Witam. Wiem, że tytuł posta jest trochę prowokujący ale chcę prowokować tylko do wartościowej
dyskusji.
Nie mam nic przeciwko cenieniu treści Tolkiena ale według mnie popadło to cenienie w dużą
przesadę. Objawem tego jest m in dewaluowanie bardzo inteligentnych twórców jak Sapkowski
czy George RR Martin powołując się na Tolkiena, nazywanego "mistrzem", który w mojej opinii
nie może się równać z ww pisarzami pod względem wartości fabularnej, merytorycznej i
emocjonalnej ich opowieści.
Przeczytałem Hobbita, Trylogię Władcy, Silmarillion i Niedokończone Opowieści. Dwie ostatnie
pozycje czytało
mi się wspaniale i uważam je za magnum opus Tolkiena, znacznie przewyższające "Władcę
Pierścieni", choć mimo to żadnego z dzieł ojca fantasy nie uważam za arcydzieło. Dlaczego?
Niegdy nie miałem problemu z wyobrażeniem sobie życia codziennego ani umiejscowienia siebie
w świecie Westeros, Wiedźmina, Eragona czy Gwiezdnych Wojen. Natomiast Śródziemie wraz z
jego rasami jest bardzo apatycznym i niestwarzającym pretekstów do przygód miejscem. Hobbici
palą swoje ziele i ryją w ziemi, hedonistycznie korzystając z wygód, elfy śpiewają, tańczą i
tworzą miecze, krasnoludy szlifują klejnoty a ludzie zajmują się przyziemnymi ludzkimi pracami.
Magia jest zarezerwowana tylko dla anielskich Majarów, którzy schodzą do Śródziemia w postaci
czarodziei. Dla porównania w świecie Star Wars znajdę multum aktywności i życia - są tam
rycerze Jedi, piraci, przemytnicy, łowcy nagród i mroczni Sithowie. Odległa Galaktyka jest
przepełniona mistycyzmem, niezbadaną Mocą, legendami i szansami dla poszukiwaczy przygód;
każdy może znaleźć cel, misję i zbudować swoją przygodę. Uniwersum Piratów z Karaibów z
kolei, jest pełne bardzo charakterystycznych, charyzmatycznie wykreowanych postaci gdzie
każda wplata swoją nić w sieć intryg a ich wzajemne relacje są siłą napędową opowieści.
Karaiby, pełne morskich legend aż rozpalają wyobraźnię i skłaniają ją do wykreowania własnej
postaci, statku i interakcji z piratami. W świecie Tolkiena nie mam pojęcia co mógłbym robić.
Wydaje się, że tam dzieje się coś tylko gdy największy szatan postanowi wykreować armię
złych z natury elfich zombie zwanych orkami. Odniesienie zwycięstwa w takim świecie nie daje
żadnych perspektyw - nie zostanę w nim magiem, wiedźminem, smoczym jeźdźcem czy
wargiem.
Następna kwestia to same postacie: We Władcy Pierścieni są one w większości bardzo płytkie i
można je szybko scharakteryzować. W świecie Tolkiena nie ma wewnętrznych problemów, są
tylko zagrożenia z zewnątrz.
Przyznaję, że Aragorn, Boromir czy Eowina mają swoje rozterki ale to i tak nic w porównaniu do
głębi, autentyczności i nieprzewidywalności postaci Pieśni Lodu i Ognia. Młody Paolini nadał
więcej wymiaru i złożoności swoim bohaterom. Bardzo ciężko zżyć się z członkami Drużyny
Pierścienia.
Świat Tolkiena jest czarno-biały. Czyści, ładni i dobrzy odnoszą zwycięstwo nad czarnymi,
brzydkimi i złymi. Lubie proste baśnie ale tylko jeśli nie wylewają się ze swojej formy. WP jest
baśnią, lecz mocno napuszoną i próbującą przybrać formę poważnego eposu. Hobbit pod tym
względem jest znacznie lepszy. W Trylogii postacie męczą powtarzanymi niemal identycznymi
wielkopańskimi wywodami o bezkresnym mroku Saurona i nikłej nadziei na zwycięstwo. Prosty
konflikt jest przedstawiony jako spisek dziejów choć praktycznie brak tu jakiegokolwiek wątku
politycznego. Historia jest obudowana toną faktografii i nazw ale to nie czyni dzieła wybitnym.
George RR Martin zbudował przeogromny świat, nie ustępujący złożonością Tolkienowskiemu
przy czym naszpikował ten świat niedopowiedzeniami, tajemnicami i wzajemnie oddziałującymi
na siebie, żyjącymi własnym życiem elementami.
W kwestii wartości intelektualnej opowieści Tolkien nawet nie kwalifikuje się w zestawieniu z
Wiedźminem, Grą o Tron, Imieniem Wiatru czy Piratami z Karaibów. To trzeba przeczytać lub
obejrzeć. Nawet Paolini poświęcił swoim dziełom niemało filozofii na temat istoty magii, bogów,
religii oraz genezy zła w głównym antagoniście a te podstawy u Tolkiena nie istnieją.
Chociaż swoje książki pisał miodopłynnie, ich treść jest złożona głownie z opisów terenu,
ciekawostek o świecie przedstawionym i debat, którą drogą dojść do celu. Miałem wydanie 3-
tomowe i losowo otwierając zawsze trafiałem na takie rzeczy. Dialogi są często jak wspomniałem
nadmuchane i nieco oschłe, brak im naturalności.
Można by rzec, że WP to dziennik podróży zmęczonych emocjonalnie osób, opakowany w
encyklopedię Śródziemia.
To co wykreował J.R.R Tolkien jest misterną mozaiką, układaną wiele lat, a jednak
przedstawiającą prosty baśniowy obraz. Nazywa się go "mistrzem" bo wykreował mainstream
fantasy jako pierwszy, pomimo, że wyprzedziło go wielu pisarzy pod względem złożoności i
wielowymiarowości fabuły, klimatu, o głębi merytorycznej nie wspominając. Ja nazwałbym go
raczej ojcem fantasy, bez którego nie byłoby Geralta, Eragona czy Tyriona Lannistera. Za to
należy mu się wyróżnienie i nie mam absolutnie żadnego problemu z postrzeganiem go jako
geniusza ale bardzo drażni mnie gdy uważa się go za niedoścignionego i wmawia, że to
racja absolutna.
Powyższy tekst to moja osobista opinia, nikomu jej nie narzucam. Przeciwnie. Jeśli macie
ciekawe argumenty na obronę Tolkiena, śmiało piszcie. Po to zamieściłem swój post; żeby
wzbogacić się o inne punkty widzenia.
Pozdrawiam
A poza tym jeśli ktoś lubi klimaty Wiedźmina to naprawdę polecam Malazańską Księgę Poległych i Czarną Kompanię:)
Dzięki bardzo za tytuły :) Już od jakieś czasu planuję wziąć się za Kompanię a pierwszy tom z MKP widziałem ostatnio w bibliotece i też jest w kolejce do czytania. Twoje porównanie do Wiedźmina jeszcze bardziej zaostrzyło mi apetyt.
Ja z kolei polecam Kroniki Królobójcy Patricka Rothfussa. Bardzo wysoka średnia na goodreads - 4.6/5 w pełni zasłużona. Pierwsze 200 stron niczym nie zachwyca i o mało nie zrezygnowałem lecz potem pochłania całkowicie. Jedna z najlepszych książek jakie czytałem.
Pozdrawiam :)
Jeśli mogę coś doradzić, przeczytaj najpierw Czarną Kompanię dlatego, że Steven Erikson właśnie z niej czerpał inspirację. Ja najpierw przeczytałam MKP (na marginesie od tej pory każda książka, każda postać jest właśnie do tych z MKP porównywana przeze mnie), potem Czarną Kompanię - która nie jest tak bardzo rozbudowana ale zachwyca surowością. Myślę jednak, że przez tą odwróconą kolejność mogłam delikatnie nie docenić Cooka... Teraz czytam Imperium Grozy. Co do Kronik Królobójcy są na mojej liście:) A i MKP Ogrody Księżyca są ciężkie od razu jesteśmy rzucani w wir wydarzeń i z tego co wiem wiele osób to zniechęca, ale drugi tom Bramy Domu Umarłych wszystko wynagradza.
"bardzo inteligentnych twórców jak Sapkowski"
Ty myślisz że Sapkowski jest tak bardzo popularny bo jest inteligentnym autorem piszący jakieś arcydzieła?
Niestety nie. Prawda jest taka że Sapkowski jest popularny tylko i wyłącznie dlatego bo on jest pierwszym polskim autorem fantasy i tylko dlatego tak wielce wszyscy się nim jarają, a po sukcesie gry to już na piedestał go wystawiają. To samo jest z R.A Salvatore który był pierwszym pisarzem fantasy w świecie Forgothon Realms z systemu fabularnego D&D i pośród ludzi którzy obracają się w tym świecie on jest wielce popularny.
Naprawdę dobrym pisarzem Polskim jest na przykład Piekara lub Pilipiuk, a co do Sapka to jedynym według mnie jego dobrym dziełem były opowiadania o wiedźminie i tylko te dwa tomy były luks, saga i inne jego dzieła, moim subiektywnym zdaniem są zwykłym kupą.
Masz rację, Sapkowski to raczej fajne czytadła niż wysokiej jakości literatura, natomiast nie zapędzajmy się z tymi porównaniami do R.A. Salvatore :(
No faktycznie złe porównanie tu dałem. No ale jednak R.A Salvatore dla fanów D&D jest on dość popularny, wiem bo sam zam takiego ekstremalnego maniaka D&D. On to potrafił całą trylogię Mrocznego Elfa i Doliny Lodowego Wichru opisać co do przecinka.
"Ty myślisz że Sapkowski jest tak bardzo popularny bo jest inteligentnym autorem piszący jakieś arcydzieła?
Niestety nie. Prawda jest taka że Sapkowski jest popularny tylko i wyłącznie dlatego bo on jest pierwszym polskim autorem fantasy i tylko dlatego tak wielce wszyscy się nim jarają, a po sukcesie gry to już na piedestał go wystawiają." ktoś mógłby napisać: Ty myślisz że Tolkien jest tak bardzo popularny bo jest inteligentnym autorem piszący jakieś arcydzieła?
Niestety nie. Prawda jest taka że Tolkien jest popularny tylko i wyłącznie dlatego bo on jest pierwszym autorem fantasy i tylko dlatego tak wielce wszyscy się nim jarają, a po sukcesie filmów to już na piedestał go wystawiają.
"Naprawdę dobrym pisarzem Polskim jest na przykład Piekara lub Pilipiuk, a co do Sapka to jedynym według mnie jego dobrym dziełem były opowiadania o wiedźminie i tylko te dwa tomy były luks, saga i inne jego dzieła, moim subiektywnym zdaniem są zwykłym kupą." - ktoś mógłby powiedzieć: Naprawdę dobrym pisarzem fantasy jest na przykład Le Guin lub Herbert, a co do Tolka to jedynym według mnie jego dobrym dziełem były opowiadania o berenie i luthien i tylko Silmarillion były luks, WP i inne jego dzieła, moim subiektywnym zdaniem są zwykłym kupą."
Tak. Ktoś mógłby to powiedzieć o Tolkienie, który wprawdzie nie jest wybitnie imponującym dla mnie twórcą, ale nie potraktowałbym kogoś kto napisał "zwykłym kupą" o wartościowej literaturze z respektem. Więc moim subiektywnym zdaniem opinia ujęta w takie słowa jest przykra i uniemożliwiająca nawiązanie rozmowy.
Pozdrawiam.
Tolkien nie był pierwszy, wcześniej był, min. Howard, twórca Conana
Tolkien natomiast jest twórcą kanonu fantasy i nawet Sapkowski go ceni.
Większość moich ulubionych twórców wychowała się na Tolkienie. Howarda także bardzo sobie cenię, tym bardziej, że on nie miał tego fundamentu świata Śródziemia. Tolkien z kolei inspirował się twórczością George'a MacDonalda.
Tak ale Howard był prekursorem i stwórcą Low Fantasy i Sword & Magic. Tolkien natomiast to twórca Hight Fantasy.
"Naprawdę dobrym pisarzem fantasy jest na przykład Le Guin lub Herber"
Ale mi chodzi o Polskich pisarzy. Po za tym Herbert nie był pisarzem fantasy tylko Fantastyki naukowej, czego Diuna jest przykładem
"Więc moim subiektywnym zdaniem opinia ujęta w takie słowa jest przykra i uniemożliwiająca nawiązanie rozmowy:"
Rozmowa jest nadal możliwa, tylko trzeba patrzeć też na dane sprawy pod innym kątem.
Po za tym, ja pana Sapkowskiego nie obraziłem, a jedynie powiedziałem swe zdanie na temat jego dzieł. A czytałem wszystkie jakie napisał. Nawet "Żmija" fajnie się na początku zapowiadała ale niestety tylko na początku.
I jeszcze dodam że po twym poście widać to ty nie chcesz prowadzić rozmowy, bo jak kopiujesz moje teksty i je odrobinę przerabiasz to świadczy o tym że chyba brak koledze argumentów.
Wskaż mi argument w tym co jest napisane w twoim komentarzu. Sam napisałeś, że jest to twoja subiektywna opinia. "Zwykła kupa" jak to określiłeś to wulgarne i obraźliwe określenie, szczególnie w stosunku do wartościowej książki. To, że ty nie znajdujesz w niej wartości nie znaczy, że jej tam nie ma. Skopiowałem i zmodyfikowałem twoje zdanie celowo, żebyś zobaczył jak można strywializować każdego autora, używając tych samych subiektywnych zarzutów. Wiem, że to czasochłonne ale prześledź sobie cały ten wątek, znajdziesz tu multum moich argumentów i kontrargumentów fanów WP. Jeśli znajdziesz coś co zechcesz jeszcze zakwestionować, pisz śmiało. Pozdrawiam.
Dla nie takie "małpowanie" to żaden argumenty a jedynie jakieś przedrzeźnianie.
A co do wartości, to ja jakoś w sadze żadnych owych wartości nie znalazłem, saga jest jedynie takim czytadłem jak np. Anioły i Demony do przeczytania i zapomnienia. Większą wartość, mają opowiadania o wiedźminie.
A to że według ciebie owe wartości np w sadze to nawiązania do naszego współczesnego świata nie są niczym nowym, już przed Sapkowskim wiele takich tematów było poruszanych i obecnie te tematy są już mocno wyeksploatowane.
Prawdziwe wartości natomiast są zawarte w książkach Pilipiuka i Piekary oraz wielu innych polskich pisarzy którzy swym warsztatem biją Sapkowskiego na głowę.
Piekary czytałem trochę z serii o Mortimerze. Jeśli od tamtego czasu nie rozwinął swojego warsztatu to też bym go zaliczył lekkich czytadeł fantasy.
Czytałem wiele książek, uchodzących za wybitne a jednak pięcioksiąg stawiam w wąskiej czołówce najlepszej literatury jakiej doświadczyłem. Dlaczego? Wskaż mi dzieło gdzie ktoś jak Vilgefortz, czarodziejki czy Elfy mówi metafizyce magii, różnicach rasowych, zepsuciu człowieczeństwa, psychologicznej genezie religii i prezencji społeczeństwa. Pokaż mi gdzie znajdę wielość tak charakterystycznych, inspirujących, prawdziwych bohaterów i postaci pobocznych, których działania przeplatają się ze sobą prowadząc do zdarzeń, które są antytezą banału. Jacy inni bohaterowie będą pouczać mnie w zabawno-poważnym stylu Jaskra czy Emiela? Gdzie znajdę ten piękny styl niewymuszonej, średnowiecznej mowy? Czy istnieje inny świat łączący baśniowe elementy high-fantasy (smoki, driady, Brokilon, starsze królestwa i celtycka mowa elfów) ze średniowiecznym, brudnym ale majestatycznie słowiańskim średniowieczem, ciętymi dialogami rodem z Gry o Tron, Howardowskim herosem, wyzwalającym całą gamę uczuć i wreszcie zagadnieniami fantastki naukowej jak podróże międzywymiarowe? Gdzie znajdę to wszystko w jednym dziele, gdzie każde opowiadanie czy rozdział nasączono filozoficznymi wnioskami i komentarzami?
Nie czytałem polecanych przez Ciebie autorów więc nie mogę porównywać. Może faktycznie są niedocenieni ale intuicja mówi mi, że tak nie są powyżej ASa, choć oczywiście mogę się mylić. Jednak sposób w jaki zbywasz Sagę narzuca mi wniosek, że jesteś mocno uprzedzony do Sapkowskiego, przesadnie wręcz.
Sapkowski mówisz był pierwszy w Polsce, po czym stwierdziłeś, że "wiele takich tematów było poruszanych". Jak dla mnie był pierwszy i ostatni. Pisarze pokroju Tolkiena czy Le Guin, artyści światowej sławy, nie zdobyli raczej sławy przez przypadek, a ich dzieła nie były tak bogate dla mnie jak Wiedźmin. Miliony fanów Białego Wilka, wysokie oceny i popularność raczej świadczą o sporych walorach tym bardziej, że AS napisał to takim miejscu jak Polska. Gdyby Andrzej urodził się w kraju anglojęzycznym, nie potrzebował by gier by podbić swoją popularność. A gry nie sprawiły, że każdy gracz sięgnął po książki właściwie to nie sądzę by 1/3 z nich choćby wiedziała, że gra powstała na podstawie książek z lat 90.
Pozdrawiam
Pozwolę wtrącić swoje 3 grosze do dyskusji... Nie wypowiadam się na temat Pilipiuka bo nie czytałem ale z twórczością Piekary jestem na bieżąco i muszę niestety powiedzieć, że o ile pierwsze 4 tomy opowiadań o Inkwizytorze Mordimerze były dla mnie czymś fenomenalnym to kolejne chaotycznie wydawane pozycje z tego cyklu są coraz słabsze! Piekara robi z tej serii niesamowitego tasiemca! Kolejne tomy to nic więcej jak kolejne przypadki jego śledztw, w których powtarzają się ciągle te same schematy, te powieści nie wnoszą nic nowego! Czytając wszystko co zostało wydane po Łowcach Dusz masz wrażenie Deja vu! Dlatego to zakrawa na groteskę, że stawiasz wyżej Piekarę nad Sapkowskiego! Całkowicie zgadzam się z moim przedmówcą co do Sapkowskiego, jest on zdecydowanym numerem jeden jeśli chodzi o polską fantasy - właśnie z wymienionych wyżej powodów! Ponadto Piekara ma nieprofesjonalną manierę pisania na raty i chaotycznie! Nie dokańcza w pierwszej kolejności tego co już zaczął! np. 1 tom Płomienia i Krzyża (m.in. historia o matce mordimera i jego względnie dziecięcych latach) - 2 tomu nie ma do dzisiaj ale mimo to on zabrał się za cykl Ja inkwizytor o młodym Mordimerze i początkach jego kariery inkwizytorskiej! Tak samo Czarna Śmierć, chronologicznie rozgrywa się po Łowcach Dusz i już dawno,dawno miała być wydana a tu zbliża się koniec 2013 r i ani widu ani słychu! No ale pan Piekara zaczął sobie nowy cykl! Napisał pierwszy tom Szubienicznika powieści rozgrywającej się w nowożytnej polsce... obyśmy tylko doczekali 2 tomu! Dlatego ze wszystkich wymienionych przeze mnie w tym poście powodów Piekara to cienias i nie dorasta Sapkowskiemu do pięt! Pozdrawiam serdecznie ;)
Kolego, zamiast tak spamić niepotrzebnie mogłeś to ująć w jednym poście. Co do Kronik Diuny to więcej tam fantasy niż sci-fi ;)
Rzeczywiście R.A. Salvatore jest niezły ale tak do 11- 12 tomu... Potem to po prostu telenowela.
Powiem tak. Tolkien jest dla mnie mistrzem w swoim fachu. Nie znam drugiego pisarza, który by stworzył tak przeolbrzymi świat, dokładnie opisany i nazwany, a przy tym niesłychanie ciekawy. Nie znam drugiego pisarza, który stworzył świat z tyloma postaciami, że ogarnąć to wszystko nie jest łatwo. Myślę, że określenie "świat", którego tu użyłem jest zbyt słabo określające to co stworzył Tolkien. To wszechświat. Dla mnie jest to absolutne mistrzostwo, zwłaszcza jak sobie pomyślę jaki nawał pracy musiał poświęcić by to wszystko tak dokładnie i przemyślanie stworzyć.
"Mistrzem w swoim fachu." - W zupełności się zgadzam, w swoim stylu był wielkim twórcą. Jednak w fachu budowania realistycznej złożoności fabuły i postaci jego dzieła ustępują wielu innym. Takie jest moje zdanie i być może sam Tolkien by się z nim zgodził, bo z tego co słyszałem aspekty, które wymieniłem nie były dla niego priorytetem.
Pozdrawiam.
"[...]Nie znam drugiego pisarza, który by stworzył tak przeolbrzymi świat, dokładnie opisany i nazwany, a przy tym niesłychanie ciekawy. Nie znam drugiego pisarza, który stworzył świat z tyloma postaciami, że ogarnąć to wszystko nie jest łatwo. Myślę, że określenie "świat", którego tu użyłem jest zbyt słabo określające to co stworzył Tolkien. To wszechświat. Dla mnie jest to absolutne mistrzostwo, zwłaszcza jak sobie pomyślę jaki nawał pracy musiał poświęcić by to wszystko tak dokładnie i przemyślanie stworzyć."
To polecam koledze wziąć się za Kroniki Diuny jeśli jeszcze ich nie czytał :) Świat Diuny jest lepiej wykreowany aniżeli Śródziemie ;)
Nie zgadzam się z opinią na temat czarno-białości postaci. Weźmy chociażby samego, tak bardzo złego Sarumana. Przybywa do Śródziemia jako pierwszy i początkowo pomaga wszystkim. To człowiek talentów, Curunir. Dopiero zawiść do Gandalfa zmienia go, doprowadza do zostaniem podnóżka Saurona w piramidzie zła.Muszę przyznać, że np. Aragorn to postać bardzo patetyczna, ale mimo to jest moją ulubioną postacią. To jest fantasy, Aragorn jest wyidealizowany, za to go kocham, za to że nie należą do niego problemy świata takiego jak nasz np. ile trzeba wydać na zakupy, a ile na rachunki. Rzuca się w pogoń z Merrym i Pippinem i goni za nimi, nie traci nadziei. Jest postacią z naszych snów. Ale o ile pamiętam na tym chyba powinno polegać fantasy. To nie jest gatunek realny ;-)
Saruman z bieli przeszedł czerń. Brakuje mi postaci, które subtelnie balansują między jednym a drugim. Zdarza się wprawdzie, że dobrzy popadają w cień ale dzieje się to za sprawą pierścienia lub palantirów a nie ich duszy, wnętrz.
Myślę, że akurat jego nurt fantastyki bardzo wyróżnia się nierealnością, za co jest ceniony ale nie dla wszystkich jest to walor. Ja wolę większą równowagę i urozmaicenie w tym względzie. Po prostu osobiście odbieram świat Tolkiena za zbyt skrajny - oślepiające światło i nieprzenikniona ciemność. Lubię baśniowe historie lecz tylko jeśli ich postacie są bardziej ludzkie, a mniej symboliczne w zachowaniu. Nie do końca odpowiada mi baśniowość we WP zmieszana z powagą słów i zachować postaci, gryzących się z prostotą świata. Tak to odbieram.
Silmarillion, który już chwalę po raz setny :), jest wg mnie bardziej spójny, nie gryzie się z formą i porusza znacznie głębszą problematykę.
Pozdrawiam.
Dlaczego piszesz że świat Tolkiena jest bardziej czarno biały, skoro zarzut ten odnosi się tylko do WP? Do świata Tolkiena należą również wydarzenia opisane w Hobbicie, Niedokończonych Opowieściach i przede wszystkim Silmarillionie, a tam bohaterowie nie są już tacy czarno biali co sam przecież zauważyłeś. WP opisuje pewien fragment w dziejach świata Tolkiena i na podstawie tego ocenianie całości jest moim zdaniem błędne. Lepiej byłoby gdybyś używał określenia np. świat Tolkiena przedstawiony w WP, ale nie po prostu świat Tolkiena. Dla mnie (i zapewne dla wielu innych czytelników też) książki te stanowią pewna chronologiczną całość i automatycznie czytając "świat Tolkiena" mam przed oczami cały świat, a nie tylko pewien fragment.
BTW przeczytaj sobie książkę Tolkiena "listy" w którym publikowane sa odpowiedzi na listy od jego fanów. Bardzo dokładnie opisuje tam dlaczego dane postaci są jakie są i zrobiły to co zrobiły. Moze pozwoli Tobie lepiej zrozumieć dlaczego nie zgadzamy sie z większością Twoich zarzutów.
Tak, właściwie powinienem był sprecyzować, że chodzi mi o WP. Silmariliion jednak też nie jest taki wielki pod tym względem choć znacznie lepszy od trylogii o pierścieniu. Weźmy taką postać Turina czy Berena - ich historie są dramatyczne a osobowości nabierają wymiaru wraz z opowieścią, czytelnik z napięciem czeka na dalszy jej rozwój. Te mity są świetnym materiałem na rozbudowaną książkę, która w mojej opinii byłaby znacznie wspanialsza i głębsza od WP. Sapkowski na początku też pisał opowiadania o poszczególnych postaciach a potem wykorzystał ich potencjał w Pięcioksięgu.
Wiem, że Tolkien bardziej przykładał się do formy i z założenie kreował postacie bardziej symboliczne niż ludzkie. Użytkownicy na tym forum bardzo obrazowo i świetnie mi to wyjaśnili. Cóż, na tym polega jego geniusz, dostrzegam to, jednak nie podobało mi się [piszę to już po raz kolejny :) ], że wiele osób krzykliwie przedkładało aspekty fabularne Tolkiena (które w przeciwieństwie do wielkiej formy jego mocną stroną nie są) nad kompleksowość i niejednoznaczną, niestronniczą warstwę filozoficzną wielu dzisiejszych a także nieco starszych pozycji fantastyki.
Pozdrawiam.
"Silmarillion, który już chwalę po raz setny :), jest wg mnie bardziej spójny, nie gryzie się z formą i porusza znacznie głębszą problematykę"
Ale w niektórych momentach jest dość ciężkawy w odbiorze.
To High Fantasy, ma swoje wady i zalety:) Ja osobiście zdecydowanie wolę Dark Fantasy.
Czytuję Sapkowskiego, Martina, Flanagana, Rowlingową, C. Williams Chimę, Ziemiańskiego i kilku innych, ale wolę Tolkiena. Czemu? Bo u większości autorów fantasy "zieje" realizmem, kłopotami codzienności. A FANTASY JEST POTRZEBNE PRZEDE WSZYSTKIM PO TO, BY ODERWAĆ SIĘ OD CODZIENNOŚCI! Tolkien pisał poważnym językiem, charakterystycznym dla legend, ale nie odstraszającym który zauważyłam w chyba najgorszej części Narnii (Srebrne Krzesło). Tolkien to Mistrz, Ojciec, Geniusz i Czarodziej Fantastyki w jednej osobie. Co do ulubionej postaci w WP to miałabym duży kłopot w Hobbicie podobnie :)
Jak najbardziej rozumiem, że baśń Tolkiena jest przeciwwagą dla codzienności większości ludzi. Jest wiele rodzajów fantastyki, dark fantasy, space fantasy, urban fantasy i większość z nich "ufantastycznia" rzeczywistość zamiast jak Tolkien tworzyć skrajnie złote sny. Tolkien wyróżnia się się w swoim stylem przedstawienia świata, z którego bardzo wiele sobie cenię ale dla mnie jest on zbyt jednolity. Wolę kiedy część tej atmosfery implementuje się w uniwersum bardziej bliższe mojej osobistej codzienności, od której nie chcę się odrywać a ją wzbogacać.
Tolkien pisał językiem podniosłym w pewnych momentach, w innych akademickim i oschłym, w jeszcze innym poetyckim i śpiewnym ale i zdarzało mu się pisać zdania nieco dziecinne. Silmarillion był najbardziej odpowiednią formą dla jego świata. Ta mitologia, spośród innych dzieł Tolkiena odznacza się znacznie wyraźniejszym mistycyzmem i głębszym klimatem.
Pozdrawiam.
Wiedźmin - arcydzieło, Piraci z Karaibów - rewelacja, Gwiezdne Wojny - rewelacja, Grę o Tron dopiero zacząłem wiec na razie sie nie wypowiem. Ale zeby porównywać nic nie wnoszący do świata fantasy chłam jakim jest Eragon do Tolkiena, to wg mnie to jest przegięcie. Oczywiście możesz mieć swoje zdanie i poglądy, ale jakoś nie potrafię uwierzyć że wśród tak cudnych dzieł jak Wiedźmin, PzK czy GW podajesz Dziedzictwo. Dodam że czytałem całą serię i oto moja opinia o niej.
Po pierwsze - wszystko co się tam dzieje to jedna wielka mieszanina GW, WP i Czarnoksiężnika z Archipelagu. Nie wiem czy czytałeś cykl Ziemiomorze ale jeśli nie to wiedz, że 80% "mechaniki" Alagaesii opiera sie właśnie na tej serii. To jest po prostu kradzież. Eragon nie wnosi nic do fantasy, fabuła jest przewidywalna, postacie są cholernie płytkie (może oprócz Rorana) i również przewidywalne. Moje ukochane elfy to jakieś dumne skur..., tylko krasnoludy zasługują tutaj na odrobinę uwagi. Zakończenie sagi jest banalne i nie łudźmy sie głupie. Tak właśnie głupie. Kompletnie bezmyślna śmierć zabezpieczonego na 1000 sposobów galbatorixa który akurat nie przewidział zdrady Murthaga. I to co już wspominałem - kradzież mechaniki świata z Ziemiomorza Urszuli Leguin
Przypuszczam, że przeczytałeś moich wszystkich odpowiedzi na tym forum a podałem trochę argumentów na temat Dziedzictwa. Jeżeli Paolini kradł od Ursuli Le Guin to Tolkien w takim razie kradł z mitologii, jako których badacz mogę Ci powiedzieć, że są po prostu zaadoptowane przez Tolkiena do swego świata. Ale mniejsza o to. Przeczytałem 2 pierwsze tomy Ziemomorza i podobieństwa są rzeczywiście zauważalne od razu lecz dla mnie Paolini przekształcił pomysły z innych dzieł w wystarczającym stopniu by móc cieszyć się historią. Równie dobrze mógłbym się doczepić, że Sapkowski wziął elfy i krasnoludy z Tolkiena.
Jeśli chodzi o porównywanie Paoliniego do Tolkiena to chodzi przede wszystkim o jeden aspekt - Paolini jako nastolatek włożył w swój świat nieco filozofii (w wątku podałem cytaty Glaedra i Oromisa), podczas gdy profesor Tolkien nadał swym dziełom (oprócz głębszego Silmarillionu) wymiaru baśniowo-moralizatorskiego. Postacie WP są bardzo prostolinijne, czarno-białe, ich wewnętrzne problemy rodzą się głównie za sprawą pokusy pierścienia, a zdania, które wypowiadają (dla wielu to walor, kwestia podejścia) brzmią jak gdyby bohaterowie znajdowali się na scenie teatralnej, są mniej naturalne a bardziej podniosłe. W Eragonie postacie były bardzo dobre, miały przywary i zachowania, których genezę odkrywaliśmy później, zaciekawiały swoją przeszłością i relacjami z innymi bohaterami. Polubiłem Broma, Oromisa, Glaedra, Eragona, Orika, Nasuadę oraz Alvę natomiast Roran podobał mi się najmniej.
Elfy Sapkowskiego - to dopiero są dumne skurczybyki. Sposób ich przedstawienia przez młodego Paoliniego nie przypadł Ci do gustu, rozumiem. Mnie podobało się ukazanie ich w bardziej szczegółowy sposób, pod praktycznym kątem. Wyśpiewywanie (połączenie magii imion z Czarnoksiężnika i pieśni elfów Tolkiena), wykuwanie mieczy, dobieranie wyglądu, stosunek do wielu spraw życia codziennego, które w końcu można było zobaczyć zza kurtyny elfickiej. W WP niemal wcale nie ma postaci o naturalnych, negatywnych cechach wynikających z różnych ludzkich takich jak właśnie pycha, chciwość, arogancja, egoizm lub strach. Tu pierścień odgrywa rolę zła. Dlatego elfy o mniej skrajnie szlachetnej prezencji spodobały mi się.
Galbatorix przewidział zdradę Murtaga jednak nie sądził, że ten może w jej imię próbować poświęcić życie. Jednak to, że Eragon poznał imię imion było dla niego zaskoczeniem i sposób w jaki bohater wykorzystał je, sprawiając by złoczyńca odczuł na sobie to co sam roztaczał, był moim zdaniem co najmniej rzadko spotykanym motywem.
Eragon oczywiście ma wady i niedociągnięcia i nieco dziwne pomysły ale jak na powieść nastolatka, uważam, że to jedna z najciekawszych lektur dla dzieci i młodzieży. Merytorycznie wartościowszy niż Hobbit, nie ustępujący ani trochę WP i oferujący ciekawszą przygodę, niż Władca Pierścieni-Atlas Śródziemia. Takie jest moje zdanie.
Jeśli oglądasz serial "Gra o Tron" to pierwszy sezon wciąga powoli. Dwa następne są rewelacyjne. Jeśli czytasz książkę, powinna pochłonąć Cię raczej szybko. Pozdrawiam.
Grę o Tron czytam. jestem jednym z tych wyjątków, które najpierw czytają a potem oglądają film (czy w tym wypadku serial) :)
A no i nie zgadzam sie z twoją opinią jakoby w Śródziemiu nie dałoby rady znaleźć dla siebie miejsca. I w ogóle kocham uniwersum Ardy i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
PS Cenię Tolkiena wyłącznie za książki. Za filmy cenię Jacksona ;)