Recenzja serialu

Kompania braci (2001)
Richard Loncraine
Mikael Salomon
Damian Lewis
Dale Dye

Dziadku, byłeś bohaterem na Wojnie?

"Nie... ale służyłem w kompani Bohaterów". Takiej odpowiedzi udzielił swojemu wnukowi Major Richard D. Winters dowódca Kompanii E, drugiego batalionu, 506 Spadochronowego Pułku Piechoty ...
"Nie... ale służyłem w kompani Bohaterów". Takiej odpowiedzi udzielił swojemu wnukowi Major Richard D. Winters dowódca Kompanii E, drugiego batalionu, 506 Spadochronowego Pułku Piechoty wchodzącego w skład 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej Armii Stanów Zjednoczonych. "Kompania braci" to 10-odcinkowy serial wyprodukowany przez Stevena Spielberga i Toma Hanksa. Producenci oparli się przede wszystkim na motywach powieści Stephena Ambrose "Kompania Braci".

Ktoś krzyczy, z głośników słychać jęki rannych i umierających. Wybuch pocisku zabija kilku żołnierzy. Gdzieś w oddali daje się słyszeć charakterystyczny dźwięk MG 42. Tak oto z Camp Toccoa, gdzie kolejno poznawaliśmy żołnierzy Kompani E 506 pułku piechoty spadochronowej, przenosimy się w piekło II Wojny Światowej. Zgromadzono rekordowy budżet - 120 mln, lecz nie zatrudniono żadnej hollywodzkiej gwiazdy. Powód? Duet Spielberg i Hanks chciał opowiedzieć historię ludzi - zwykłych ludzi, którzy przeszło 60 lat temu walczyli na zachodnim froncie. Każdy odcinek jest inny, nieprzewidywalny. Urokowi "Kompani braci" dodaje niewątpliwie kręcenie kamerą z ręki ujęć batalistycznych. Widz może poczuć się jak na polu bitwy, aby po chwili obejrzeć wspaniały mroźny poranek gdzieś pod Bastogne. Oglądając "Kompanię braci", stajemy się nieformalnie jednym z jej żołnierzy. Wrażenie to potęgują świetne efekty specjalne i komputerowe, m.in. desant w Normandii, gdzie setki samolotów pod ogniem niemieckiej artylerii zrzucają spadochroniarzy. Trafione maszyny zapalają się i w postaci kul ognia uderzają o ziemię. Ci, którzy przeżyli piekło zrzutu, często nie potrafią odnaleźć się w wojennej pożodze. Jedni po stracie brata, łamią rozkaz i strzelają w grupę wrogich żołnierzy. Jeszcze inni dokonują egzekucji na jeńcach, uprzednio częstując ich papierosami lub strzelają do cywilów, dokonują samosądów, rabują.

Gdy "Kompania braci" dobiega końca widzimy jak piekło wojny, wszechobecna śmierć i lęk o życie zmieniają bohaterów serialu. To już nie są weseli chłopcy z Camp Toccoa żądni przygód, a okaleczeni psychicznie i fizycznie ludzie niewyobrażający sobie życia bez walki. Szczególnie w pamięć zapada scena, kiedy kilku żołnierzy wybiera się na polowanie. Jeden z nich idzie pochylony, jak gdyby obawiał się strzałów wroga - wroga? Przecież wojna się skończyła!

Obraz prezentowany przez Stevena Spielberga i Toma Hanksa przypomina chodzenie po linie nad przepaścią. Każdy strzał, wybuch wbija nas głęboko w fotel, każdy dźwięk zapada głęboko w pamięć. Kiedy "nasz" oddział jest ostrzeliwany staramy się ukryć przed pociskami. Jest nam przykro, kiedy ginie jeden z naszych braci, cieszymy się, kiedy zdobywamy Carentan, trzęsiemy się z zimna w lasach pod Bastogne. "Kompania braci" to wciągający nas w wir wojny serial, którego tak naprawdę nie chcemy oglądać, ale nie mamy wyboru, jesteśmy jego częścią.
1 10
Moja ocena serialu:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
95% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (228 głosów).
Udostępnij:
"Szeregowiec Ryan" dał sygnał do wielkiej ofensywy kina wojennego, trwającego w zgniłym stereotypie naciąganych przygodówek, nadając mu coś na kształt namacalnego ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 87%