W nowym "Point Break" wszystko jest irytująco "naj": morskie fale, sportowe wyzwania, dramaty życiowe. Kryminaliści pod wodzą Bodhiego nie są zwykłymi kryminalistami: oni nie kradną, tylko
Oryginalne "Na fali" było niby zwykłą historyjką o pogoni "policjanta" za "złodziejem". Ale film wynosiła ponad przeciętność reżyseria Kathryn Bigelow. W jej rękach fabułka o agencie FBI przenikającym do środowiska surferów nabierała znamion –oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji –niemal filozoficznego starcia. A jeśli odrzucić na bok tego typu dywagacje, to thriller Bigelow i tak dostarczał odpowiedniej dawki tego, czego oczekujemy od thrillera. Fakt, że "Point Break –na fali" w reżyserii Ericsona Core'a nie osiąga podobnego poziomu, nie powinien jednak dziwić; ani nawet szczególnie boleć. Kina akcji nie rozlicza się przecież z ambicji –a przynajmniej nie przede wszystkim. Tyle że w remake'u gubi się więcej niż tylko filozofia oryginału. Pod wodą została również chemia między bohaterami, wiarygodny obraz świata przedstawionego oraz dynamizm. W wolnym tłumaczeniu: miało być "na fali", a jest "punkt załamania".
Canadian Film or Video Production Tax Credit (CPTC)
DMG Entertainment
Eagle Pictures
Summit Entertainment
Deutscher Filmförderfonds (DFFF)
FilmFernsehFonds Bayern
Studio Babelsberg
Medienboard Berlin-Brandenburg
Province of British Columbia Production Services Tax Credit
Cine Tirol
Oczywiście, obie wersje "Point Break" są filmami swoich czasów. U Bigelow dominował wideoklipowy romantyzm lat 90. i rozliczenie z politycznym klimatem lat 80.: "Ronald Reagan" rabował tam banki na czele gangu "eksprezydentów", a Keanu Reeves koniec końców kontestował japiszoństwo, korporacje i rząd – uosabiane zbiorczo przez FBI. "Point Break" A.D. 2015 to z kolei opowieść o "szlachetnym" terroryzmie zamaskowanych Robin Hoodów, podana w otoczce rodem z Christophera Nolana. Ericson Core wręcz pożycza sobie z "Mroczny Rycerz powstaje" zimmerowski soundtrack i pomysły na sceny akcji: a to numer z samolotem, a to napad z motocyklami. Bierze też od Nolana tonację "śmiertelnego serio". Która ma się do materiału jak pięść do nosa.
Core był autorem zdjęć do pierwszej części "Szybkich i wściekłych"– i to jest właściwy punkt odniesienia dla nowego "Point Break". Obie produkcje opowiadają w końcu o stróżach prawa nawiązujących braterską więź z ludźmi, których mają przyskrzynić. PomysłCore'a na film –wiązanka numerów kaskaderskich przeplatana scenami imprez oraz pogadankami o Ważnych Sprawach – też jakoś kojarzy się z serią o przygodach Dominica Toretto i jego ekipy. Tyle że reżyserowi umyka refleksja, która ocaliła cykl z Vinem Dieselem. Mniej więcej od piątej części twórcy "Szybkich…" zaczęli stawiać na widowiskową przesadę i (względną) bezpretensjonalność; na zabawę. "Point Break –na fali" tymczasem jest do bólu poważne i mroczne. Mroczne dosłownie: Core ma niezłe oko i czuć tu jego operatorskie doświadczenie, ale film jest tak ciemny, że w okularach 3D naprawdę niewiele tu zobaczymy. Może to i dobrze.
Canadian Film or Video Production Tax Credit (CPTC)
DMG Entertainment
Eagle Pictures
Summit Entertainment
Deutscher Filmförderfonds (DFFF)
FilmFernsehFonds Bayern
Studio Babelsberg
Medienboard Berlin-Brandenburg
Province of British Columbia Production Services Tax Credit
Cine Tirol
Alcon Entertainment
Canadian Film or Video Production Tax Credit (CPTC)
DMG Entertainment
Eagle Pictures
Summit Entertainment
Deutscher Filmförderfonds (DFFF)
FilmFernsehFonds Bayern
Studio Babelsberg
Medienboard Berlin-Brandenburg
Province of British Columbia Production Services Tax Credit
Cine Tirol
Alcon Entertainment
Canadian Film or Video Production Tax Credit (CPTC)
DMG Entertainment
Eagle Pictures
Summit Entertainment
Deutscher Filmförderfonds (DFFF)
FilmFernsehFonds Bayern
Studio Babelsberg
Medienboard Berlin-Brandenburg
Province of British Columbia Production Services Tax Credit
Cine Tirol
W nowym "Point Break" wszystko jest irytująco "naj": morskie fale, sportowe wyzwania, dramaty życiowe. Kryminaliści pod wodzą Bodhiego (Édgar Ramírez) nie są zwykłymi kryminalistami: oni nie kradną, tylko "wyzwalają". Kierują się szczytnymi ideałami: chcą zarazem rozwalić system i osiągnąć nieosiągalne w kategorii sportów ekstremalnych. Agent Utah (Luke Bracey) z kolei jest byłym wyczynowcem, którzy po śmierci kolegi porzucił kaskaderskie popisy i chce odpokutować w szeregach FBI. Twórcy nie bawią się w niuanse. O ile u Bigelow konflikt światopoglądowy funkcjonował w podtekście, wypływał naturalnie z interakcji między bohaterami, o tyle u Core'a (i scenarzysty Kurta Wimmera) nie ma linijki dialogu, której nie mierzono by na Sentencję. Film pełen jest więc napuszonych zen-konwersacji (– "Czego szukasz?" –"Ważne, czego ty szukasz".), równie pustych, co efekciarskich. Nie sprawdzają się one jako narzędzie charakterystyki czy budowania świata. Marny z nich nawet napęd dla fabularnych trybików.
U Bigelow byli niewyszukani –ale charakterni –bohaterowie, tętniący życiem obraz społeczności agentów i surferów, meandrujące dochodzenie i świetne sceny akcji. Core gubi wszystkie te elementy, nie dając nic w zamian. Postacie? Bracey jest z drewna i –w przeciwieństwie do równie drewnianego Keanu Reevesa– nie potrafi przekuć tego w swój atut. Ramírezowi brak charyzmy, bo nie dostaje szansy, by przełamać pozę melancholijnego mędrca, jak robił to Patrick Swayze. Ray Winstone jako doświadczony partner Utaha nawet nie musi grać znudzenia; daleko mu do Gary'ego Buseya. Śledztwo? Wyczyny Utaha trudno nazwać śledztwem, bo bohater od razu wpada na właściwy trop, a potem magicznie dokonuje kolejnych przełomów. To może chociaż akcja? Tak, jest tu kilka w miarę widowiskowych (w sensie: ładnie sfilmowanych) sekwencji. Tyle że nie są to trzymające za gardło set-pieces, ale obrazki kolejnych sportowych wyczynów: wspinaczki, snowboardu, skoków wingsuit, surfingu. Brak w nich jakiejkolwiek stawki, adrenaliny. Mamy widoczki i nudę. Ale mniejsza o to. Nieważne przecież, czego szukał Ericson Core. Ważne, że tego nie znalazł.
Rocznik 1985, absolwent filmoznawstwa UAM. Dziennikarz portalu Filmweb. Publikował lub publikuje również m.in. w "Przekroju", "Ekranach" i "Dwutygodniku". Współorganizował trzy edycje Festiwalu... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.