Nie dla idiotów

To jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, jakie powstały w ciągu ostatnich lat. Trzyma w napięciu od pierwszych scen do ostatniej minuty. Poza tym silnie działa na emocje i daje do myślenia. Przewrotny pomysł na film, świetny scenariusz (podejrzewam, że na motywach jakiejś współczesnej sztuki teatralnej). A najlepsze jest to, że "Circle" nakręcono przy bardzo małym budżecie, nie ma tu prawie żadnych efektów, scenografia jest minimalna, a jednak film jest doskonały. Jedyny zarzut, jaki mogę mu postawić to znikomy realizm na początku filmu (gdyby coś takiego działo się naprawdę, to ludzie raczej nie zachowywaliby się w sposób, jaki pokazano w filmie w pierwszych - powiedzmy 15 minutach). Poza tym, jakkolwiek jest to zasadniczo kino komercyjne, to jednak film porusza ciekawe problemy, stawia pytania i zmusza do refleksji. Każdemu, kto pisze o nim "dno" czy "gniot" proponuję zadać sobie pytanie jak by się zachował gdyby był na miejscu kogoś z bohaterów tego filmu. Może wtedy zrozumie sens tego filmu i jego przesłanie. Nie dziwi mnie jednak niska ocena i opinie niektórych forumowiczów. Film jest dość mocno zakręcony, relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami ciągle się zmieniają i komplikują, więc aby nadążyć za fabułą, trzeba się nieco skupić. Podejrzewam, że pewna ilość ludzi może mieć trudności ze zrozumieniem co się dzieje na ekranie i może uznać film za chaotyczny, a wówczas będą niezadowoleni. Fabuła jednak nie jest w najmniejszym stopniu chaotyczna, wprost przeciwnie - to, co się dzieje w tym filmie jest bardzo dobrze przemyślane. A czy prawdziwe? Zastanawianie się na tym pytaniem to jest właśnie największa wartość tego filmu. Czy ludzie naprawdę są tacy? Czy postępowaliby tak, jak to pokazano? Jak na ich miejscu zachowałbym się ja, czy dowolna osoba, którą znam? Warto pomyśleć, a ten film właśnie do tego zmusza. Oczywiście to nie jest film dla każdego. Jeżeli ktoś nie lubi pytań egzystencjalnych, psychologii, albo nie może żyć bez wybuchów i strzelanin na ekranie, to nie powinien nawet próbować go oglądać.

76
  • Coś w tym jest. Obejrzałam i tak wahałam się między oceną 6 a 7, ale jednak 7. Tylko SPOJLER nie bardzo rozumiem, czy chłopak, który przeżył miał przeżyć od początku czy to przypadek i jego spryt? To jak widać było cywilizacja pozaziemska, nie? Może chcieli wybrać z nich najinteligentniejszych, tworzyć "super" cywilizację. No nie wiadomo dokładnie, ale mogłoby tak być, w końcu trzeba inteligencji, by przeżyć w takiej sytuacji. Nie powiem, mi też film dał do myślenia, choćby jak ludzie łatwo się oceniają, szkalują i są powierzchowni w tym. Mam rację, że w tym filmie też to widać, prawda? Oprócz tego tworzenie się grup, liderów, tego właśnie jak człowiek może postępować w sytuacji zagrożenia. No też mi tylko nie pasowało, że oni szybko zaczęli się tak zachowywać, eliminować, mały minus.

    • SPOJLER - Nikt nie był z góry przeznaczony do przeżycia. Chłopak, któremu to się udało miał po prostu dwie kluczowe cechy na raz: był bardzo inteligentny i był największym skur.wielem ze wszystkich. Owszem, była to obca cywilizacja, w końcowej scenie widać ogromne statki wiszące nad ziemią. Co do celów tej cywilizacji, mam teorię, że obcym chodziło o to aby wybrać najlepszych i najbardziej niewinnych z ludzi i tylko ich ocalić, a resztę wykończyć. Obcy wiedzieli, że ludzie - jakkolwiek są paskudnym gatunkiem - to mają tendencję do chronienia najporządniejszych i najbardziej niewinnych ludzi. Dlatego założyli, że w poszczególnych kręgach przeżyją ci najlepsi, a ci podli pozabijają się nawzajem. Fabuła jest jednak na tyle przewrotna, że wychodzi na to, że obcy się pomylili, bo nie przewidzieli, że ludzie mogą być tak cwani, że udając szlachetność, ocalą swoją skórę idąc po trupach niewinnych. Można przyjąć, że chłopak z końcówki rozwalił system. Zgodnie z założeniami miała przeżyć dziewczynka, albo kobieta w ciąży, ale obie je oszukał. Na końcu koleś dołącza do grupki innych ocalonych i widać, że są tam głównie dzieci i kobiety. On się do tej grupy niejako wkręcił tylnymi drzwiami. Co do zachowania bohaterów filmu, moim zdaniem to akurat było niezbyt realistyczne. W rzeczywistości zapanowałaby panika i większość uczestników selekcji zginęłaby próbując uciekać, chować się. Poza tym zauważ, że żaden z bohaterów nie próbuje nawet prosić o litość organizatorów selekcji. W rzeczywistości ludzie by błagali obcych o życie, zamiast od razu przystępować do udziału w grze. Byłoby też znacznie więcej płaczu, rozpaczy, ludzie nie mogliby ze strachu się skupić i racjonalnie myśleć. Bohaterowie filmu natomiast są zaskakująco rzeczowi i trzeźwi na umyśle, co jest zupełnie nierealne zważywszy na okoliczności. Nikomu także nie przyszło do głowy sprawdzić czy ci porażeni prądem naprawdę nie żyją czy może tylko tracą przytomność. Gdyby to się działo naprawdę, to na pewno ktoś by pomyślał, że oni nie giną, tym bardziej że w obliczu śmierci ludzie mają tendencję do kurczowego trzymania się nadziei. To jednak tylko garść moich przypuszczeń, bo takich eksperymentów nigdy przecież nie prowadzono, więc nie wiadomo do końca jak by się zachowali ludzie. Można jednak poczynić pewne przypuszczenia na podstawie zdarzeń znanych z historii różnych tragedii. Przykładowo w obozach koncentracyjnych więźniowie poświęcali się czasami całymi dziesiątkami aby uratować jedno dziecko, bo chociaż tak mogli nadać swojemu życiu i śmierci jakiś sens. Było także w historii trochę katastrof naturalnych typu susza z głodem, albo wielkie powodzie i znane są przypadki niewiarygodnych poświęceń, ale i niewiarygodnego draństwa, do którego zdolni są ludzie dla ratowania swojego życia. Tę różnorodność postaw akurat dobrze pokazano w filmie. Realizmu może tu nie ma, ale przecież nie o realizm w tym filmie chodzi, więc nie ma co się czepiać. A tak z ciekawości, co Ty byś zrobił? Bo ja wolałbym umrzeć z czystym sumieniem, niż przedłużać sobie życie o 2 minuty kosztem takiego zbydlęcenia.

      • Zgadzam się. Jak mam powiedzieć czego mi brakowało to właśnie rozpaczy, płaczu, bo przecież w takiej sytuacji ludzie tym mocniej chcą żyć. Większość osób, by się płakała czy po prostu była załamana, a tutaj niektórzy muszę przyznać zachowywali się jakby to była tylko gra, a jak umrą, to co tam;p Tak jakby nie bali się, co nie jest realne w takiej sytuacji. No, ale poza tym film mi się podobało. Masz rację, zapomniałam dodać, ale też to zauważyłam, że ten chłopak świetnie udał takiego dobrego, który poświęci życie dla kobiety w ciąży czy dziewczynki. On jednak ich wykiwał. Tak, sprytny, przebiegły, bez skrupułów, choć i tak do końca nikt z nas nie wie jakby się zachował, czy bylibyśmy szlachetni ;) Jak ja bym postąpiła? Oj, bardzo ciężko powiedzieć. Sama nie jestem pewna. W życiu jestem dobrą osobą, mam dużo empatii, ale nigdy nie jest się pewnym w sumie jak się postapi w takiej sytuacji, bo życie tego uczy w sumie. Jakbym miała rodzinę, dzieci i tak bardzo bym chciała do nich wrócić, to może bym kombinowała (z tym, że gdybym postąpiła tu wrednie byłoby mi wstyd, fakt), ale gdybym sama czuła, że no nie dam rady, to odpuściłabym sobie, bo myślę, że dziecka to nie mogłabym zabić jak w filmie, tutaj nie pozwoliłoby sumienie.

        • No i brakowało mi też trochę więcej takiego zastanawiania się jak stamtąd uciec itp, a oni jakby nie brali tego pod uwagę. No w sumie jak wyszli poza pole chyba i tak gineli, ale tak mogli więcej tutaj pokombinować, bo początkowo kombinowali jak mogli się tam wziąć, a potem bardziej kto ma umrzeć. Z tym, że samo to czemu akurat oni się tam wzięli byłoby ciekawe, no cóż. No, ale film skłania do myślenia.

          • No i szybko też zaczęli się wybijać, realistycznie, to pewnie by się chociaż na początku buntowali, a tutaj bardzo szybko jednak zaczęli to robić. A tak raczej naprawdę, by się buntowali, że nie chcą nikogo zabijać itp. Tutaj trochę też tego było, ale niedużo ;p

            • Między innymi to właśnie miałem na myśli pisząc o braku realizmu. Ale to nie umniejsza wartości filmu, bo nie chodziło w nim o dokładne odzwierciedlenie zachowań ludzi, tylko o pokazanie ich wyborów moralnych. Fabuła jakby przeskoczyła pewien etap, przechodząc od razu do sedna sprawy. A co do zastanawiania jak byś postąpiła, mądrze zachowujesz ostrożność. Jak napisała Zofia Nałkowska "na tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono" (chodziło jej o zachowanie nazistowskich oprawców i bohaterskich więźniów w KL Auschwitz). Też nigdy nie znalazłem się w podobnej sytuacji, ale przeżyłem kiedyś małą namiastkę podobnych wyborów (załamanie pogody w górach i dylemat: iść samemu na dół do schroniska czy zostać ze znajomymi, którzy spanikowali więc stwarzali dla mnie zagrożenie. Zostałem i nikomu nic się nie stało). Tak do końca nie wiem jak bym postępował na miejscu bohaterów tego filmu, ale wiem jakich granic na pewno bym nie przekroczył. Na pewno nie zabiłbym dziecka - bez względu na wszystko. Prawdopodobnie byłbym w stanie posłać na tamten świat człowieka, którego uznałbym za drania, chociaż nie jestem pewien w 100%.

              • Niestety film z gatunku tych, które nie dają odpowiedzi - dopóki nie zostaniemy sami postawieni w takiej sytuacji, żadne spekulacje nie dadzą nam odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób byśmy postąpili. Jeżeli jednak zabilibyśmy choć jedną z osób z kręgu - np. kosztem ratowania życia swojego, dziecka czy kobiety w ciąży (swoją drogą dlaczego zakładamy, że akurat dzieci czy kobiety w ciąży mają większe prawa od innych?) - to czy to znaczy, że wszyscy jesteśmy z natury mordercami i wystarczy stworzyć odpowiednie warunki, żeby pozbawić nas jakichkolwiek hamulców ? Wymowa filmu raczej przerażająca.

              • No racja, też myślę, że drania na tamten świat, zabójcę wielokrotnego itp mogłabym posłać, no ale co innego właśnie dziecko, tutaj czuję, że naprawdę nie. Jak pisałam pewności nigdy nie ma, piszę o tym co czuję, bo nic innego teraz nie można zrobić jak czuć, skoro w tej sytuacji nie jesteśmy postawieni i dobrze.

                • Które dziecko? Bo w finale skazał na śmierć nienarodzone dziecko. Moim zdaniem to słuszna decyzja, również z moralnego punktu widzenia bo jego matka już nie żyła. Kto by się tym dzieckiem zaopiekował? Kto by je wogóle z jej łona uratował? Obcy?

                  BTW, film niestety słaby. Nie dlatego, że nie ma w nim wybuchów i jest jedno miejsce akcji, ale dlatego, że po 30-40 minutach zaczyna niemiłosiernie nudzić. Przyczyną tego jest nadmiar postaci, ciągle jak królik z kapelusza wyskakują jakieś nowe, których wcześniej nie widzieliśmy, większość ginie po powiedzeniu jednego - dwóch zdań. Ciężko się do kogokolwiek przywiązać, tak po ludzku, nie wedle stereotypów 'matka z dzieckiem' tylko naprawdę nabrać do kogoś sympatii. Pomysł dobry, ale moim zdaniem max na krótki metraż. Niestety zakończenie też mnie rozczarowało. Cały film gadali o obcych i miałem nadzieję, że okaże się to czymś zupełnie innym. No cóż, przynajmniej była Julie Benz :)

          • To co jest ciekawie przedstawione w tym filmie i niestety akurat realistycznie:Ludzie nie myśleli jak się z tego miejsca wydostać lub uratować jako grupa tylko jak wykończyć pozostałych pozbyć się słabszych lub silniejszych od siebie i zostać do końcowej rozgrywki-ludzka psychika

      • Skoro spojlerujemy :-). Nie było planu aby ten koleś przezył, przypomnijcie sobie ostatnie sceny filmu, gdy jest juz na zewnątrz i spotyka innych ktorzy przeżyli, było sporo kobiet w ciąży i dzieci, czyli w niektórych kręgach grupa zginęła pozwalając im przeżyć. Bardzo dobrze mi się oglądało, też miałam wrażenie, że to adaptacja jakiejś sztuki ale pasowała mi ta teatralność. Ode mnie dostaje wysoką notę bo oglądałam z kumpelą i włączyłyśmy się w "typowanie" oraz zastanawiałyśmy co byśmy zrobiły oraz czego nie robią uczestnicy. Bardzo dawno nie oglądałam filmu w którym tak "uczestniczyłam" :-). Ponieważ zwycięzcy "kręgów" spotkali się razem za drzwiami to pewnie będzie ciąg dalszy. Ciekawa jestem co teraz twórcy wymyślą.

        • Pewnie nic nie wymyślą. Końcówka przywołała mi na myśl "House of 9". Kobieta, która tam przeżyła, trafiła do kolejnego pomieszczenia z takimi jak ona - czyli "wygranymi" z innych dziewięcioosobowych grupek. W drugim etapie ci zwycięzcy walczyli by między sobą. Tak też prawdopodobnie byłoby tutaj. Tego chłopaka i innych zamknęliby w kolejnym "circle" i doprowadzili do kolejnego eliminowania się nawzajem. Z jednej strony może byłoby to ciekawe. O ile za pierwszym razem widzieliśmy, jak wyglądała eliminacja - czym się kierowali, a przed wszystkim, jak dawali się zwodzić innym lub sami zwodzili, to teraz - bogaci w doświadczenie, trudno sobie wyobrazić jakieś doraźne mini sojusze. I właśnie z tego powodu kontynuacja raczej nie miałaby sensu.

          • Też oglądałem kiedyś 'House of 9' i miałem podobne odczucia co tutaj pod koniec filmu. Takie dość otwarte zakończenie, które ma zmusić do wysiłku myślowego widza po seansie :D.
            Ja pozytywnie oceniam końcówkę 'Circle' . Pokazano w niej w sumie to, czego się spodziewałem- że "krąg" będzie się cały czas zapętlał...
            Polecam również 'Triangle', choć to już zupełnie inny kaliber (czasowe przeskoki, zapętlenia zdarzeń etc).

      • Nie zgadzam się odnośnie realizmu a w szczególnosci pierwszych 15 minutach,Zauważcie,że ludzie byli na wyznaczonych polach,stali,teraz pierwsi pomału wybudzają się z letargu(jakkolwiek by to nazwać)próbują się ruszyć no i zrobić normalnego kroka,no i w następstwie giną,widząc to inni juz nie sa tacy skorzy do ryzyka,lepszą opcją jest stać,nic nie robić ale nadal żyć.Zresztą film bardzo dobry ukazujący ludzką naturę w pełnej krasie,można sie uśmiać niejeden raz ale jest to raczej gorzki śmiech....

      • Nie koniecznie. Dołączył do grupy 14 osób, gdzie było pięciu mężczyzn, pięć kobiet (jedna w ciąży), czworo dzieci. Z nim, męzczyzn było najwięcej. Do tego, nie wiadomo jak wyglądały inne kręgi, może był z samymi mężczyznami, albo same dzieci? I dlaczego dziewczynka i kobieta w ciąży miały przeżyć? Też mordowały. A ci co przeżyli, to co? Sami mordercy;)? Nowy lepszy świat...

      • Może pominęli już etap rozpaczy i błagania o litość i przeszli od razu do momentu, gdzie wszyscy zaakceptowali swój los ;)

    • Może niektórzy z tych, którzy przetrwali są jakoś wybitnie inteligentni ale na końcu okazało się, że przeżyło też dużo kobiet w ciąży oraz dzieci. Oni raczej nie wykazali się chytrością czy mądrym planem przeżycia. Różne grupy myślały nad tym kto powinien przeżyć, podobnie jak grupa pokazana w filmie, i uratowali albo ciężarne albo dzieci. Tak więc może nie chodziło o tworzenie wybitnie inteligentnej cywilizacji a raczej o znalezienie cech, który umożliwią adaptację i przetrwanie.

  • Jak dla mnie film jest dobry. Jak widać nie potrzeba dużo akcji żeby powstał dobry film. Oparty głównie na tekstach. Jest w nim wiele moralnych wyborów mówiących o nas ludziach. Ale zakończenie mnie nie przekonuje. Inwazja obcych? Słabe wytłumaczenie tego co się działo przez cały film. Spodziewałem się większego.

  • Zgodzę się co do tego, że film działa na emocje i zmusza do refleksji, lecz jeśli chodzi o walory techniczne, to uważam, że było cienko i amatorsko. Bardzo naciągane dialogi, raczej płytkie, stereotypowe postacie ze stereotypowymi poglądami, z jednej strony ,,przekrój społeczeństwa", z drugiej jednak bardzo szablonowe wzorce bohaterów. Twórcy niepotrzebnie schodzili na tematy społeczno-psychologiczno-polityczne - te dyskusje na praktycznie wszystkie ,,gorące" tematy (homofobia, rasizm, patologie społeczne) były IMO niepotrzebne i sztucznie wplecione w fabułę. Podobnie jak przedmówcy, odczułem ten brak realizmu w początkowych scenach, gdy wszyscy trochę zbyt szybko ogarnęli sytuację i zaczęli podchodzić do niej zbyt rzeczowo i zdroworozsądkowo.
    Pomijając te braki, mogę stwierdzić, że pomysł na film bardzo ciekawy, tak jak wspomniałem wcześniej, zmusza do myślenia, zastanowienia po seansie. Zgrzytnęła mi jednak sama końcówka, w której przydałoby mi sie jakies wyjaśnienie motywów obcych, sam sens tego ,,eksperymentu", albo cel -fakt, ze koleś po wszystkim został po prostu wypuszczony na miasto, odbiera mi wiarę w to, że to wszystko czemuś służyło. Poza tym wydaje mi się, ze zbyt mocno skupiono się na samym fakcie odbierania innym zycia i decydowaniu o tym, kto zasługuje na śmierć a kto nie, podczas gdy można było trochę mocniej zagłębić się w temacie ważności zycia ludzkiego i tego, ze jednak każde życie jest warte tyle samo - każdy człowiek jest wart tyle samo, niezależnie od tego czy jest dzieckiem, gejem, kobietą w ciąży, żołnierzem czy tez przestępca. Życie to życie a jednak bohaterowie filmu kierowali sie przeświadczeniem, ze jedno bylo warte wiecej od innego -ze byli ludzie, którzy mocniej zasługiwali na życie niż inni i na tym w sumie skupiano się przez większą czesc czasu, a nie na fakcie, ze sama konieczność dokonywania takiego wyboru jest nieludzka.

    • A dlaczego miałoby czemuś służyć? Ten film jest niezłą alegorią ludzkiego życia - rodzimy się w zupełnie przypadkowych miejscach i warunkach na które nie mamy żadnego wpływu i w taki sam niewyjaśniony i przypadkowy sposób umieramy. Czy eksperyment o nazwie "życie" czemuś służy? Czy brak wiedzy na ten temat coś zmienia? Konieczność dokonywania wyborów jest jak najbardziej ludzka. Co masz na myśli pisząc, że "można było trochę mocniej zagłębić się w temacie ważności życia" - chyba naprawdę nie sądzisz, że pedofil który zgwałcił i zamordował dziecko jest wart tyle co np. lekarz, który operując ratuje człowieka?

    • Możesz rozwinąć myśl, że każde życie jest warte tyle samo niezależnie od tego czy jest się dzieckiem, gejem, kobietą w ciąży czy przestępcą? Jedyny sens tego twierdzenia, jaki jestem w stanie zaakceptować, to zasada równości wobec prawa, bo faktycznie czy się zamorduje dziecko czy bandytę, to zabójstwo jest zabójstwem. Jednak w każdym innym aspekcie, a szczególnie w aspekcie moralnym, raczej trudno się zgodzić z tą tezą. Naprawdę uważasz, że życie niewinnego dziecka oraz np. mordercy, jest tyle samo warte? W jakim sensie? Ale po co sięgać po aż tak skrajne porównania. A co powiesz o życiu menela, który pasożytuje na społeczeństwie i z zasady nie trzeźwieje oraz życiu np. Chopina czy Einsteina? Tyle samo są warte? Oczywiście bezkarnie nie można krzywdzić ani meneli ani Einsteinów, ale "wartość" to trochę szersze pojęcie, które oprócz aspektu prawnego można odnosić także do wartości, jaką jednostka przedstawia dla społeczeństwa. Egalitaryzm to piękna idea, ale poza zasadą równości wobec prawa, jest moim skromnym zdaniem kompletną bzdurą. Ludzie nie są równi. Nigdy nie byli i nigdy nie będą.

      • Zapominamy o tym ,że ludzie często udają kogoś innego niż są w rzeczywistości.By kogoś oceniać i osądząć o ile woóle można trzeba długo znać i sprawdzić w różnych sytuacjach. Na przykład pastor vs samotna kobieta zrozpaczona po stracie syna.Pastor nie miał odwagi poświęcić się za innych mimo ,że pewnie całe życie o tym mówił kobieta miała.Poza tym finał filmu ...Ludzi i maski maski i ludzie..

      • Spodziewałem się podobnych odpowiedzi na swój komentarz - czy życie dziecka jest warte tyle samo co zbrodniarza itd. Przed tym wyborem stali właśnie bohaterowie tego filmu. Kogo lepiej zamordować - dziecko, kobietę w ciąży, człowieka po 70 roku życia, który ,,już swoje przeżył". I moje zdanie jest dokładnie takie, jak to opisałeś. Każde życie warte jest tyle samo i nie tylko w świetle prawa - to czy ktoś jest einsteinem, chopinem czy menelem nie ma moim zdaniem znaczenia. Czym innym jest oczywiście ,,strata dla społeczeństwa", wiążąca się z tą śmiercią - coś o czym mówił ten chudy, starszy koleś i co moim zdaniem było totalnie bezsensowne z punktu widzenia jednostki. To jaki ktoś ma wkład w budowanie społeczeństwa i jaką wartość mają jego dokonania czy też czyny, jest zupełnie inną kwestią niż wartość konkretnego życia dla danego człowieka. Wydaje mi się, że pierwszą reakcją każdego człowieka stojącego w takim kręgu, byłoby zapytanie nawet siebie w myślach ,,Hej, niby czemu moje życie ma być mniej ważne niż życie tego faceta obok?". Czy gdybyś był człowiekiem bez pracy i wykształcenia, którego wkład w budowanie społeczeństwa jest raczej znikomy, a obok Ciebie w tym kręgu stałby sławny inżynier, wysyłający rakiety na księżyc, to z miejsca uznałbyś ,,Rzeczywiście, powinienem umrzeć, ten tutaj obok ma większe prawo do życia ode mnie"? Ja wiem, że moja pierwsza myśl byłaby zupełnie inna. Myślałbym tylko o tym, dlaczego ktoś próbuje wycenić moje życie na podstawie tego, co udało a czego nie udało mi się osiągnąć. Oczywiście po jakimś czasie pewnie przyznałbym rację większości, że moja śmierć obeszłaby mniej osób niż śmierć tego inżyniera, ale cóż z tego...? Chodzi mi o to, że użyteczność dla społeczeństwa nie jest tożsame z samą wartością jaką przedstawia życie. Dla społeczeństwa ważny jest ktoś użyteczny, ale dla mnie jako dla jednostki ważne jest moje życie, niezależnie od tego, czy jestem menelem, dzieckiem czy Einsteinem.
        To było dobrze widoczne w filmie, gdy paru młodych kolesi zaproponowało, by na pierwszy ogień poszli starzy. Czy stary człowiek, niezależnie od tego kim jest i co osiągnął, ma mniejsze prawo do życia od młodego? Według młodego - pewnie tak. Według starego - niby czemu?
        Mówisz, że ludzie nie są równi i rozumiem ten punkt widzenia. Jestem człowiekiem, który nie jest przestępcą, menelem, pasożytem ani innym wrzodem na tyłku społeczeństwa i jako takiemu, łatwo jest mi mówić o tym, że jedni przedstawiają większą wartość niż inni. Lecz jeśli spróbuję wejść w skórę takiego pasożyta, to raczej nie będę w stanie mówić o tym, że ktoś kto ma pracę, wykształcenie i użyteczne umiejętności zasługuje na śmierć mniej niż ja.
        Powtórzę to, co pisałem już w poprzednim poście. Dla mnie największym dramatem w takiej sytuacji byłaby sama konieczność dokonywania wyboru oraz pomysł, że ja jako człowiek mam decydować o tym, kto zasługuje na śmierć a kto nie. To co wywarło na mnie najmocniejsze wrażenie to fakt, jak bezrefleksyjnie w pewnym momencie wszyscy bohaterowie zaczęli przystępować do głosowania. Ginie kolejna osoba, a niektórzy nawet nie przerywają konwersacji. Jeśli kiedykolwiek znalazłbym się w takiej sytuacji, chciałbym myśleć o sobie, że zachowałbym się tak, jak ten starszy, grubszy koleś, który zginął jako jeden z ostatnich. Jego postępowanie było najbliższe mojemu systemowi wartości. Skoro i tak nie mogę się uratować, to przynajmniej nie splamię własnego sumienia i honoru tym, że przystąpiłem do tej chorej gry - bo nie mnie decydować, czyje życie jest ważniejsze i kto ma większe prawo do tego, by wyjść z kręgu cało.

        • No fajnie, że jesteś taki honorowy. Załóżmy w takim razie, że jesteś w pokoju z pedofilem oraz swoim dzieckiem. Twój głos może sprawić że zginie on, a jego, że zginiesz Ty. Nadal podtrzymujesz tezę, że nie Tobie decydować o tym kto ma większe prawo żyć - Ty czy on i zachowasz się jak ten "starszy, grubszy koleś"?

          • Akurat propozycja, bym stal w pokoju wraz z własnym dzieckiem jest troche bezsensowna, gdyż to chyba zrozumiałe, iż w sytuacji zagrożenia zycia członka rodziny robiłbym wszystko, aby go uratować - nawet rzecz którą uważam za niemoralną. W takiej chwili nie myślałbym obiektywnie ani honorowo. Ale jesli byloby to obce dziecko - nie podejmuje sie odpowiedzi na to pytanie. Zresztą, proszę czytać ze zrozumieniem. Napisałem, ze chciałbym o sobie myśleć, ze zachowałbym sie tak jak tamten koles, a nie ze na pewno bym się tak zachował. Nie jestem na tyle zuchwaly, by zarzekac sie ze na 100% zachowalbym sie tak a nie inaczej. To chyba oczywiste, ze dziecko (obce czy nie) wzbudzałoby we mnie o wiele wiecej współczucia niż pedofil -to ludzka i naturalna reakcja. Tak jak wiecej sympatii wzbudza kobieta w ciąży niż koles, który bije wlasna dziewczynę. Ale nigdy nie posunalbym sie do tego by wystepowac w roli sędziego, bawić sie w Boga i orzekać, kto bardziej zasługuje na to by umrzeć. Dlatego napisałem, ze zachowanie ,,tego starszego,grubego kolesia"jest najblizsze mojemu systemowi wartości. Facet nie glosowal ani razu, ani po to, by kogoś ratowac ani by osadzac i skazywać na śmierć. Wydaje mi sie, ze wlasnie dlatego zabijanie innych (niezależnie od tego, czy robi to zolnierz na misji, policjant, czy zwykly zbrodniarz) zawsze wzbudza tyle emocji - bo w głębi duszy wszyscy wiemy, ze nie mamy prawa decydowac o śmierci innego człowieka.

            • Czyli dla ratowania życia członka swojej rodziny jesteś w stanie postąpić niemoralnie, a dla ratowania własnego życia, nie zrobiłbyś nic? Policjant nie powinien strzelać do terrorysty, który może za moment zdetonować bombę w centrum miasta? Ekstremiści islamscy mogą wejść do naszego kraju i zorganizować nam państwo wyznaniowe, a żołnierze nie powinni reagować?

              • Słuchaj, teraz idziesz trochę zbyt daleko w tych porównaniach. Ludzie zabijają się od zarania dziejów i będą dalej zabijać, niezależnie od wszystkiego - czy to podczas wojen czy też napadów z bronią w ręku czy w innych przypadkach. Nie rozmawiamy tutaj o wojnie - sytuacji, w której ludzie są gotowi zabijać i umrzeć w obronie swojego kraju, rodzin i bliskich. To chyba jasne, że ktoś, kto decyduje się zostać żołnierzem, jest też przygotowany na to, że będzie musiał odebrać komuś życie. A ludzie, którzy idą na wojnę (niech będą ci islamscy terroryści, których przykład podałeś) wiedzą, że także będą ryzykować życie w walce o własne cele. Ale udział w wojnie, bombardowaniu, czy też powstrzymywaniu terrorystów to wybór który podejmujesz i z którego skutkami potem musisz się mierzyć - i dlatego wydaje mi się, że te przykłady nijak się mają do Kręgu przedstawionego w filmie. W Kręgu znaleźli się ludzie ,,z ulicy", których moralność do tamtego momentu pewnie nigdy wcześniej nie była wystawiona na aż tak wielką próbę. Mówimy tu o zwykłych ludziach i ich spontanicznych, naturalnych reakcjach w obliczu zagrożenia własnego życia - nie o żołnierzach i policjantach, trenowanych i przygotowywanych do takich chwil i podejmowania takich decyzji.
                Mi nie chodzi nawet o to, że ktoś chciał ratować dziewczynę w ciąży i dziecko, a ktoś inny nie chciał. Pragnę raczej zwrócić uwagę na to, co działo się w między czasie - że podczas dyskusji, kłótni i sprzeczek przedstawicieli poszczególnych frakcji, ginęły kolejne, ,,nic nieznaczące" osoby. Ludzie, którzy także mieli swoje rodziny, którzy mogli być rodzicami, mieć na utrzymaniu swoje dzieci - większość z tych, którzy zginęli ,,w między czasie", nie byli raczej żadnymi zbrodniarzami, pedofilami, islamistami, pragnącymi zrzucić bomby na zachodnie kraje - to zazwyczaj byli zwykli ludzie, o których śmierci zadecydowała większość, uznawszy, iż ich śmierć będzie miała w tamtym momencie najmniejsze znaczenie. I to właśnie w filmie wywarło na mnie największe wrażenie - to poczucie, że można poświęcać jedno, drugie, czwarte, piąte, dziesiąte życie w imię tego, by ocalić dziewczynkę lub kobietę w ciąży. I dlatego powtórzę to, co już napisałem - jeśli stanąłbym przed takim wyborem, to wolałbym nie wybierać wcale. Bo choć dziecko i kobieta w ciąży wzbudzają największe współczucie i sympatię, to niby w jakim stopniu są one ważniejsze od żołnierza, pragnącego wrócić do dawno niewidzianej rodziny, kobiet, będących matkami, kolesi, będących synami, ojcami i mężami? Łatwo jest podejmować decyzję o czyjejś śmierć, jeśli ma się do wyboru pedofila albo dziecko. Ale jeśli stoją przed Tobą dwie osoby, będące w równym stopniu niewinne?

                • Zaryzykuję tezę, że rozpatrując problem czysto intelektualnie, naturalnym wyborem powinna być ochrona własnego życia. Jeżeli stawiasz życie innych przed własnym, zapewne zostałeś w jakiś sposób zmanipulowany, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Dlaczego osoby - nawet niewinne - miałyby być ważniejsze niż Ty?

    • "te dyskusje na praktycznie wszystkie ,,gorące" tematy (homofobia, rasizm, patologie społeczne) były IMO niepotrzebne i sztucznie wplecione w fabułę" - wręcz przeciwnie, były całkowicie naturalne (i podwyższają ocenę filmu), bo są codziennością amerykańskiego społeczeństwa i istotnym czynnikiem wszystkich ludzkich wyborów.
      W Polsce jeszcze tak mocno nie czujemy problemów z rasami, gejami i wytatuowanymi typkami z gett, ale tam tak. Z kolei spojrzenie na patologie społeczne mamy skrzywione (u nas renciści, zasiłkowicze i generalnie "dojenie" państwa wzbudzają skojarzenia pozytywne, a w USA jednak wciąż głównie negatywne).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: