Twórczyni oryginalnego serialu „The End of the F**king World” Charlie Covell, tym razem bierze na tapet mitologię grecką, oferując kreatywną, przewrotną i miejscami bardzo pomysłową
W świecie „KAOS” panteon greckich bogów przygląda się światu z Olimpu niczym miliarderzy doglądający swoich intratnych interesów. Olimp wygląda z resztą jak wielka willa z basenem i prywatnym polem golfowym. Ziemia, którą tutaj reprezentuje alternatywna wersja Krety, wygląda natomiast niczym nadmorska metropolia wyjęta z teledysku z lat 80., w odróżnieniu od czarno-białych, w pełni zbiurokratyzowanych Zaświatów, które kojarzą się raczej z propagandową pocztówką z zakładów pracy czasów szczęśliwie minionych. Narcystyczny, żądny władzy i paranoiczny Zeus (Jeff Goldblum) mający ewidentne zamiłowanie do designerskich zamszowych dresów i tandetnych złotych zegarków oraz zimna, zdystansowana i wyniosła Hera Janet raczej nie opuszczają Olimpu. Posejdon (Cliff Curtis) spędza czas na swoim olbrzymim jachcie, a przemęczony Hades (David Thewlis) pod krawatem z miną słabo opłacanego urzędnika przed poranną kawą pilnuje aby w Zaświatach nie zaginęła żadna biedna duszyczka. Wszystko wydaje się działać, do momentu gdy podczas corocznych obchodów święta Olimpii zarządzający całą Krętą Minos nie odsłonił zbezczeszczonego niecenzuralnym grafitti i odchodami pomniku mającego uświetnić boskiego Zeusa. Niedługo po tym kompromitującym wydarzeniu ten sam Zeus popada w postępującą z odcinka na odcinek paranoje, która pogłębia się gdy zauważa w swoim odbiciu w lustrze nową zmarszczkę, co jako paranoik od razu łączy z treścią starodawnej przepowiedni o końcu panowania bogów. Ta sama przepowiednia splata ze sobą losy kilku śmiertelników, którzy niczego nieświadomi mogą mieć swój udział w możliwie nadchodzącym KAOSIE… Całą historię poznajemy z perspektywy wszechwiedzącego narratora, czyli zamieszanego w realizację przepowiedni Prometeusza, który krok po kroku ujawnia przed nami znacznie postaci i pewnych zdarzeń. Styl narracji serialu, a nawet pojawiające się charakterystyczne duże napisy na środku ekranu przedstawiające nowych bohaterów i miejsca, mocno przypominają styl znany z filmów Guya Ritchiego, co znakomicie pasuje do specyficznej pastiszowej konwencji serialu. Twórcy błyskotliwie wykorzystują popularne mity, często kompletnie odwracając ich znaczenie, puentę czy zmieniając perspektywę opowiadania, przez co nawet znając na pamięć wszystkie mity ciężko do końca przewidzieć, w którą stronę potoczą się kluczowe dla fabuły wątki. Podobnie jak w mitologii tak i tu prominentnymi i powtarzającymi się tematami przewodnimi są wolna wola kontra los przeznaczenie, ale i idea samej boskości jako takiej... Serial potrafi płynnie zmieniać estetykę przechodząc od pastelowych kolorów z wielkim różowym flamingiem na pierwszym planie, do typowej dla kina offowego czerni i bieli podkreślających monotonie i beznadzieje Zaświatów. Kreatywną zabawę tropami mitologii „Kaos” łączy z niesłychanie płynną gatunkowością, w której czarna komedia często spotyka się z dramatem, polityczną satyrą, a nawet scenami typowo horrorowymi. Choć w serialu dominuje raczej czarna komedia, w niektórych miejscach potrafi być on naprawdę mroczny i ponury, a nawet przełamujący pewne ekranowe tabu... Z oczywistych względów „KAOS” porównywany jest do „Amerykańskich bogów” Neila Gaimana, ale w mojej opinii oprócz postmodernistycznej zabawy mitologią oraz współczesnego anturażu, obie produkcje są na kompletnie przeciwległych stylistycznie biegunach, gdzie „KAOS” stanowi raczej lekką i łatwostrawna przystawkę. Nic z tego jednak nie działałoby tak dobrze gdyby nie znakomity Jeff Goldblum w roli głównej. Jego specyficzna ekspresja, charyzma i mocno introwertyczna aura dają nam absolutnie cudownego i momentami przerażającego Zeusa, który choć jest totalnym dupkiem, egotopem i kontrolującym wszystko i wszystkich toksykiem, intryguje jak cholera i chce się go oglądać na ekranie jak najczęściej. Oprócz Jeffa z obsady mocno wyróżnia się Janet McTear w roli Hery - kurczę to dokładnie taka Hera jaką sam bym sobie wyobraził, oraz David Thewlis w roli opanowanego i zdominowanego przez brata Hadesa. Mam jednak problem z postaciami ludzkimi, które pomijając Ari (Leila Farzad) wydają się strasznie płaskie i jednowymiarowe… „KAOS” to jeden z tych seriali, który wziął mnie z całkowitego zaskoczenia i którego nie wiedziałem, że potrzebuje dopóki go nie zobaczyłem. Licze na drugi sezon choćby dla samej możliwości oglądania Jeffa w tej roli. Poproszę o więcej Panie Netfliksie…