Opera. Mydlana

Historia życia Whitney Houston, burzliwe losy jej związku z Bobby'm Brownem, wzlot i narkotykowy upadek - to wymarzony materiał na film. Żeby jednak opowieść wybrzmiała z należytą mocą, potrzeba by odpowiedniej osoby na stanowisku reżysera, dobrego scenariusza. A obu tych rzeczy w przypadku "Whitney" zabrakło. Film Angeli Bassett to typowa telewizyjna sztampa, która pod wszelkimi względami ma prawo przypominać telenowelę. Twórcy skupili się w tym przypadku na początkach związku piosenkarki z wykonawcą muzyki r'n'b, portretując go jako wręcz sielankowy. Owszem, są tu dramaty, jest zdrada, jest konflikt, od "ciemnej strony" omawiana produkcja trzyma się jednak z daleka. Tragiczny finał dopowiedziany zostaje pod postacią napisów na końcu, cała reszta to mdły melodramat pełną gębą. Kiepsko zagrany przez oboje odtwórców głównych ról, z boleśnie złymi dialogami, pełen klisz i nieumiejętnie wykorzystanych schematów. Tym samym, "Whitney" wzbudza nieufność jako portret prywatnego życia artystki, jednocześnie grzęznąc w banałach. Na biografię z prawdziwego zdarzenia trzeba będzie jeszcze poczekać.

14

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: