Recenzja filmu

Mulan (2020)
Niki Caro
Waldemar Modestowicz
Yifei Liu
Donnie Yen

Bądź sobą!

Widowisko Niki Caro powstało z myślą o kinach i czuć to na każdym kroku. Zapierające dech w piersiach panoramy, sceny akcji i cudowna gra kolorami na wielkim ekranie robią olbrzymie wrażenie. ...
Bądź sobą!
To zdumiewające, że aktorska "Mulan" powstała dopiero teraz. Widowisko stanowi bowiem idealne uzasadnienie dla strategii Disneya "odświeżania" swoich starych tytułów. W czasie seansu nie pojawia się myśl, że mamy do czynienia ze "skokiem na kasę". "Mulan" stanowi dzieło w pełni autonomiczne, które nawiązuje do animowanego oryginału tu i ówdzie, ale w żadnym momencie nie jest od niego zależne. Aktorska "Mulan" nie wymazuje świetnej animacji sprzed 20 lat. Nie jest też kopią wykonaną w nowym medium. Reżyserka oferuje nam świeże spojrzenie na tę samą historię, dostosowane do oczekiwań współczesnego widza. To dowód na to, że powracanie do tych samych filmów i tworzenie ich "nowych" wersji ma sens.



Niki Caro i sztab scenarzystów zdecydowanie odcinają się od wersji animowanej, co nie znaczy wcale, że ją ignorują lub co gorsza negują. Nawiązania do oryginału zostały jednak wplecione w taki sposób, by nie stłumiły autonomiczności nowej "Mulan". Radykalne zmiany w stosunku do starej wersji bez oglądania dzieła Caro mogą bulwersować. Kiedy pojawiła się wiadomość, że w filmie nie zobaczymy Muszu, wiele osób było wściekłych. Jednak większość z tych, którzy film zobaczą, przyznają rację twórczyniom: w przyjętej konwencji mały smok wprowadzałby zbyt duży dysonans. Nie znaczy to wcale, że jego duch nie jest obecny. Symbolem przodków w aktorskiej wersji "Mulan" stał się Feniks i nie jest to jedynie martwy wizerunek czy rzeźba.

Twórczynie nowej wersji zrezygnowały również z formy musicalu. To pozwoliło opowiedzieć tę samą historię przy użyciu innej palety emocjonalnych barw. Pod wieloma względami aktorska "Mulan" jest opowieścią dużo poważniejszą od animowanego oryginału. Caro nie wahała się przed pokazywaniem mroczniejszych aspektów wojny i życia w kłamstwie. Niektóre ze scen wydają się być z pogranicza tego, co w filmie z kategorią PG-13 można pokazać (jak na przykład obraz stosu zmarłych po masakrze dokonanej przez dzikich najeźdźców). Reżyserka jednak nie przesadza i nie zapomina, że to wciąż jest baśń skierowana przede wszystkim do młodego widza. Nie ma się więc co bać, że dzieci się na filmie wynudzą lub wystraszą.



Odnoszę zresztą wrażenie, że Niki Caro doskonale wiedziała, dla kogo kręci "Mulan" i całość przygotowała tak, by docelowy odbiorca łatwo zrozumiał przesłanie i był zachwycony widowiskiem. A odbiorcami są młode dziewczęta. Oglądając Mulan zobaczą na ekranie siebie. Gdy bohaterka słyszy od swoich rodziców "nie, tego ci nie wolno", niejednej młodej osobie przypomni się, kiedy sama usłyszała, że nie dostanie żołnierzyków ani samochodów, bo to są zabawki dla chłopców a nie dziewczynek. Gdy więc zobaczą, że pomimo przeszkód Mulan podąża za głosem serca, jest sobą mimo zakazów, te same dziewczynki na widowni poczują olbrzymią falę wsparcia, wielki impuls, by nie rezygnowały z własnych marzeń. Dzięki bardziej "przyziemnej" formie filmu "Mulan" nie oferuje fikuśnego eskapizmu, lecz prawdziwe emocjonalne wsparcie.

Co jednak ważne, wyreżyserowane przez Caro widowisko, afirmuje młode widzki przy jednoczesnym uznaniu wagi tradycyjnych wartości. Bohaterka nie odrzuca rodziny ani swoich zobowiązań. Jest skłonna przyjąć konsekwencje "nieposłuszeństwa". To, co osiągnie, jest efektem nie tylko niezłomności i szczerości intencji, ale też kierowaniem się w swoim postępowaniu uniwersalnymi cnotami. Filmowej Mulan przeciwstawiona zostaje postać Xianniang, która wychodząc z tego samego punktu przyjęła inną drogę postępowania - buntu i agresji, co sprawiło, że z bohaterki stała się złoczyńcą w tej opowieści.



"Mulan" może korzystać z nowoczesnych sposobów opowiadania filmowych baśni, ale wciąż pozostaje dziełem wiernym klasycznym zasadom wytwórni Disneya. Ma więc jasno wyznaczone granice dobra i zła. Celem widowiska jest zaś bawienie i przekazywanie łatwego w odczytaniu przesłania. Miejscami te nauki są prezentowane w nadmiernie łopatologiczny sposób. Będzie to jednak przeszkadzać tak naprawdę tylko starszym widzom. Młodsi odbiorcy zapewne nie zwrócą nawet na to uwagi.

To samo dotyczy też samego scenariusza. Dorośli zauważą, że niektóre z wątków potraktowano w sposób nadmiernie uproszczony i naiwny, że reżyserka i scenarzyści nadużywają też narracyjnego dualizmu. Sceny z początku filmu powracają więc w zmienionej formie później zbyt schludnie splatając ze sobą wszystkie wątki i symbole. Młodsi widzowie zwrócą za to uwagę na ciekawie zaprezentowaną główną bohaterkę, która przeżywa całą masę przygód, zmaga się ze zwątpieniem i konsekwencjami swoich czynów, ale kiedy nadchodzi czas wyzwania, dzielnie stawia mu czoła i narażając życie w spektakularny sposób czyni to, czego oczekujemy od każdego protagonisty.



Oglądając "Mulan" na dużym ekranie trudno nie współczuć tym, którzy nie będą mieli ku temu okazji. Widowisko Niki Caro powstało bowiem z myślą o kinach i czuć to na każdym kroku. Zapierające dech w piersiach panoramy, sceny akcji i cudowna gra kolorami na wielkim ekranie robią olbrzymie wrażenie. "Mulan" jest mieniącą się przeróżnymi barwami baśnią, od której nie będzie chcieli oderwać wzroku. Może opowiadać w poważniejszym tonie historię dziewczyny, która w męskim przebraniu walczyła w chińskiej armii z obcym najeźdźcą, ale twórcy ani przez chwilę nie zapominają, że podstawowym zadaniem ich dzieła jest niesienie radości i czystej rozrywki.

Zadanie to realizują odwołując się do estetyki kina wuxia. Zobaczycie tu wiele scen, które zdają się być wprost zaczerpnięte z takich hitów jak "Przyczajony tygrys, ukryty smok" czy "Hero". Zostały one jednak przefiltrowane przez zachodnią estetykę. Stąd też "Mulan" można odczytywać jako list miłosny hollywoodzkiego kina do twórców wuxia i podziękowanie za karmienie naszej wyobraźni scenami akcji przełamującymi ograniczenia wynikające z praw fizyki.

Na wejście "Mulan" do kin warto było więc czekać. Chociaż nie jest filmem pozbawionym wad, to w ostatecznym rachunku nie ma to większego znaczenia. Jako baśń sprawdza się doskonale: bawi widzów, karmi ich wyobraźnię i wspiera w dążeniu do realizacji marzeń.
1 10
Moja ocena:
7
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (102 głosy).
Udostępnij: