Relacja

29. WFF: Baśniowe złe wilki i zimowe scenerie

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/29.+WFF%3A+Ba%C5%9Bniowe+z%C5%82e+wilki+i+zimowe+scenerie-99654
Trzeciego dnia 29. edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego obejrzeliśmy izraelski thriller "Wielkie złe wilki" Aharona Keshalesa i Navota Papushado oraz "Chłód" – turecki dramat Uğura Yücela rozgrywający się w mroźnej, zimowej scenerii.

Baśniowy świat zemsty

Powinienem chyba zacząć od ostrzeżenia: "Wielkie złe wilki" to nie jest kino przeznaczone dla wszystkich. Niby brutalnych, a przy tym niepozbawionych humoru filmów zemsty powstało wiele. Jednak izraelska produkcja wystawia widza na trudną próbę woli. Twórcy bowiem sprawią, że z najgorszych ludzkich zachowań będziecie się śmiali. Jeśli macie sztywne kręgosłupy moralne i z trudem przychodzi Wam akceptowanie paradoksów tam, gdzie sprawy wydają się jednoznaczne, to radzę film omijać szerokim łukiem. Dzieło Aharona Keshalesa i Navota Papushado łamie tabu. I czyni to w niesamowicie rozrywkowy sposób.


Głównymi bohaterami filmu jest trzech mężczyzn. Łączy ich zmasakrowane ciało nieletniej dziewczynki. Przed śmiercią została zgwałcona i torturowana. Po śmierci odcięto jej głowę i gdzieś ukryto, skatowaną resztę pozostawiono na widoku. Pierwszy bohater to Dror. Nauczyciel, którego policja podejrzewa o bycie morderczym pedofilem. Nie ma jednak dowodów łączących go bezpośrednio ze zbrodnią, a na domiar złego do sieci trafia wideo, na którym jest bity przez policjantów w cywilu, co czyni z niego ofiarę. Drugi to Miki, jeden z oficerów przekonanych o winie Drora i jeden z bohaterów niesławnego wideo. Zwolniony z pracy postanawia na własną rękę odkryć prawdę. I jest jeszcze Gidi, ojciec zmasakrowanej dziewczynki. Jest psychopatą z krwi i kości, który nie cofnie się przed niczym, byle tylko dowiedzieć się, gdzie ukryta została głowa jego córki.

Mając taki, a nie inny tytuł, nikogo chyba nie zdziwi fakt, że "Wielkie złe wilki" utrzymane są w konwencji baśni. Twórcy uzyskują ten efekt dzięki nasyconym barwami zdjęciom i ujęciom tak kadrowanym, by wydawały się magiczne. Bardzo często stosują też slow-motion, nawet w scenach pozornie bez większego znaczenia. Nad wszystkim zaś unosi się duch epickiej muzy, która z powodzeniem mogłaby uświetnić widowisko typu "Troja". Dzięki wszystkim tym zabiegom "Wielkie złe wilki" sprawiają wrażenie opowieści o niezwykłej wadze i doniosłości. Są niczym magiczne zaklęcia, które chwytają widzów i zmieniają ich percepcję.

Resztę recenzji Marcina Pietrzyka przeczytacie TUTAJ.

Do szpiku kości

Zgodnie z tytułem, w filmie Uğura Yücela czuć chłód na każdym kroku. Zimowe krajobrazy współgrają z postawami bohaterów, którzy – jak gdyby zamrożeni – nie umieją kochać, a wszelkie przejawy namiętności są im całkowicie obce. W tej zlodowaciałej scenerii pojawia się iskra uczucia, ale jednostronnego i od początku skazanego na klęskę.


Tytułowy "Chłód" dosięgnął mieszkańców niewielkiego tureckiego miasteczka blisko granicy z Gruzją. W centrum niezbyt dynamicznych, a jednak porywających wydarzeń znajduje się Balabey – zgaszony, wiecznie wpatrzony w ziemię mąż, ociec, brat; żywe zombie; kukła pozbawiona emocji. Kiedy pewnej nocy poznaje najmłodszą z trzech rosyjskich sióstr, budzą się w nim uczucia i chęć działania. Dla pięknej Iriny gotowy jest porzucić swoje dwie córki, ciężarną żonę i posadę sierżanta na kolei. Trudniąca się pracą prostytutki, podobnie jak jej starsze siostry, dziewczyna planuje jednak  rzucić dotychczasowe zajęcie i wyjechać do Moskwy. Ale w filmie Uğura Yücela nic nie idzie po myśli bohaterów.

Przy okazji historii o rodzącym się uczuciu Yücel pokazał charakterystykę społeczeństwa tureckiego, w którym małżeństwa zawiera bez miłości i traktuje je raczej jako umowę o współpracy dwóch osób. Nie będzie żadnym odkryciem, że podział obowiązków ustala mężczyzna, który jest nie tylko głową rodziny, ale i prawodawcą, sędzią, a czasem i katem. Wbrew tym przygnębiającym obserwacjom niemal wszyscy bohaterowie "Chłodu" są sympatyczni i poczciwi. Jakby to kultura i tradycja były winne, a nie ludzie bezpośrednio. Kluczowe wydają się słowa jednej z rosyjskich sióstr, która przywołuje historię ich matki oddającej się właścicielowi sklepu za worek ziemniaków. Dziewczyna na granicy rozpaczy podsumowuje to krótkim stwierdzeniem, że historia zatacza koło. To samo można powiedzieć, patrząc na relacje między świeżo poślubionymi małżonkami tureckimi, którzy powielają schematy utarte przez ich rodziców. Yücel nikogo jednak nie ocenia, nikogo nie usprawiedliwia – dzięki temu "Chłód" zyskuje szczerość, która jest jego wartością.

Resztę recenzji Doroty Kostrzewy przeczytacie TUTAJ.
Udostępnij: