadnej wzmianki o nich, jakby nigdy ich nie było. To samo dotyczy Kirby Reed (Hayden Panettiere).
Paramount Pictures
Jessica Miglio
Dodatkowo pojawia się rodzeństwo, czyli Chad (Mason Gooding) i Mindy (Jasmin Savoy Brown), którzy też nic nie wspominają o bohaterach z poprzednich dwóch części. Owszem, jest wzmianka o tym, że Sydney nie było w Nowym Jorku podczas ataku Ghostaface’a, ale poza tym nic więcej nie zostaje wyjaśnione. Ogólnie cała fabuła jest dość sztampowa i płytka, ale to przecież Krzyk, więc muszą tu być klisze i typowe sceny czy dialogi dla tej serii. Będąc szczerym, bez tego te filmy nie miałyby swojej iskry.
Neve Campbell jako Sydney gra dobrze jak zawsze. Jej postać nie jest jakoś mocno rozwinięta względem ostatnich części. Ma doświadczenie i podejmuje w miarę racjonalne decyzje. Jeśli chodzi o to, kto w tym filmie był w miarę najmądrzejszym, to na pewno mąż Sydney, czyli Mark Evans, który jest szefem policji. Nie wchodząc w spoilery, powiem tylko, że on po prostu rzuca się na mordercę i zawsze ma przy sobie broń, której nie boi się użyć. Gale Weathers po prostu jest. Nie zmieniła się, dalej jest tą samą dziennikarką, chociaż tym razem prowadzi swój program true crime wraz z Chadem i Mindy.
No dobra, teraz nasza główna bohaterka, czyli córka Sydney. Jest lekkim odzwierciedleniem swojej matki z pierwszej części, tyle że nie ma w sobie tyle odwagi. Nawet kiedy Ghostface leżał, nie potrafiła trafić go w głowę, co widać już na zwiastunie. Jej grupka przyjaciół też niczym się szczególnie nie wyróżnia. Są dość płytcy i słabo napisani, a ich los w ogóle mnie nie obchodził. Jednym z większych minusów jest sam Ghostface, bo to chyba najgorszy killer reveal w całej franczyzie. Głupi i nie ciekawy motyw i jeszcze postacie, o których kompletnie zapomniałem.
Teraz, co mi się podobało. Na pewno reżyseria. Jest naprawdę dobra, są fajnie nakręcone sceny, a zdjęcia po prostu dobrze wyglądają. Sceny morderstw też są solidne i brutalne, ale czy najbrutalniejsze? Moim zdaniem nie. W Krzyku 6 zabójca był bardziej bezwzględny. Tutaj jest kilka mocnych momentów, ale nie są aż tak kreatywne, jak twierdzi większość ludzi.
Napięcie? W moim przypadku było. Czułem napięcie i ciekawość przez prawie cały film. Tempo jest momentami zagmatwane, ale mimo to byłem zaangażowany w fabułę.
Tak więc podsumowując: "Krzyk 7" nie jest dla mnie najgorszą częścią serii. Mimo dużej liczby minusów i fatalnego zabójcy film ma swój krzykowy klimat, przez co bawiłem się naprawdę dobrze. Dlatego jako wierny fan serii polecam zobaczyć samemu i wyrobić sobie własne zdanie.