Witam. Wiem, że tytuł posta jest trochę prowokujący ale chcę prowokować tylko do wartościowej
dyskusji.
Nie mam nic przeciwko cenieniu treści Tolkiena ale według mnie popadło to cenienie w dużą
przesadę. Objawem tego jest m in dewaluowanie bardzo inteligentnych twórców jak Sapkowski
czy George RR Martin powołując się na Tolkiena, nazywanego "mistrzem", który w mojej opinii
nie może się równać z ww pisarzami pod względem wartości fabularnej, merytorycznej i
emocjonalnej ich opowieści.
Przeczytałem Hobbita, Trylogię Władcy, Silmarillion i Niedokończone Opowieści. Dwie ostatnie
pozycje czytało
mi się wspaniale i uważam je za magnum opus Tolkiena, znacznie przewyższające "Władcę
Pierścieni", choć mimo to żadnego z dzieł ojca fantasy nie uważam za arcydzieło. Dlaczego?
Niegdy nie miałem problemu z wyobrażeniem sobie życia codziennego ani umiejscowienia siebie
w świecie Westeros, Wiedźmina, Eragona czy Gwiezdnych Wojen. Natomiast Śródziemie wraz z
jego rasami jest bardzo apatycznym i niestwarzającym pretekstów do przygód miejscem. Hobbici
palą swoje ziele i ryją w ziemi, hedonistycznie korzystając z wygód, elfy śpiewają, tańczą i
tworzą miecze, krasnoludy szlifują klejnoty a ludzie zajmują się przyziemnymi ludzkimi pracami.
Magia jest zarezerwowana tylko dla anielskich Majarów, którzy schodzą do Śródziemia w postaci
czarodziei. Dla porównania w świecie Star Wars znajdę multum aktywności i życia - są tam
rycerze Jedi, piraci, przemytnicy, łowcy nagród i mroczni Sithowie. Odległa Galaktyka jest
przepełniona mistycyzmem, niezbadaną Mocą, legendami i szansami dla poszukiwaczy przygód;
każdy może znaleźć cel, misję i zbudować swoją przygodę. Uniwersum Piratów z Karaibów z
kolei, jest pełne bardzo charakterystycznych, charyzmatycznie wykreowanych postaci gdzie
każda wplata swoją nić w sieć intryg a ich wzajemne relacje są siłą napędową opowieści.
Karaiby, pełne morskich legend aż rozpalają wyobraźnię i skłaniają ją do wykreowania własnej
postaci, statku i interakcji z piratami. W świecie Tolkiena nie mam pojęcia co mógłbym robić.
Wydaje się, że tam dzieje się coś tylko gdy największy szatan postanowi wykreować armię
złych z natury elfich zombie zwanych orkami. Odniesienie zwycięstwa w takim świecie nie daje
żadnych perspektyw - nie zostanę w nim magiem, wiedźminem, smoczym jeźdźcem czy
wargiem.
Następna kwestia to same postacie: We Władcy Pierścieni są one w większości bardzo płytkie i
można je szybko scharakteryzować. W świecie Tolkiena nie ma wewnętrznych problemów, są
tylko zagrożenia z zewnątrz.
Przyznaję, że Aragorn, Boromir czy Eowina mają swoje rozterki ale to i tak nic w porównaniu do
głębi, autentyczności i nieprzewidywalności postaci Pieśni Lodu i Ognia. Młody Paolini nadał
więcej wymiaru i złożoności swoim bohaterom. Bardzo ciężko zżyć się z członkami Drużyny
Pierścienia.
Świat Tolkiena jest czarno-biały. Czyści, ładni i dobrzy odnoszą zwycięstwo nad czarnymi,
brzydkimi i złymi. Lubie proste baśnie ale tylko jeśli nie wylewają się ze swojej formy. WP jest
baśnią, lecz mocno napuszoną i próbującą przybrać formę poważnego eposu. Hobbit pod tym
względem jest znacznie lepszy. W Trylogii postacie męczą powtarzanymi niemal identycznymi
wielkopańskimi wywodami o bezkresnym mroku Saurona i nikłej nadziei na zwycięstwo. Prosty
konflikt jest przedstawiony jako spisek dziejów choć praktycznie brak tu jakiegokolwiek wątku
politycznego. Historia jest obudowana toną faktografii i nazw ale to nie czyni dzieła wybitnym.
George RR Martin zbudował przeogromny świat, nie ustępujący złożonością Tolkienowskiemu
przy czym naszpikował ten świat niedopowiedzeniami, tajemnicami i wzajemnie oddziałującymi
na siebie, żyjącymi własnym życiem elementami.
W kwestii wartości intelektualnej opowieści Tolkien nawet nie kwalifikuje się w zestawieniu z
Wiedźminem, Grą o Tron, Imieniem Wiatru czy Piratami z Karaibów. To trzeba przeczytać lub
obejrzeć. Nawet Paolini poświęcił swoim dziełom niemało filozofii na temat istoty magii, bogów,
religii oraz genezy zła w głównym antagoniście a te podstawy u Tolkiena nie istnieją.
Chociaż swoje książki pisał miodopłynnie, ich treść jest złożona głownie z opisów terenu,
ciekawostek o świecie przedstawionym i debat, którą drogą dojść do celu. Miałem wydanie 3-
tomowe i losowo otwierając zawsze trafiałem na takie rzeczy. Dialogi są często jak wspomniałem
nadmuchane i nieco oschłe, brak im naturalności.
Można by rzec, że WP to dziennik podróży zmęczonych emocjonalnie osób, opakowany w
encyklopedię Śródziemia.
To co wykreował J.R.R Tolkien jest misterną mozaiką, układaną wiele lat, a jednak
przedstawiającą prosty baśniowy obraz. Nazywa się go "mistrzem" bo wykreował mainstream
fantasy jako pierwszy, pomimo, że wyprzedziło go wielu pisarzy pod względem złożoności i
wielowymiarowości fabuły, klimatu, o głębi merytorycznej nie wspominając. Ja nazwałbym go
raczej ojcem fantasy, bez którego nie byłoby Geralta, Eragona czy Tyriona Lannistera. Za to
należy mu się wyróżnienie i nie mam absolutnie żadnego problemu z postrzeganiem go jako
geniusza ale bardzo drażni mnie gdy uważa się go za niedoścignionego i wmawia, że to
racja absolutna.
Powyższy tekst to moja osobista opinia, nikomu jej nie narzucam. Przeciwnie. Jeśli macie
ciekawe argumenty na obronę Tolkiena, śmiało piszcie. Po to zamieściłem swój post; żeby
wzbogacić się o inne punkty widzenia.
Pozdrawiam
A dzięki za krótki opis, jak będę miał kiedyś możliwość i czas to wypożyczę, obecnie kończę czytać Kroniki Diuny G.Herberta i zbiór opowiadań P.K Dicka.
Pozdrawiam także ;)
I. Nie wyobrażam sobie życia w świecie Raju Utraconego Miltona.
II. W Raju Utraconym postacie są płytkie (poza Szatanem, Szatan wyszedł Miltonowi zajebiście).
III. W Raju Utraconym jest wyraźny podział na dobre i złe postacie.
IV. Raj Utracony nie ma treści intelektualnej Piratów z Karaibów (podczas pisania tego zdania rozbolała mnie głowa).
See what i did there?
O jednej rzeczy trzeba pamiętać: Tolkien nawet nie próbował napisać książki fantasy, a tym bardziej książki fantasy celującej w gusta współczesnego czytelnika. Tolkien chciał stworzyć mit, w jego oryginalnym zamyśle miała to być wykreowana od podstaw mitologia Brytyjczyków, której jego zdaniem byli pozbawieni. Dlatego pełno u niego symboliki, postacie sprowadzone są w większości do pewnego archetypu, są przede wszystkim narzędziem do opowiedzenia historii, istnieje wyraźny podział na dobro i zło (nie do końca), brakuje z kolei dworskich intryg, seksu, przemocy, przekleństw, wybuchów, zabawnych lubieżnych karzełków (ah jaka głęboka postać z tego Tyriona!) i innych elementów dzięki którym Martin czy Sapkowski zdobywają popularność.Nie każdemu musi się to podobać, natomiast jak już zwróciłem uwagę równie dobrze można kierować powyższe zarzuty pod adresem Illiady, Odysei albo Raju Utraconego.
Co do wartości intelektualnej Tolkiena (nie żebym uważał go za autora, który zmusił mnie do potężnego wysiłku intelektualnego albo głębokich rozmyślań po lekturze) i Piratów z Karaibów to ciężko mi tu coś napisać, bo to zahacza o zwykłą prowokację.
Raju nie czytałem więc za dużo nie powiedziecieć, ale:
I. Ja być może mógłbym, dla mnie to spory walor. Napisałem o tym, żeby dowiedzieć się czy ludzie też zwracają na takie rzeczy uwagę.
II. Jeśli są płytkie to Raj raczej nie może pretendować do miana arcydzieła, chyba, że posiada inne zalety, które świadczą o geniuszu.
III. Więc Raj może być niczym więcej a judeochrześcijańską pustką.
IV. Pod względem symbolizmu i powagi zagadnień WP jest znacznie większy od Piratów, lecz ci drudzy mają w sobie znacznie bardziej inteligentne dialogii, które nie mają tendencji do popadania w lekką drętwotę patosu jak u Tolkiena. To już raczej kwestia preferencji ale dla mnie ważna sprawa.
Tolkien wpasował się świetne w gusta mnóstwa czytelników. Jak widać.
"równie dobrze można kierować powyższe zarzuty pod adresem Illiady, Odysei albo Raju Utraconego." - pewnie można. Jeśli ktoś będzie miał odwagę burzyć paradygmaty o OBIEKTYWNYM geniuszu tych dzieł, i użyje dobrych argumentów to w porządku. Kibicuję im.
Drażni mnie nachalne umieszczanie seksu w literaturze, bo ostatnio to zbyt modne ale Martin i AS mimo może lekkiej przesady wkręcili ten motyw jako naturalny element swoich światów. Ja cenię ich za bardzo zawiłą i tajemniczą fabułę (wątek genetyki Ciri, podróży między światami, loży czarodziejek, wywiad Dijsktry, wątek wojny między rasowej, wyraźne różne, dotyczące autentycznego życia filozofie elfów i magów, postacie jak lord Varys, Bran, Tywin Lannister, Varamyr Sześć Skór, Olenna Tyrell, wątek północy i white walkerów, o których czytelnik zadaje sobie pytania...).
Piraci jak wspomniałem, są wartościową przygodą i nie tak nadętą. Proponuję duel cytatów. Pozdrawiam.
Ad. I No nie wiem, do wyboru miałbyś a) trzy osoby boskie b) anioły, które nie zbuntowały się przeciwko bogu c) anioły, które zbuntowały się przeciwko bogu d) Adama i Ewę. Jak widać nawet u Tolkiena jest większy wybór.
Ad. II Nie musi pretendować, Raj utracony jest powszechnie uważany za arcydzieło literatury anglojęzycznej. Sam też wystawiłem mu na biblionetce ocenę 6.0 :(
Ad. III ok
Ad. IV zostawię ten wątek bo dalej uważam, że to jakaś wyższa bardziej wyrafinowana forma trollingu
Co do nachalnego wtrącania seksu, to o ile opisy scen łóżkowych u Sapkowskiego miały pewien urok (vide "jejku jej", seks z Frigillą w bibliotece, czy scena miłosna Reynevana i Jutty podczas sabatu w Narrenturmie) to Martin jest w tej sferze ekstremalnie prostacki i grafomański, akurat mam pod ręką odpowiedni cytat pod ręką:
"Ssał jej sutki, aż krzyknęła, w połowie z bólu, a w połowie z rozkoszy. Jej pi^da, stała się całym światem. Asha zapomniała o Fosie Cailin, Ramsayu Boltonie i przysłanym przez niego skrawku skóry, o królewskim wiecu, o swej klęsce i wygnaniu, o wrogach i o mężu. Ważne były tylko jego dłonie, jego usta, ramiona, którymi ją obejmował, i ku*as, którego czuła w sobie. Pie*rzył ją, aż krzyknęła, a potem znowu, aż się rozpłakała, nim w końcu zostawił nasienie w jej macicy. [...] Zarzuciła sobie futro na ramiona i dosiadła Qarla, wsuwając go sobie tak głęboko, że nie potrafiła określić, kto ma ku^asa, a kto c^pę."
Jak ktoś umie to czytać bez zażenowania albo szyderczego uśmieszku to gratuluje.
"zostawię ten wątek bo dalej uważam, że to jakaś wyższa bardziej wyrafinowana forma trollingu" - dobrze, że mnie kwestionujesz, ale byłoby wspaniale, gdybyś mi dał argumenty jak Ty widzisz to zagadnienie.
Sprecyzuję:
Tolkien - Baśń o nieskomplikowanej lecz napuszonej stylem moralizatorskiej warstwie merytorycznej.
Piraci - Przygoda o inteligentnej warstwie dialogowej i refleksjach ubranych w cwane słowa, które mimo, że nie muszą być odkrywcze dla wszystkich, to mogą zapadać w pamięć i budować odpowiednią atmosferę.
Zgadzam się, że Martin może brzmieć jak tania porno-literatura lecz kto wie, może to był celowy zabieg, aby wyrazić perspektywę prostackiego, żenującego podejścia bohaterów do seksu. Nie wiem.
Tolkien też może niektórych zemdlić swym wyszlifowanym, niesubtelnie słodkim opisem czyjegoś piękna zewnętrznego. Ale to już totalnie kwestia preferencji.
Tolkien - północnoeuropejski epos (z całym dobrodziejstwem inwentarza o którym pisałem wcześniej, w którego skład wchodzi również to co nazywasz napuszonym stylem moralizatorskim). Serio, nikomu to się nie musi podobać, samego Tolkiena zdobyta popularność dziwiła i męczyła. Natomiast postawiony sobie cel (o którym też pisałem wcześniej) stary dobry John zrealizował bezbłędnie.
Piraci - eeeeee proste przyjemne kino familijne? Jedynka była fajna, dwójka nawet ok, trójka słaba, czwórka to kompletne gó*wno? Drewniany Bloom, Jonny Depp pewnie parę razy powiedział coś zabawnego, Geoffrey Rush jako Barbossa świetny, znakomity aktor? Serio nie wiem co więcej da się o tym powiedzieć.
Cwane słowa? Masz na myśli one-linery w stylu Schwarzeneggera? Refleksji tam oprócz tego, że problemem nieskończonego życia jest tak długo się tolerować, nie było wcale.
Martin nie opisuje prostacko seksu, a wszystko: wydarzenia, roślinność, infrastrukturę, bohaterów i co najważniejsze ma tragiczny styl pisania. Z rozdziału o ataku na Przystań - Płyną sobie (25 losowych nazw) obok nich płynie kolejne 10 losowych nazw. Krótki przerywnik na jakąś zbędną uwagę bohatera na którejś z tych łajb i znowu wymienianie tego, że te już 35 łajb dalej płynie. Powtarza się to na dziesięciu stronach jeszcze bodajże 4 razy, aż wszystko nie pójdzie na dno (czego nie da się chyba stwierdzić bez pamięci fotograficznej.) Mordęga.
Jeszcze odnośnie pojedynku na cytaty - a kto niby zdecyduje które są lepsze? Uważasz dialogi w piratach z karaibów za inteligentne, co dla mnie jest tak absurdalnym pomysłem, że na kilometr pachnie prowokacją. Sądzisz, że dojdziemy w tej kwestii do jakiegoś konsensusu?
Ja wygram jeśli zmienisz zdanie odnośnie PotC.
Ty wygrasz jeśli ja zmienię zdanie odnośnie LotR.
Obaj wygramy jeśli obaj przekonamy siebie, że jedno i drugie jest inteligentne.
Twierdzę, że Wiedźmin czy Imię Wiatru są niezwykle inteligentnymi książkami, a Gra o Tron jest bardzo inteligentną
lekturą i serialem. I twierdzę, że Piraci z Karaibów to inteligenty, epicki film przygodowy. Nie dlatego, że próbuje być
taki ale po prostu jest bardzo ciekawie napisany. Ale to moje osobiste podejście i jeśli ktoś uważa je za śmieszne:
niech mi postara się wyjaśnić dlaczego. Nawet łopatologicznie. Odwdzięczę Waszą wyrozumiałość.
Nie dziwię, że uważasz Piratów za rozrywkę niskich lotów. Sam kiedyś, dawno temu tak sądziłem, gdy znałem to
uniwersum jedynie z tandetnych plakatów. Aż zacząłem oglądać je bardzo często i dałem się ponieść przygodzie.
N- Jeden dobry uczynek nie wystarczy aby odkupić życie pełne występków.
J - Ale wydaje się, że wystarczy aby go skazać
N - Jack Sparrow - Najgorszy pirat o jakim słyszałem.
J - Ale słyszałeś o mnie :)
W - Zignorowałeś zasady pojedynku. W uczciwej walce pokonałbym cię.
J - Marna to zachęta bym walczył uczciwie.
J - ... i wynegocjujemy odzyskanie medalionu.
B - Widzisz Jack... przez takie podejście straciłem Perłę... łatwiej przeszukuje się ludzi gdy leżą trupem.
B- Wierz mi paniczu Turner trudność nie polega na dotarciu do krainy śmierci... polega na powrocie z niej.
C - To już nie jest twój świat Jones. Rzeczy niematerialne straciły walor... materialny.
E - Jesteśmy zgubieni.
B - Trzeba się zgubić aby odnaleźć to czego nie można odnaleźć. Inaczej każdy wiedziałby gdzie tego szukać.
M - Zamknąć się obaj! To rozkaz! przepraszam... pomyślałem, że sokoro są wątpliwości kto zostanie kapitanem
pomyślałem, że zgłoszę swoją kandydaturę.
B- Świat był kiedyś większym miejscem...
J - Świat jest jaki był... tyle, że coraz w nim mniej.
C - Jesteś szalony.
J - I dobrze. Gdybym nie był prawdopodobnie nic by z tego nie wyszło.
W - Każdy krok w stronę ojca oddala mnie od niej...
J - Użyczę ci maczety, żebyś wyszedł z chaszczy intelektu... zmień fakty... niech ktoś inny zabije Jonesa.
G - Żywo i uważać na pogodę! Nie bez kozery zwą ją Wyspą Wraków gdzie w Zatoce Wraków leży osada Wraków!
W - A potem ją zdradziłeś...
D - Udawała, że mnie kocha... Ona. Zdradziła. Mnie!
W - Po której z tych zdrad wyciąłeś sobie serce?
T - To nie sztuka żyć wiecznie Jackie... sztuką jest wytrzymać z samym sobą.
B - Ty jesteś kundlem, który wpuścił wilki do naszej zagrody.
C - Nie wiń Turnera, był jedynie narzędziem zdrady. Jeśli chcesz ujrzeć jej architekta, odwróć głowę w lewo.
W - Żadna sprawa nie jest przegrana jeśli znajdzie się choć jeden głupiec by o nią walczyć.
Pojedynek na cytaty, co za bzdura! Czy Ty nie rozumiesz, że ani Ty nikogo tutaj nie przekonasz do swoich racji ani nikt Ciebie nie przekona? Weź odpuść człowieku, cokolwiek tutaj powiesz, jakikolwiek błyskotliwy cytat tutaj przytoczysz nic to nie da. Literatura jako jeden z owoców kultury to nie matematyka gdzie możesz sobie analitycznie porównywać wartość dwóch tekstów i wybierać tą która obiektywnie jest większa! Literatura - nie ważne czy chodzi o książkę czy scenariusz filmowy - to sztuka, każdy odbiera tą sztukę inaczej i poddaje subiektywnej ocenie. Proponując ten pojedynek osiągnąłeś szczyt absurdu, co potwierdza moje zdanie, że polemika z Tobą nie ma sensu ;) Od Tolkiena wolisz Piratów z Karaibów, Gwiezdne Wojny i Eragona, ok masz do tego prawo, tak jak każdy ma prawo uwielbiać Tolkiena i stawiać go ponad wszystkich innych autorów fantasy... ale widzę, że Ciągle nie możesz tego strawić, że ktoś ma inne zdanie niż Ty. Pozdrawiam serdecznie ;)
Widzę, że tworzę trochę nieporozumień i źle dobieram słowa.
"KAŻDA książka Tolkiena niesie ze sobą wartość intelektualną, więc nie rozumiem o ci Ci chodzi...KAŻDĄ książkę / film można tak strywializować jak Ty to robisz z Władcą Pierścieni." - mój wcześniejszy post - "Nie napisałem, że nie ma w nim żadnej wartości intelektualnej - dostrzegam w jego dziełach gnostycką symbolikę, poetykę i alegorie do różnych wierzeń".
Władca jest bardzo gloryfikowany ze względu na treść. Obaj rozumiemy, że WP ma swoją warstwę intelektualną i TY nie narzucasz tego nikomu i chwała Ci za to. Jednak - moje trywializowanie jest odpowiedzią na nadawanie miana "geniuszu" treści WP przez tych, którzy trywializują książki czy filmy, których wartość merytoryczna jest równa lub większa od trylogii Tolkiena. I do nich to kieruję. Wyraziłem swoją opinię, przedstawiłem subiektywny punkt widzenia i wyraziłem przy okazji swoją dezaprobatę wobec ludzi, którzy uznają wyższość Władcy za oczywistość obiektywną. Takich prowokuję do argumentacji. A osoby z osobistym podejściem zachęcam do wskazania mi tego czego ja nie widzę, ciekawych spojrzeń na WP.
Ja rozumiem, że istnieje wiele dzieł które są mądrzejsze i wartościowsze od moich ulubionych lektur. Nie ignoruję tego faktu i nie przedkładam swoich faworytów nad tamte pod tym względem.
Zawsze gdy szukam dobrej książki najlepszą rekomendacją jest ciekawy fragment lub cytat.
Nie mam na myśli "pojedynku" dosłownie ale przytoczone cytaty, zestawione razem dają pewne pojęcie o wartości literackiej książki czy scenariusza. Próbuję tylko poprzeć moją tezę dowodem, że opowieść o piratach nie ustępuje Tolkienowi. Bo gdy ktoś powie, że Władca Pierścieni jest arcydziełem, to jest to oczywiste i wszyscy klaskają. OK! Cieszę się, że ludzie mają swoje ukochane książki i filmy. Ale gdy powiem, że "Klątwa Czarnej Perły" jest znakomitym, inteligentym filmem przygodowym a Eragon ma ciekawszą warstę merytoryczną od Władcy to ludzie zaczynają zarzucać mi trolling. Próbuję eksperymentalnie, z ciekawości, publicznie wywalić frontala pewnym paradygmatom.
Może ktoś zestawi jakieś ciekawe fragmenty Władcy, zinterpretuje je i da mi nowy wgląd pozwalając lepiej zagłębić się w tę opowieść.
"ani nikt Ciebie nie przekona?" - użytkownik o nicku kordrum zaczął mnie przekonywać do swoich racji, bo ma ciekawe spojrzenie.
Pozdrawiam.
Jesteś cwany ;) Bo porównujesz rzeczy nieporównywalne. Nie trzeba przeprowadzać szczegółowej analizy, żeby wiedzieć że archaiczna stylistyka Tolkiena (ziemniaki,kartofelki,dziadunio itp) stoi na przegranej pozycji z cytatami z współczesnych książek, czy produkcji filmowych wywodzących się z szeroko rozumianego nurtu kultury masowej. Nurt ten jak sama nazwa wskazuje jest przeznaczony dla mas dlatego posługuje się językiem, który ma zaciekawić i przyciągnąć masy (broń Boże odstraszyć jakimiś nie potrzebnymi opisami kartofelków, dziaduniów i innych pierdół). To konsumenci kultury masowej dyktują warunki, jakie spełniać ma dana produkcja - a ma być w odbiorze prosta łatwa i przyjemna. Tolkien zawsze odcinał się od kultury masowej np. nie cierpiał filmów Disney'a. Był językoznawcą przesiąkniętym twórczością klasyków, słowo traktował z pietyzmem i uważał je za wszechstronne narzędzie dzięki któremu może opisywać zarówno wspaniałe krajobrazy, podniosłe sentencje typu "Zbliża się spełnienie naszej nadziei albo kres wszelkiej nadziei świata" jak i rzeczy zupełnie błahe jak przyrządzanie królika w kartofelkach według przepisu dziadunia. Chwała mu za to, że się nie ograniczał bo dzięki temu jego świat jest tak niepowtarzalny i bogaty. Właśnie dzięki kunsztowi językowemu Tolkiena (bogatemu w opisy) fantastyka zaczęła być traktowana poważnie wśród literaturoznawców. Poniekąd z podrzędnego miejsca przeznaczonego dla głupiutkich i zwięzłych bajek dla dzieci weszła w kręgi literatury pięknej dorównując rangą innym gatunkom literackim. Wracając do kultury masowej - twórczość Tolkiena, była twórczością osobistą, wkładał w nią całe serce i wszystkie swoje umiejętności i pasję do wszelkich legend. Gardził wszystkim co ma służyć wyłącznie dobrej rozrywce dla tłumu. M.in. dlatego Christopher Tolkien nigdy nie sprzeda praw autorskich do Silmarillionu, nie chce rzucić na żer masowego odbiorcy najbardziej osobistej pracy jego ojca której ten poświęcił całe życie. Po ewentualnym zekranizowaniu na 100% pojawiłyby się podobne głosy do Twojego stanowiska: że nudne, że język nie z tej epoki, że banalna fabuła, że bohaterowie są zupełnie nie życiowi, dialogów prawie nie ma a jak już są to mało błyskotliwe i humorystyczne. Niezwykłość Tolkiena polega właśnie na jego hermetyczności językowej, fabularnej itp itd. Nikt już dzisiaj nie pisze tak jak on i zapewne pisać nie będzie bo taki styl jest nieopłacalny. Nie ma ogólnego popytu na taki styl w którym Słowo jest ważniejsze od zachcianki konsumenta, w którym słowa opisują - z punktu widzenia masowego odbiorcy - rzeczy nieistotne i nieciekawe, takie jak te głupie kartofelki. Tolkien dlatego jest mistrzem i jest najlepszy bo miał w dupie to czy jego twórczość spodoba się innym, to była jego osobista pasja którą kontynuował dla własnej przyjemności - a która mimo to sama się obroniła i przyniosła mu sukces w powszechnym odbiorze. Przyniosła mu sukces bo Tolkien jako profesor literatury staroangielskiej miał odpowiednie przygotowanie, odpowiedni warsztat naukowy do tego aby stworzyć świetny pierwowzór późniejszej literatury fantasy. Wiernie stosując się do zasad które określały schemat tradycyjnej legendy, stworzył epicki heroiczny poemat o Śródziemiu w hermetycznym stylu dawnych podań i mitycznych przekazów, bez jakiejś skazy czy kompleksu związanego z wymogami "zepsutej" współczesności. Dlatego właśnie Tolkien jest Mistrzem i właśnie dlatego wśród literaturoznawców, kulturoznawców i wśród zwolenników mi podobnych nadal deklasuje wszystko co się w dziedzinie fantasy pojawia.
Co do przekonywania - to że zacząłeś tolerować jego punkt widzenia, nie znaczy że Cię przekonał bo gdyby tak było to skończyłbyś tą dyskusję ze stwierdzeniem, że Tolkien faktycznie jest najlepszy i basta! ;)
Dobra, a teraz napisz inteligentne i głębokie cytaty oprócz tych one-linerów, żartów i jednej zabawy słowem, które wypisałeś.
To nie koniec podróży. Śmierć to tylko kolejna ścieżka, którą wszyscy musimy podążyć.
Zbliża się spełnienie naszej nadziei albo kres wszelkiej nadziei świata.
Osaczona bestia zawsze jest groźna.
Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu.
Pierścień ma tylko jednego władcę, i nie podzieli się władzą.
- Piękne słowa, lecz naprawdę znaczą tylko tyle: jesteś kobietą, siedź w domu - odpowiedziała Eowina. - Kiedy mężowie polegną na polu chwały, będzie ci wolno podpalić dom, na nic im już niepotrzebny, i spłonąć z nim razem. Ale jam z rodu Eorla, a nie dziewka służebna. Umiem dosiadać konia i władać mieczem, nie boję się trudu ani śmierci.
Słowa Tolkiena nie są złe, przeciwnie, ale jeśli widzisz w nich coś wybitnego to nie będę próbował przedrzeć się przez twą fascynację bo to się raczej skończy kłótnią.
Właściwie to powyżej przytoczyłem two-linery w stylu pirackim.
Ale w Tolkienie nie brakuje rzeczy w tym stylu:
Ziemniaki, czyli kartofelki – odparł Sam – to ulubiona potrawa Dziadunia i najlepszy sposób zapełnienia pustego żołądka. Tu i teraz na pewno byś ich nie znalazł, więc nie szukaj. Bądź tylko łaskaw przynieść trochę zieleniny, a nabiorę o tobie lepszej opinii. Co więcej, jeżeli się poprawisz i wytrwasz w dobrych obyczajach, obiecuję ci kiedyś ugotować ziemniaki, tak, że będziesz palcelizał. Smażone ziemniaki i rybka to specjalność Sama Gamgee. Założę się, że nie pogardziłbyś tym daniem
Przy okazji wkleję coś z Paoliniego:
"Zamiast tego musisz starać się zachować spokój, nawet jeśli u stóp ujadają ci setki wygłodniałych wrogów. Opróżnij umysł i pozwól, by stał się niczym spokojna tafla, która odbija wszystko wokół, a jednak sama pozostaje nietknięta. W owej pustce przyjdzie do ciebie zrozumienie, gdy uwolnisz się od irracjonalnych obaw o zwycięstwo i porażkę, życie i śmierć. Nie musisz prze- widywać wszelkich ewentualności ani gwarantować powodzenia za każdym razem, gdy staniesz naprzeciw wroga. Jednakże, widząc wszystko i niczego nie odrzucając, zdołasz bez wahania przystosować się do każdej zmiany. Wojownik, który najłatwiej potrafi dostosować się do nieoczekiwanego, to wojownik, który żyje najdłużej." - Glaedr
Pytam jedynie ile dobrego moglbyście zdziałać, gdybyście rozdali swe bogactwa potrzebującym, głodującym, bezdomnym, czy nawet kupili zapasy dla Vardenów.Zamiast tego usypaliście z nich pomnik swych własnych pobożnych życzeń. (Arya)
Nie do końca się z tobą zgodzę, ale tak czy inaczej, nie potrafię dowieść nieistnienia bogów. Nie potrafię też dowieść, że świat i wszystko na tym świecie nie zostało stworzone przez jakąś istotę bądź istoty w odległej przeszłości. Mogę ci jednak powiedzieć, że my elfy, od tysiącleci badamy naturę i przez cały ten czas nie widzieliśmy ani jednego przypadku, w którym zasady rządzące tym światem zostałyby złamane. To znaczy nigdy nie oglądaliśmy cudu. Wiele wydarzeń wykraczało poza nasze umiejętności wyjaśnienia, jesteśmy jednak przekonani, że nie udało nam się ich wytłumaczyć, bo wciąż nie znamy do końca praw rządzących wszechświatem a nie dlatego że jakieś bóstwo odmieniło naturalny porządek rzeczy.
To lepszy świat. Miejsce, wktórym sami odpowiadamy za własne czyny, w którym możemy być dla siebie dobrzy, ponieważ chcemy i ponieważ tak należy, a nie dlatego że wpojono nam strach przed karą boską. Nie zamierzam mówić ci, w co masz wierzyć, Eragonie. Lepiej nauczyć się myśleć krytycznie i samemu móc podjąć decyzję niż przyjmować ślepo poglądy innych.
Można wstawić wierszyk Bombadila i ktoś pomyśli, że Tolkien to pisał jako spalony hippis.
W Eragonie nie wypada postaciom jak Gleadr mówić o ziemniakach jak Sam - hobbit, z zawodu ogrodnik.
Za to Arya już mówi jak każdy ekolog.
Który z tych fragmentów tekstu coś ze sobą niesie? Ostatnie jest oczywiste. Teksty z piratów czy GoT należy odrzucić, Eragon to opowiastka i takich są setki, obok Tolkiena głębią i inteligencją przekazu usadziłbym jedynie z tej grupy Sapkowskiego.
Wszystko ok, masz pełne prawo do takiej opinii ale BŁAGAM - nie porównuj Tolkiena do Christophera Paoliniego... Ja już nawet nie będę zaczynał, o tym co myślę o twórczości tego drugiego pana.
Porównam. Tolkien pod wieloma względami jest o wiele wyżej od Dziedzictwa, jednak pod kilkoma jest niżej. Możemy tu zrobić mały pojedynek cytatów. Nie twierdzę, że wygram. Show me the error of my ways :) Pozdrawiam.
Nie zgadzam, się. Chociaż nawet lubię Paoliniego i mówiąc o nim nie pamiętam wogle o żadnym filmie, to większość rzeczy zapożyczył z Tolkiena, albo innych książek( młody mściciel, zły uzurpator, elfy, krasnoludy, mowa elfów i krasnoludów, gildia magów, czy odpłynięcie do nowego, lepszego świata[Gdzie? A, no tak... na Zachód!] Jedyne fajne oryginalne rzeczy to urgale, więź między smokiem, a jeźdźcem, razzakowie( którzy mi się trochę kojarzyli z nazgulami, mieli nawet ten paraliżujący oddech) i Cień.
Jednak jedna z rzeczy, które mi się najbardziej podobają w Tolkienie, to to, że Dobro jest piękne, a Zło- epickie. Nie chodzi o to, że jestem jakoś ograniczona, doceniam z drugiej strony Sapkowskiego i Martina za "trzeźwe" patrzenie na świat. Ale błagam, nie mów więcej o piratach z karaibów i "inteligentnych" dialogach!
Oj nie zamierzam tu żadnej kłótni prowadzić :) Gusta są różne, mnie po prostu rażą strasznie liczne plagiaty jakie zastosował Paolini w swoich książkach. Liczne schematy są wręcz żywcem wyrwane z Gwiezdnych Wojen, bądź też dzieł Tolkienowskich. W którymś z wątków przedstawiałem już zresztą opis fabuły (jak znajdę, to ci podeślę) i zakończony był on pytaniem, czy jest to opis "Eragona" czy "Gwiezdnych Wojen". Ciężko było znaleźć różnicę... Znany też jest fakt, że książkę wydali mu rodzice. Czy wybiła by się bez tego? Nie wiem, nie wiem. Ale też nie krytykuje cię, za to że jego twórczość ci się podoba, broń Boże! Kto co lubi to lubi i koniec. To tylko moja opinia :)
Kwestia gustu, nie każdemu może podobać się styl Tolkiena, ale on pisał w innym okresie, kiedy to podział na dobro i zło był czytelny i nikomu to nie przeszkadzało. Liczyło się przesłanie, że dobro zawsze zwycięża. Dziś panuje moda na spiski, knucie, hektolitry krwi, seks i liczne sceny przemocy, co z resztą bardzo lubię. Liczą się kontrowersje i źli bohaterowie, którzy jakoś nie przegrywają. Dzieła Tolkiena są ponadczasowe i mają olbrzymią moc, a porównania do Sapkowskiego to herezja.
Nie mam, niestety na razie czasu na lekturę wszystkich postów ...
moim zdaniem, nie można porównywać Tolkiena, jego stylu i twórczości do współczesnych mu pisarzy, gdyż mamy po prostu inne czasy i inne podejście do gatunku
w przypadku Tolkiena mamy " heroik fantasy " oparte na mitologii wielu krajów, na przekazach ustnych i pisemnych - być może Tolkien nie był prekursorem gatunku, był jeszcze, min. Howard ale świat Tolkiena jest pełniejszy niż świat Howarda, przede wszystkim dlatego, że tworzy go także własny język wymyślony przez profesora.
Bardzo lubię twórczość Sapkowskiego, ale do Tolkiena mu jednak daleko: u Asa mamy barwne postaci i relacje miedzy nimi oraz barwny język i świetne dialogi ale nie broni się ( moim zdaniem ) sam świat, który jest zbyt prozaiczny, przyziemny i w którym brakuje magi i piękna - i nie mam tu na myśli magi pod postacią zaklęć i czarów tylko magi świata: sam nie wiem, czy jest to Średniowiecze czy coś innego, obok zamków, Elfów, Krasnoludów, czarodziei mamy rozbudowany przemysł, fabryki i huty, aborcję, itp. przyziemne sprawy, co odziera to uniwersum z magi i na prawdę niewiele elementów świadczy o tym, że mamy do czynienia z gatunkiem Fantasy.
W przypadku Martina znam tylko serial, na razie obejrzałem pierwszy sezon i jestem rozczarowany: zero postaci, z którymi można by się utożsamiać / poza Starkiem /, wszyscy bohaterowie działają na mnie tak, że ukatrupiłbym ich gołymi rękoma ;)
tu też mamy do czynienia z bardzo dużą dawką przyziemności, okrucieństwa, które ( przynajmniej w serialu ) nie przekłada się na ciekawe sceny batalistyczne, w ogóle akcji jest tu jak na lekarstwo, same spiski i machlojki.
A uniwersum Star Wars bardzo lubię i myślę, że ma ono wiele wspólnego z twórczością Tolkiena.
Dla mnie świat Tolkiena jest taki... zamknięty. Jego nienaturalna nieskazitelność sprawia, że wszystko w nim wyprane jest z autentyczności i ładunku emocji. Subiektywne odczucie.
Możesz nie lubić mrocznego, realistycznego świata Sapkowskiego ale taki jest jego zamysł i moim zdaniem znacznie trudniej jest wykreować postaci tak wyraziste i problematykę tak mistrzowsko ujętą w filozoficzne wywody niż moralizatorskie legendy Tolkiena.
Zauważyłem, że w przypadku prostackich opisów Martina i realistycznego świata Sapkowskiego (co dla mnie nie stanowi zarzutu) bez wahania podnosisz, że "taki był jego zamysł", ale zdajesz się nie przyjmować do wiadomości, że tak samo jest w przypadku stylizowanego na epos Władcy Pierścieni.
Zastanawiam się, czy w zamyśle Sapkowskiego mieściła się też baaardzo wyraźnie kulejąca od końca trzeciego tomu akcja Sagi o Wiedźminie?
Świat Sapkowskiego nie jest " mroczny ", jest trochę nijaki, mało w nim Fantasy, magi, itp. jest zbyt przyziemny i gdyby nie bohaterowie, język, dialogi i coś, co wykreowało filmowego " Shreka " ( ironiczne spojrzenie na znane baśnie i legendy 0 to nie byłoby o czym mówić i pisać.
Świat Tolkiena jest " nieskazitelny " gdyż, jak wyżej piszesz ' taki był zamysł autora ' - to jest Heroik Fantasy, więc nieskazitelność, piękno są ważnymi elementami tego stylu - świat Sapkowskiego jest tak realistyczny, że nie czuć grożących mu niebezpieczeństw, trudno się utożsamić z jego mieszkańcami, gdyż nie reprezentują oni zbyt wielu wartości wyższych - Śródziemie jest piękne i pewnie dlatego grożące mu niebezpieczeństwo ze strony Saurona jest bardziej namacalne i przerażające, gdyż całe to piękno może zniknąć - : brak Wiedźmina nie wpływa na świat, brak Elfów i Krasnoludów wieńczy koniec Trzeciej Ery i jakby to opisał Sapkowski: " coś się kończy, coś się zaczyna ".
"Świat Sapkowskiego nie jest " mroczny ", jest trochę nijaki, mało w nim Fantasy, magii" - W Śródziemiu magia jest taką przyjemną otoczką, mistyczną, bardziej religijną siłą, biorącą się od anielskich Majarów czy elfów. W świecie Sapkowskiego magia jest realistyczną metafizyczną siłą, dostępną ludziom, rozmowa Vilgefortza z Geraltem to coś niezapomnianego. Ta metafizyka, podróże między-wymiarowe, przepowiednie, mutacje, genetyka, potwory, będące znakomitym tłem do zadania pytań o człowieczeństwo.
"świat Sapkowskiego jest tak realistyczny, że nie czuć grożących mu niebezpieczeństw, trudno się utożsamić z jego mieszkańcami, gdyż nie reprezentują oni zbyt wielu wartości wyższych - Śródziemie jest piękne i pewnie dlatego grożące mu niebezpieczeństwo ze strony Saurona jest bardziej namacalne i przerażające, gdyż całe to piękno może zniknąć" - Ty lepiej utożsamiasz się z postaciami WP bo są bardziej pociągające z ich fantastyczną godnością i czystością. Mi również imponuje anielskość elfów jednak lepiej utożsamiam się z postaciami, które reprezentują ludzkie wstydliwe lęki, wielkie nadzieje i marzenia, i nawet tę naturalną nam dozę wulgarności. Bardzo lubię Bilba i Thorina (szczególnie filmowe kreacje) z postaciami Silmarillionu utożsamiłem się w znacznym stopniu ale postacie z WP są zbyt symboliczne a za mało poruszające.
"brak Wiedźmina nie wpływa na świat, brak Elfów i Krasnoludów wieńczy koniec Trzeciej Ery" - Brak Wiedźmina nie wpływa na świat? Brak jednego kwiatu wpływa na cały świat, determinizm, kazualizm, efekt motyla itd. Geralt jest bohaterem swojego świata i jego legendą, podczas gdy elfowie postanowili umknąć za ocean w godzinie największej potrzeby. Byli obecni tylko w Helmowym Jarze. Krasnoludy żyły i miały się dobrze, tylko ród Morii został zniszczony, były jeszcze krasnoludy Ereboru i Żelaznych Wzgórz (w Hobbicie mającym miejsce pół wieku przed Drużyną jest bitwa pięciu armii krasnoludzkich) Nie wiem dlaczego krasnoludy i sam Elrond nie wzięli udziału w bitwie na polach Pellenoru.
"Śródziemie jest piękne i pewnie dlatego grożące mu niebezpieczeństwo ze strony Saurona jest bardziej namacalne i przerażające, gdyż całe to piękno może zniknąć" - Dla mnie postacie takie jak Cirilla, Geralt, Yenna, Milva, Cahir czy Jaksier byłyby motowycją równie wielką jak piękno Rohanu czy elfickich lasów.
Pozdrawiam.
"wszystko w nim wyprane jest z autentyczności" ;) No ej to jest klasyczne fantasy, wręcz kwintesencja gatunku - dlatego jest wyprane z autentyczności. Skoro autentyczność jest dla Ciebie taka ważna to przeżuć się na literaturę faktu ;)
"...moim zdaniem znacznie trudniej jest wykreować postaci tak wyraziste i problematykę tak mistrzowsko ujętą w filozoficzne wywody niż moralizatorskie legendy Tolkiena".
Bzdura!
Nie zgadzam się, że trudniej było wykreować uniwersum Sapkowskiego niż Tolkiena. Sapkowski w swojej twórczości korzysta z analogii i problemów społecznych, które codziennie dostrzegamy w naszej rzeczywistości, kopiuje je i przybiera w "fantastyczne" szaty.
Tolkien stworzył wyidealizowany poemat z elementami poezji, z własnym językiem, drzewami genealogicznymi, opisami poszczególnych ludów i historią świata od mitycznych początków jego powstawania - wykonał tytaniczną pracę, za którą należy mu się chwała i tytuł Mistrza gatunku na wieki wieków. Amen.
"Szekspir - ojciec teatru nowożytnego, Tolkien - ojciec współczesnej fantasy" Szekspir - genialny pisarz dziejów. Tolkien - pisarz- pomysłodawca, twórca encyklopedii fantasy, ale nie powieści, która porywa jak mnóstwo tytułów dzisiaj.
Wiesz, we wrażliwej młodej dziewczynie, Zmierzch może determinować fantastyczne uczucia (nie szydzę z nich, po rostu uważam, że to etap na drodze po lepsze dzieła) ale nie znaczy to, że jest bardziej wartościowy merytorycznie od "Świata Mroku". Mnie też pociągał kiedyś Tolkien, gdy byłem młodszy a potem odkryłem świat literatury.
"czyli przyznajesz, że Silmarillion ma większą wartość artystyczną niż banalny Eragon, Gwiezdne Wojny, Piraci z Karaibów i inne aktualne produkcje szeroko zaliczające się do ogólnego nurtu fantastyki? Jeśli tak to powinieneś wysnuć wniosek, że Tolkien wcale nie jest przeceniony i zasłużenie należy mu się palma pierwszeństwa jako najlepszemu pisarzowi fantasy ever." - przyznałem tylko, że Silmarillion ma większą wartość artystyczną od WP. Nie dawałbym żadnych palm pierwszeństwa bo to zbyt radykalne i nie widzę w tym korzyści ani sensu ale wskazałbym jako wybitnych Ursulę Le Guin, Sapkowksiego i Patricka Rothfussa. Za Silmarilllion daję Tolienowi tytuł "ojca nurtu, pomysłodawcy i jednego z najoryginalniejszych pisarzy fantasy". Jednak pod względem fabularnym i literackim nie mam podstaw w porównaniu do ww autorów do nazwania go geniuszem.
"Jeśli chodzi o to czy Władca Pierścieni mógł być lepszy - kolejny absurdalny argument." Może źle się wyraziłem. Mam na myśli, że taki WP w przeciwieństwie do Star Wars czy Silmarillionu pozostawia wielki niedosyt. Ale to tylko mój osobisty punkt widzenia.
"Tolkien stworzył wyidealizowany poemat z elementami poezji, z własnym językiem, drzewami genealogicznymi, opisami poszczególnych ludów i historią świata od mitycznych początków jego powstawania - wykonał tytaniczną pracę, za którą należy mu się chwała i tytuł Mistrza gatunku na wieki wieków. Amen." - Dla mnie bardziej imponujące jest dzieło Sapkowskiego i dokonania takie jak stworzenie wizerunku i osobowości Geralta czy Visogty niż napisanie baśni i wypełnienie jej tysiącami nazw krain, rodów czy postaci, których nigdy nie spotkam na kartach powieści.
"Ściągnięcia" Paoliniego są zbyt rażące. Ja studiuję mitologię i podobieństwa między religiami i to co zrobił Tolkien to zmiana imion, wzbogacenie wątków i nadanie swojej formy stylistycznej. Jak Ciebie razi Paolini tak mnie mógłby razić Tolkien ale ja nie mam nic przeciwko nawet wyraźnemu czerpaniu z innych dzieł, jeśli jest wystarczająco dobra opowieść. Dla mnie ten walor jest najważniejszy a nie elementy wspólne różnych światów. Gandalf to np. Nordyckie imię znaczące "różdżka elfów", muzyka Ainurów to nic innego jak "muzyka sfer" platona, drzwi Morii to kopia masońskiej ilustracji kolumn Joachin i Boaz, a "Władca Pierścieni" to imię używane przez kult Saturna na określenie tejże planety.
"to tak jakbyś powiedział, że Richard Feynman, Stephen Hawking i kolejne pokolenia fizyków są lepsze od Albert Einstein'a, mimo że wszyscy skorzystali z jego prac i nadal korzystają - kolejny absurd!" - porównanie do fizyków najlepiej odnosi się jednak do wartości merytorycznej. A mówiąc, że Tolkien ma ją wyższą od Sapkowskiego, Rothfussa czy Le Guin jest dla mnie przedkładaniem Matejki nad Leonardo Da Vinci.
"No ej to jest klasyczne fantasy, wręcz kwintesencja gatunku - dlatego jest wyprane z autentyczności. Skoro autentyczność jest dla Ciebie taka ważna to przeżuć się na literaturę faktu ;)" - chodzi mi o autentyczność emocjonalną bo Tolkien bardziej przypomina teatr dla konesera niż emocjonującą przygodę. Ekranizacja jest pod tym względem nieco lepsze za zasługą formy filmu i muzyki.
"Nurt ten jak sama nazwa wskazuje jest przeznaczony dla mas dlatego posługuje się językiem, który ma zaciekawić i przyciągnąć masy" "Tolkien zawsze odcinał się od kultury masowej" - tak masz rację po części. Jednak nie interesuje mnie to przeznaczenie jakiegoś dzieła ale to jaką ma wartość i wpływ na ludzi.
Dodam, że Sapkowski, Paolini, Rothfuss czy George Lucas też byli zdziwieni zyskaniem tak wielkiej popularności.
Tolkien nie miał poczucia misji społecznej dotarcia do jak największej ilości serc i umysłów i nie przejmował się zbytnio specjalnie głęboką ontologią. On pisał po swojemu i bardzo to szanuję. Gdybym powiedział jemu, że Sapkowski ma większą wartość merytoryczną a jego przedstawienie ludzkiej duszy porywa mnie bardziej, on machnąłby ręką, stwierdził, że ma inne priorytety i cieszył się sobą i swoimi fanami. Tak sądzę, z tego co o nim wiadomo. Tolkien pisał bardziej z miłości do kultur i książek (Dlatego jest doceniany prze krytyków i profesorów, z którymi przecież dzielił tytuł, więc to oczywiste, że dobrze o nim mówią) a już mniej z fascynacji przygodą i emocjonalnie interesującymi osobowościami.
"Moim zdaniem magia światów wykreowanych nie polega na tym żeby widzieć w nich podobieństwa do świata rzeczywistego(i odwrotnie). Według mnie atrakcyjność świata wykreowanego leży w chęci oderwania się od rzeczywistości i wszelkich z nią skojarzeń... i całkowite zanurzenie się w świecie wykreowanym np. w tak idealistycznym i pięknym Śródziemiu Tolkiena" - Tu się różnimy. Oczywiście kiedy świat porywa jest wspaniale, ale dla mnie wyznacznikiem magii i mocy dzieła jest to czy świat zaczyna żyć poza kartami opowieści. Gdyby nie moja miłość do morza nie mógłbym zanurzyć się w historię Aldariona a dzięki tej opowieści morze jest dla mnie jeszcze piękniejsze niż przedtem. Ja nie tyle szukam ucieczki od rzeczywistości co wzbogacenia jej najpiękniejszych aspektów jak np las o którym pisał LxDead.
"Nie ma ogólnego popytu na taki styl w którym Słowo jest ważniejsze od zachcianki konsumenta, w którym słowa opisują - z punktu widzenia masowego odbiorcy - rzeczy nieistotne i nieciekawe, takie jak te głupie kartofelki." - Masz ciekawe podejście do jego dzieł, widzę, że jesteśmy prawdziwym miłośnikiem jego stylu skoro opisujesz w tak obrazy sposób. Twoje perspektywy pozwalają mi zobaczyć coś nowego. Tolkiena traktujesz bardziej jak muzykę niż literaturę. Widzę, że jesteś jakby to określić... smakoszem fantasy, ja natomiast łaknę przygody pełnej emocji i uczuć oraz historii i postaci wielowymiarowych, niejednoznacznych, sprzecznych jak nasz świat.
Pozdrawiam, dziękuję za twój wkład w dyskusję i twoje perspektywy.
Jestem w stanie zgodzić się z Tobą we wszystkim co wyżej napisałeś, oprócz tego:
"Wiesz, we wrażliwej młodej dziewczynie, Zmierzch może determinować fantastyczne uczucia (nie szydzę z nich, po prostu uważam, że to etap na drodze po lepsze dzieła) ale nie znaczy to, że jest bardziej wartościowy merytorycznie od "Świata Mroku". Mnie też pociągał kiedyś Tolkien, gdy byłem młodszy a potem odkryłem świat literatury."
Być może nieświadomie, ale właśnie porównałeś Tolkiena do tego szajsu jakim jest "Zmierzch" (to co w tym filmie zrobiono z wampirami to zbrodnia! Dla mnie wzorcowym wampirem jest Dracula z filmu Francis'a Forda Coppoli z 1992r. Te przerośnięte wilki ze Zmierzchu też mi się nie podobają! O fabule i poszczególnych postaciach już nawet nie wspomnę...) i zasugerowałeś, że jego twórczość jest równie infantylna i kiczowata, stanowiąc początkowy etap na drodze do "poważnej" literatury fantasy takiej jak Sapkowski, Martin, itp.
Wiek czy dojrzałość emocjonalna nie ma nic do rzeczy jeśli chodzi o zafascynowanie Tolkienem, sam George R. R. Martin w wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedział:
"Kocham Tolkiena, był geniuszem, a Władca pierścieni to doskonała książka, nie tylko zresztą dla dzieci. Ale Tolkien urodził się w XIX w. Za jego czasów po prostu o pewnych rzeczach nie mówiono. Stąd w jego książkach nie ma seksu. Już dawno zastanawiałem się, skąd się biorą te hobbity".
Twilight jest fastfoodem w znacznej mierze, choć ja i przez mgłę kiczu umiem dostrzec ciekawe i dobre elementy. Książki, gdy czytałem je jako młodzian, miały wiele ciekawych pomysłów i scen (np gdy wieszczka próbowała grać w szachy z Edwardem, który czytał jej w myślach, indianie-druidzi i ich legendy i kilka ciekawych postaci o interesującym zachowaniu). Wiem, że większość ludzi bała by się przyznać do tego, ale ja nawet w słabych tworach umiem wychwycić dobre elementy, które przez pryzmat mojej wyobraźni potrafią mnie do czegoś zainspirować. Do tej sagi skusił mnie przede wszystkim klimat lasów tamtejszego stanu nieopodal Kanady oraz Indianie. Nie żałuję, że przeczytałem bo było ogólnie przyjemnie ale dziś nie ma mi to nic do zaoferowania. Harry Potter z kolei... mimo surowego, dziecinnego stylu pisania jest książką do której wróciłbym z sentymentu.
Oczywiście z Tolkienem to się nie może równać, wybacz mój brak taktu :) Chciałem tylko zaznaczyć, że dojrzałem dojrzalsze merytorycznie książki od trylogii o zniszczeniu pierścienia. Co nie znaczy, że lepsze pod innymi względami - podobały mi się bardziej, racja, ale to już kwestia indywidualnych odczuć.
Do Silmarillionu, dumnie stojącego na mej półce wrócę z wielkim sentymentem po nowe inspiracje i emocje. To jak opisałeś jego styl wzbogaciło moje postrzeganie jego twórczości jako całokształtu i sądzę, że w ramach indywidualnej deklaracji można go spokojnie nazwać geniuszem. Po prostu drażniło mnie, że paradygmat o jego nieskazitelności był wszędobylski, nachalny i niepoparty argumentami. Dlatego wyciągnąłem je od Ciebie.
Jest taka gra Fable. Merytorycznie to nie dosięga ligi Planescape Torment ale jej urok, klimat, narracja, styl, postacie i ciekawa historia sprawiają, że wystawiłbym jej 10/10. Nie narzucam jednak nikomu tej perspektywy i mam nadzieję, że Ty też tego nie robisz. Jeżeli się nie mylę a wszystko na to wskazuje - pełna zgoda i szacunek.
Dzięki za przytoczony cytat, bardzo ciekawy. Sapkowski ma o sobie mniemanie dobrego pisarza i Tolkiena również za takiego uważa, chociaż najbardziej fascynuje go Marion Zimmer Bradley i jej Mgły Avalonu. Nie czytałem jeszcze jej książek.
Na Hobbita się wybiorę do kina dla Smauga, Tauriel, Bilba, Thorina, krasnoludów wogóle, Azoga, Beorna i dla miasta na jeziorze. Żałuję, że wielu z bohaterów Hobbita, szczególnie krasnoludów i Beorna nie było we Władcy. Ekranizacja Hobbita pod wieloma względami (motyw krasnoludzkiej wendety) podoba mi się bardziej od Władcy a pod innymi odwrotnie. Jest niestety troszkę zbyt wymuskany i wypieszczony wizualnie ale też bardziej barwny i bajkowy i ta konwencja pasuje mi bardziej.
Gdyby zekranizowano Silmarillion jako wysokobudżetowy serial łącząc to co najlepsze z ekranizacji WP i Hobbita - byłoby to wspaniałe.
Pozdrawiam.
Czytałem Mgły Avalonu i szczerze mówiąc mi się nie spodobały. Historia jest opowiadana z perspektywy Morgiany siostry Artura i kręci się głównie wokół kobiet i ich spojrzenia na wszystkie wydarzenia.... dla mnie było to nudnawe i trochę się męczyłem żeby ją skończyć.
Jeśli chodzi o Króla Artura to gorąco polecam Trylogię Arturiańską Bernard'a Cornwell'a:
"Zimowy Monarcha",
"Nieprzyjaciel Boga",
"Excalibur",
Moim zdaniem świetna! Najlepsza wersja legendy o królu Arturze jaką czytałem ;)
Dzięki za rekomendacje, chętnie sprawdzę tę trylogię. "Zimowy Monarcha", "Nieprzyjaciel Boga", same brzmienie tytułów jest bardzo zachęcające i intrygujące.
Kilkakrotnie tutaj wspomniałem Kroniki Królobójcy Patricka Rothfussa. Nie wiem czy już czytałeś, jeśli nie serdecznie polecam. Sam autor wychował się na Tolkienie (jak większość chyba twórców dobrego fantasy). Pierwsza powieść nosi tytuł "Imię Wiatru". Porównałbym ją do połączenia opowiadań o Wiedźminie, elementów Tolkiena i pomysłów z Harry'ego Pottera. Pierwsze 200 stron było raczej mało intrygujące ale po przekroczeniu tej granicy całkowicie mnie pochłonęło.
Pozdrawiam.
Według MOJEJ skromnej opinii to niewymienione przez nikogo tutaj Diuna Herberta przebija resztę wymienionych tu tytułów :P
z Tolkiena czytałem tylko WP i Hobbita, sama treść mnie zniechęciła do kontynuacji czytania pozostałych dzieł, podczas czytania niektórych opisów miejsc czy wydarzeń czułem się tak jakby autor traktował czytelnika jak dziecko z autyzmem tłumacząc mu wszystko tak szczegółowo i nie wiem jak to nazwać "dziwnie"(coś w tym stylu jakby ktoś ci tłumaczył coś bardzo powoli ^^ jakby uważał cię za idiotę, podobne odczucie odebrałem) jakby sam wątpił czy czytelnik da radę sobie to wszystko wyobrazić.. Bądź co bądź to proza familijna, więc i postacie są wyraziste, jedna czarne, drugie białe ;)
Martin, tu nie mam zastrzeżeń, jakby autor sam wiedział kiedy opisać coś lub kogoś bardziej szczegółowo a kiedy nie, wątki bohaterów i fabuła są świetne, i to co wspomniałeś że to nam Martin pozostawia ocenę bohaterów, to się chwali, nie ma złych ani dobrych, zależy z której strony patrzysz ;) Jedyne co obniża poziom Martina to 2 nowe książki które tego poziomu już nie trzymają i można odczuć że autor powoli sam się gubi i nie wie jak pociągnąć i zakończyć te wszystkie wątki, a jest ich ogrom.
Sapkowski, cóż, nie wiem jak inni ale czytając Wiedźmina miałem wrażenie jakby ten świat w nim przedstawiony ukazywał nam naszą Polskę ;P, to na +, świat nie jest taki cukierkowy tak jak i w PLiO, i mamy też więcej magii co też na + bo nie jest to jakaś magia mega przesadzona rodem z HP :P(którego nie znoszę) Bohaterowie są ciekawi, rozbudowani(może nie tak jak w PLiO ale to nie przeszkadza) a i akcja jest wartka i nie nudzi ;)
Zaś Herbert i jego Kroniki Diuny..wiem że to sci-fi-fantasy, jednak fantasy, jednak więcej tu fantasy niż sci-fi :D Sam świat to po prostu cudo, te wymyślone przez Herberta technologie jak i cały ekosystem to po prostu miazga, tak klimatycznego świata jak Herbarta nie widziałem jeszcze nigdzie, wręcz można poczuć zapach melanżu czytając książkę. Bohaterowie, fakt, mamy tu podział na złych i dobrych choć wraz z akcją okazuje się że i ci mają swoje ciemne strony i w rzeczywistości nikt nie jest idealny a co jest b. dziwne są oni tak przedstawienie że wystarczy zaledwie jeden rozdział by któryś z nich przypadł nam do serca. Same zależności pomiędzy nimi są b. przemyślane, akcja jest wartka, do tego smaku do czytania kolejnych rozdziałów dodają cytaty z czy to z jakichś tam kronik czy zapisków, przemyśleń o głównym bohaterze czy głównego bohatera ;). Kto nie czytał diuny, polecam ;)
"Nie zapomnę jak byłem się przejść z psem pewnej zimy po lasku( mieszkam na wsi a lasek, cóż blisko nie leży :P), spacerowałem z nim grube 2 godziny a wiadomo że szybko się ściemnia :P I muszę przyznać że jak wracałem do domu było ciemno w ch^& i wspominając prolog z Gry o Tron aż że tak powiem zrobiłem się zaniepokojony, hah, klimat był świetny, oszronione drzewa, biało, śnieg pruszył, po prostu poczułem się jak za murem ;)" - i to jest właśnie magia światów wyobraźni kiedy zaczynasz je widzieć wokół siebie, w swoim świecie.
Dzięki za twoje wsparcie, już nie wyrabiam z odpisywaniem :) Mogłem się spodziewać sporego odzewu.
Diuna przypomina mi scenariusz, bo składa się głównie z dialogu. Odłożyłem ją bo byłem zbyt młody a treść jest wymagająca. Kiedyś spróbuję raz jeszcze.
Przy okazji apeluję, że jako świeżak mam dobowy limit wypowiedzi :( Więc mogę odpowiadać z opóźnieniem.
Moim zdaniem magia światów wykreowanych nie polega na tym żeby widzieć w nich podobieństwa do świata rzeczywistego(i odwrotnie). Według mnie atrakcyjność świata wykreowanego leży w chęci oderwania się od rzeczywistości i wszelkich z nią skojarzeń... i całkowite zanurzenie się w świecie wykreowanym np. w tak idealistycznym i pięknym Śródziemiu Tolkiena, gdzie owszem są siły zła, są miejsca od których dostajesz gęsiej skórki (Moria, Mordor) ale są też miejsca piękne i intrygujące, które w swoim opisie przewyższają wszystko na ziemi (np. las Lothlorien, Stary Las z siedzibą Toma Bombadila lub Minas Tirith). Gdzie dobro zawsze zwycięża i gdzie zawsze jest Happy End. Ja na co dzień napatrzę się na dość nieszczęść, dlaczego mam być świadkiem podobnych zdarzeń w wykreowanym świecie? Dlatego właśnie uważam, że Martin jest świetny, ale jeśli chodzi o fantazjowanie to mimo wszystko wolę Tolkiena.
Grę o Tron uwielbiam ;) Nie wiem ile razy już zdążyłem przeczytać obecne tomy, nie raz czytam po kolei całość a nieraz po prostu moje ulubione fragmenty chociaż i tak zazwyczaj kończy się na paru rozdziałach dalej :D
Diuna, pierwszy tom może wydawać się ciężki, w szczególności do momentu rajdu Harkonnenów na Atrydów, później robi się już tylko ciekawiej i akcja przyśpiesza, nieraz trzeba się po prostu "przymusić",
Z kolei "Mesjasz Diuny", to już całkiem inna bajka, tu od początku do końca mamy napiętą akcję, ostatni rozdział Paula to według mnie majstersztyk.
Cóż, ja z kolei nie często siedzę na FW tak że nie ma sprawy :)
Bo Tolkien to zupełnie inne fantasy niż Sapkowski, który jako taki sukces odniósł jedynie w naszym kraju. Polacy lubują się w fantastyce, gdzie mogą usłyszeć kur** z ust elfa albo krasnoluda, Tolkien to zupełnie inna liga,ale owszem: Tolkien pisze ogólnikowo i zarysowuje jedynie jakieś ogólne ramy miejsc,akcji i postaci. U niego bohaterowie określeni są kilkoma przymiotnikami, miejsca akcji to ciemne lasy lub strzeliste góry. Śmiem twierdzić,że dopiero PJ wyniósł literaturę Tolkiena na odpowiedni poziom za pomocą swoich filmów. Przecież nawet kompania krasnoludów w Hobbicie książce to banda kurdupli różniących się jedynie kolorem kapturów. To PJ stworzył ich takich jak widzimy w filmie, Tolkien jedynie rzucił hasłami i pomysłem
Sapkowski jest drugim po Lemie najczęściej tłumaczonym pisarzem fantastyki, więc ciężko powiedzieć, że odniósł sukces wyłącznie w Polsce.
Gra Wiedźmin odniosła sukces,a to,że go przełożyli na ileś języków nie znaczy,że popyt był na niego jakiś niesamowity. Dla kogoś nieobeznanego ze słowiańską mitologią i naszym buraczańskim poczuciem humoru, będzie to książka dość średnia. Taka sobie produkcja, która zaczęła się od przygód Wiedźmina, a skończyła jak zwykle na motywie przeznaczenia
Osobiście nie spotkałem się z doniesieniami,że Sapkowski robi furorę za granicą. Lem podobno też robił ,ale poza ekranizacjami Solaris nie słyszałem o niczym konkretnym
Akurat wiele wersji językowych wyszło przed premierą gry komputerowej (zwłaszcza dwójki bo dopiero ona odniosła sukces na zachodzie). Sapkowski jest dosyć popularny w krajach ościennych, widocznie faktycznie jego styl najbardziej przypada do gustu Słowianom + Czesi lubią go za Trylogię Husycką. Szybka wizyta na wikipedii pozwala też stwierdzić, że na zachodzie przyznali mu jakieś nagrody literackie, więc raczej nie pozostaje niezauważony.
Czy robienie furory przez pisarza przejawia się jedynie ekranizacjami jego książek?
Chyba tak, bo same książki odchodzą już do lamusa i to ekranizacje, tak jak LOTR, pozwalają ożywić to co ludzie kochają w książkach, a tym samym pozwalają im przeżyć drugą młodość. Kim by był Tolkien bez Jacksona? Nadal starym nudziarzem, który napisał bajkę dla dzieci i stworzył postać niziołka, bez której świat zupełnie by się obył
"Kim by był Tolkien bez Jacksona? Nadal starym nudziarzem, który napisał bajkę dla dzieci i stworzył postać niziołka, bez której świat zupełnie by się obył" - największa głupota jaką słyszałem, radzę poczytać literaturę fachową na temat wkładu Tolkiena do dorobku literatury światowej. Chciałeś chyba zapytać kim byłby Jackson bez Tolkiena? No ale skoro Tolkien to dla Ciebie głównie filmy Jacksona... no cóż, pozostawię to bez komentarza.
Niestety tak jest, nawet jeśli miał on niesamowity wkład do literatury światowej, o którym wszyscy pieją,ale nikt nie mówi konkretniej jaki to wkład. Po prostu Tolkien dla mnie jest niestety nudziarzem i gdyby nie filmy, które oczywiście obejrzałem przed przeczytaniem książek, ziewałbym straszliwie. Trzeba przyznać szczerze: Tolkien WYMYŚLAŁ jedynie świetne postaci,to co robił z nimi później to już inna sprawa, bo PISANIE nie wychodziło mu specjalnie dobrze