Recenzja Sezonu 1

Król (2020)
Jan P. Matuszyński
Michał Żurawski
Kacper Olszewski

Królowie są niewolnikami historii

Bardzo kibicowałem temu serialowi i chciałem, żeby "Król" był dziełem wybitnym, godnym literackiego pierwowzoru. Co prawda nie sprostał moim oczekiwaniom ale to nie znaczy, że jest zły. 
Przedwojenna stolica Polski jest miastem pochłoniętym konfliktami narodowymi, politycznymi i społecznymi. Jakub Szapiro to charyzmatyczny Żyd, uwielbiany przez ulice tego miasta, a jednocześnie budzący strach i respekt cyngiel. Jest prawą ręką Kuma Kaplicy, gangstera rządzącego częścią Warszawy.


"Król" Szczepana Twardocha jest jedną z moich ulubionych polskich powieści ostatnich lat. Doskonała literatura gangsterska, mocno osadzona w społecznych realiach drugiej połowie lat 30 XX wieku. Wulgarna, wypełniona dynamiczną akcją, przemocą, seksem. Bohaterowie są świetnie napisani, historia jest pasjonująca, a  realia i klimat przedwojennej Warszawy zostały wspaniale oddane. Jednocześnie całość jest niesamowicie przygnębiająca. Czytelnik wie co stanie za kilka lat z tym światem, co nadaje bolesnego kontekstu decyzjom podejmowanym przez bohaterów.




Serial zapowiadał się znakomicie. Książka to idealny materiał na scenariusz. Oczekiwania rosły biorąc pod uwagę dobrego reżysera, ciekawą obsadę, intrygujący zwiastun oraz deklaracje twórców o sporym budżecie. Niestety wyszło przeciętnie.


"Król" stara się trzymać fabuły książkowego pierwowzoru. Zmieniono co prawda chronologię, dodano kilka postaci, niektóre wątki delikatnie pozmieniano (niestety na gorsze) ale zasadniczo oddano wydarzenia z powieści.  




Nie spodziewajmy się po tym serialu polskiej odpowiedzi na "Peaky Blinders" czy "Zakazane Imperium". Jeżeli chodzi o realizacje i kwestie techniczne, to bliżej "Królowi" do "Czasu Honoru" niż do popularnych zachodnich produkcji. O ile wnętrza (mieszkania, knajpy, restauracje) wyglądają w porządku, to otwarte, miejskie przestrzenie są zazwyczaj przeraźliwie puste. Brakuje tu poczucia, że jesteśmy na ulicy żyjącego miasta. Podobnie nie ma atmosfery ciężkiego więzienia gdy akcja przenosi się do Berezy Kartuskiej. Są od tego wyjątki, jak podczas scen w restauracjach (gdy kamera przyczepia się do kolejnych mijanych osób, lub jedzie na kelnerskich wózku) czy walk bokserskich (te wyglądają zdecydowanie najlepiej) ale trwają one tylko kilka minut i można je wymienić na palcach jednej ręki. Nawet w ujęciach zatłoczonego Kercelaka nie czujemy klimatu wielkiego targowiska. Dwa rzędy drewnianych straganów i stojący przy nich handlarze widoczni przez kilkadziesiąt sekund to za mało aby widz odniósł wrażenie, że jest w przedwojennej Warszawie.


Lepiej prezentuje się charakteryzacja i kostiumy, m.in. wspaniałe garnitury Szapiro i mniej wspaniałe, ale równie charakterystyczne Kuma Kaplicy.




W jednym z wywiadów reżyser Jan P. Matuszyński przyznaje, że historię z książki można było zmieścić w sześciu odcinkach, tymczasem wymogi telewizyjnej produkcji wymusiły zwiększenie ich ilości do ośmiu. I czuć, że momentami fabuła jest rozwleczona. Niektóre wątki dodano i rozbudowano na siłę, a inne są potraktowane po macoszemu. Źle rozłożono akcenty. Zbyt dużo poświęcono tu intrydze politycznej (nadmiernie rozwinięto irytującą postać Żwirskiego, którego nie było w książce), a zbyt pobieżnie potraktowano dramat Jakuba Szapiro. Człowieka rozdartego między miłością do rodziny, a pożądaniem wobec innych kobiet. Uwikłanego między barwnym życiem gangstera i przywiązaniem do miasta oraz przestępczej ferajny, a poczuciem przyzwoitości i żydowskiego pochodzenia, z którego wynikają skomplikowane relacje z bratem. Wybory, który musi dokonać główny bohater są trudne, a podjęte przez niego decyzje nałożą się na tragiczną historię przełomu lat 30 i 40 XX wieku. Jest w serialu oddana ich istota ale dało się tym wątkom nadać większą moc.


I to wszystko mimo bardzo dobrej roli Michała Żurawskiego w roli Jakuba Szapiro. Jego rozdarcie między trójkę kobiet niestety jest pokazane niewiarygodnie, co wynika z błędnego obsadzenia kompletnie nie pasującej do tej roli Leny Gory jako Anny Ziębińskiej. Jej relacja z Szapiro jest budowana nieumiejętnie. Zwłaszcza, że z drugiej strony doskonale spisują się Aleksandra Pisula w roli Emilii, żony gangstera, oraz Magdalena Boczarska jako Ryfka Kij.




Przy pozostałych postaciach trzeba wziąć uwagę, że są zobrazowane w sposób przejaskrawiony, wręcz komiksowy. Niektórzy aktorzy doskonale odnajdują się w tej formie, jak Borys Szyc jako doktor Radziwiłek, Arkadiusz Jakubik jako Kum Kaplica czy Piotr Cyrwus, którego widzimy co prawda tylko w jednym dialogu, ale za to brawurowym. Ciekawe są też smaczki, jak występy w epizodach Dawida Podsiadło czy autora książki i współscenarzysty serialu, Szczepana Twardocha. Inni nie potrafili się wpisać się tak dobrze w konwencję i swoje role przeszarżowali. Pokazali swoich bohaterów zbyt karykaturalnie, jak np. grający pułkownika Adama Koca Krzysztof Pieczyński, Mikołaj Kubacki w roli Tituczewa, prawej ręki Radziwiłka czy kompletnie przejaskrawiony marszałek Rydz- Śmigły (Andrzej Szeremeta).


Ciekawe są retro i futurospekcje. Nadają one ciekawego kontekstu głównym wydarzeniom i spinają klamrą całą historię. Są one niewątpliwym plusem całej produkcji. Świetna jest sfera językowa. Dobrze, że twórcy zdecydowali się, na część dialogów w jidysz (z napisami). Odrębną kwestią pozostaje znakomity slang doktora Radziwiłka, który "mówił pięcioma językami i żadnym dobrze". 




Dziwi natomiast umieszczenie w produkcji metaforycznego motywu wieloryba, kaszalota. O ile w książce można było uznać, że buduje on pewną atmosferę(choć i tam, było to dyskusyjne) to w serialu wywoła raczej u widzów pytanie „o co tu chodzi?”, które pozostanie bez odpowiedzi.


Bardzo kibicowałem temu serialowi i chciałem, żeby "Król" był dziełem wybitnym, godnym literackiego pierwowzoru. Co prawda nie sprostał moim oczekiwaniom ale to nie znaczy, że jest zły. Niektóre wątki fabuły porywają, inne są zbędne i dodane na siłę. Scenografia momentami jest bardzo dobra, a w innych, bardzo uboga. Niektórzy aktorzy grają doskonale inni słabo. Finalnie otrzymujemy niezłą produkcję, która jednak nie wykorzystała potencjału książki.  


Gdyby ktoś zastanawiał się czy poświęcić te 8 godzin i obejrzeć serial, to zdecydowanie polecam przeczytać książkę. Lektura zajmie niewiele więcej czasu, a na pewno historia Jakuba Szapiry pisana ręką Szczepana Twardocha porywa bardziej, niż jej wersja przeniesiona na ekran. 
1 10
Moja ocena sezonu 1:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
78% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (50 głosów).
Akcja serialu Matuszyńskiego rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym, które niewiele ma wspólnego z podlanymi nostalgią przedstawieniami tego okresu. Twórcy ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 56%