FilmTitle(title=Sny o pociągach, country=PL, lang=pl, attributes=0)
FilmTitle(title=Dobry chłopiec, country=PL, lang=pl, attributes=0)
$poster.alt

Widziałem w 2026

Lista klasyczna

118 tytułów
Wszystko co widziałem filmowo/serialowo w 2026 roku.
Oj jak czasem potrzeba mi takiego kina, które sobie powoli płynie, a bohaterowie debatują nad sensem życia. Momentami troszkę zbyt bardzo próbuje wciskać jak bardzo mamy współczuć głównemu bohaterowi jego ciężkiego losu (ile razy można powtarzać te same sceny?), natomiast poza tym to przepiękna opowieść o człowieku, przyrodzie oraz ostatnich latach "dzikiej" Ameryki. Doceniam Joela, Felicity i całą resztę obsady, natomiast pierwszy plan kradną przefantastyczne zdjęcia - tak naprawdę alternatywnie można to puścić bez dialogów, z samymi odgłosami tła, a całość jest niewiele mniej piękna niż w oryginale. więcej
Okej, spodziewałem się czegoś znacznie gorszego, a co dostałem naprawdę ciekawe spojrzenie na socjalizację jednostki w najbardziej niepoprawny politycznie sposób. Aż szkoda, że Komasa na siłę wcisnął postać Riny, która za dużo tu nie wnosi - mógłby znacznie bardziej rozbudować postacie, bo to jest sztuka zrobić blisko 2-godzinny film, dziejący się w większości w jednej lokacji, który nie zanudza widza. Nie jestem też fanem końcówki, ale to drobiazg - naprawdę udany eksperyment. Pov: Mechaniczna Pomarańcza, gdyby opiekowali się Tobą ciepli i serdeczni ludzie. więcej
Nie ma tragedii, choć zdecydowanie więcej obiecuje niż faktycznie dostajemy. A obiecuje całkiem ciekawym zawiązaniem historii, które niestety dość szybko robi się sztampowe, by następnie z impetem runąć i lecieć na autopilocie aż do przewidywalnej końcówki. Taki temat aż prosił się o to, aby ugryźć go z innej strony niż "Mamy "Wilka z Wall Street" w domu". Zdecydowana większość filmów to lepienie fabuły na ślinę i ciągłe błaganie przez twórców żebyśmy uwierzyli, że to wszystko co się dzieje na ekranie ma sens i mamy sobie czymś w głowie zasypać te dziury fabularne. Realizacyjnie całkiem nieźle, Włosok robi co może, ale tak fatalnego scenariusza nic nie jest w stanie odratować. Ot, kino do zapomnienia w ciągu tygodnia. więcej
Przepiękna perełka. Emi Buchwald nie odkrywa tutaj niczego nowego, ale opowiada to w tak przejmujący, poetycki i czuły sposób, że nie można się od tej opowieści oderwać. Świetnie zarysowane i zagrane postacie, naprawdę wystarczy kilka sensownych linijek w scenariuszu, aby podkreślić ich charaktery, wyszczególnić cechy i przede wszystkim polubić te postacie, bo każda jest unikatowa na swój sposób. Pośród tych wszystkich blockbasterów i głośnych rom-kom-akcyjniaków warto się na chwilę pochylić nad czymś spokojniejszym, bo to po prostu szczery, przyziemny film, w którym każdy powinien znaleźć choć cząstkę siebie. więcej
Mam słabość do kina Lanthimosa - nie inaczej jest tym razem. Mnóstwo gadania, bardzo statyczne, nie wszystko było tu potrzebne, ale jednak ma w sobie tyle warstw, poglądów, ukrytych znaczeń, że znów kupuje to niemal w 100%. Świetny aktorsko, aż chciałoby się, aby Lanthimos jeszcze bardziej odpiął wrotki, natomiast to co dostaje satysfakcjonuje mnie w pełni. Jeśli ma tworzyć dalej takie opowieści to może wydawać nawet 10 filmów rocznie. więcej
Chciałbym serdecznie podziękować Panu Palkowskiemu za przykład jak nie robić filmu, a o tematyce wojennej to już w ogóle. Otóż mamy tutaj wesołą gromadkę "jeńców" zamkniętych na letnim obozie w Kozielsku, gdzie bez problemu mogą dawać w pysk żołnierzom radzieckim, śpiewać pieśni patriotyczne, jawnie kospirować i wrzeszczeć bez powodu oraz bezproblemowo przechadzać się nocą mimo jawnego zakazu, a jedyne co ich za to czeka to chwilowy pobytek w przytulnym składziku, gdzie w wolnej chwili kopią sobie tunel do brawurowej ucieczki. I naprawdę chciałbym, aby to był żart, ale niestety ten film to jawna kpina i plucie w twarz tragedii agresji radzieckiej. Zero napięcia, zero stawki, zero chemii miedzy bohaterami, biedny Gillen nawet się nie stara, a i tak wypada najjaśniej wśród tej całej reszty. Tragiczna reżyseria, przepalony budżet, najbardziej żenujące sceny polskiego kina ostatnich lat - jest mi naprawdę przykro, że musiałem to oglądać - szkoda tak ważnego tematu. więcej
Naprawdę bardzo dobre ukazanie uczucia bezsilności, osaczenia, braku zrozumienia przez resztę, bo każdy ma swoje życie i oczekiwania wobec Ciebie, kiedy ty ledwo wiążesz koniec z końcem, aż wkońcu sam popadasz w paranoję. Pierwsza połowa świeta, potem wkrada się nieco dłużyzn i bezcelowosci w działaniu bohaterki, natomiast to wciąż całościowo bardzo nieprzyjemny, ale i potrzebny seans, gdzie razem z Rose Byrne krzczysz na tych ludzi, aby wkońcu cię ktoś wysłuchał i zrozumiał. A propos Rose - wybitna rola, czuć ją i fizycznie i psychicznie w każdym detalu. więcej
Jak zrobić conajmniej bardzo dobry dokument o Elvisie? Wystarczy po prostu pokazać jego dowolny koncert. Baz Luhrmann nie odkrył swoją produkcją Ameryki, natomiast pokazał to co najważniejsze w Elvisie - jego samego. Nie będzie już nigdy kogoś takiego jak on - król sceny jedyny w swoim rodzaju. Przepięknie odrestaurowane nagrania, 90% z nich wygląda jakby ledwo co została nagrana. więcej
Passion project del Toro okazał się filmem naprawdę bezpiecznym, wtórnym i, co chyba najgorsze przy takim twórcy - nudnym. Pomysły i koncepty na papierze wyglądały świetnie - skupiamy się bardziej na potworze, tak najprawdę zastanawiąjac się czy Victor nie jest większym monstrum niż jego dzieło. Wyszło niestety tak nijako i odtwórczo jak tylko można było - dość powiedzieć, że bohaterowie w tym filmie są kompletnie niewiarygodni, wszystko jest wykładane kawa na ławę, a sam wątek Potwora, z drugiej połowy filmu, jest, nomen omen, potwornie infantylny i nużący (nawiasem mówiąc Jacob Elordi wygląda bardziej jak stereotypowy metalowiec niż odrażajace monstrum). Naprawde uwielbiam dzieła del Toro, ale tutaj ewidentnie zabrakło pomysłów, zabawy konwencją - dostaliśmy produkt poprawny, świetny realizacyjnie, lecz pusty jeśli chodzi o treść. O ile pierwsza połowa jeszcze jako tako się broni, tak od momentu ucieczki z wieży całość robi się naprawdę męcząca w oglądaniu. Oj co to się stało... więcej
Na co dzień nie słucham K-popu, natomiast tutaj bawiłem się znakomicie! Jakie to jest pięknie zaanimowane, kolorowe, pomysłowe to brak słów. Problem tutaj jest jedynie z tempem, gdyż po I akcie, który gna przed siebie na złamanie karku, następuje zwolnienie i wyciszenie, które jest zbyt widoczne. Końcówka też jest, w porównaniu do reszty, nijaka i nie wybrzmiewa odpowiednio mocno, natomiast nie zmienia to faktu, że jest to wspaniały festiwal kolorów, siekania demonów i świetnej muzyki. A i naprawdę bardzo często się śmiałem, co na animacjach zdarza mi się niezwykle rzadko - humor trafił. więcej
Od czego by tu zacząć... To naprawdę miało szansę się udać, a w rękach kogoś takiego Jak Emerald Fennell szczególnie, natomiast jedyne co tutaj nie zawodzi to scenografia, kostiumy, plenery - ogólna warstwa techniczna jak najbardziej dowozi. Reszta niestety znacznie, znacznie gorzej - po świetnej scenie otwierającej następuje powolny, ale zauważalny zjazd formy, by nagle w III akcie runąć całkowicie o bruk. Końcówa scena to ostatni podryg, próba ratowania, ale to na nic - scenariusz i reżyseria kuleją straszliwie. Fennell popełnia chyba największy grzech kinematografii - ten film jest po prostu nijaki, grzeczny do bólu, nie oferuje praktycznie nic oryginalnego, a próbuje wielokrotnie, kończąc jedynie na kiczu i cringu. Dawno nie miałem wysokich oczekiwań wobec jakiegoś filmu i dawno nie zostały one tak mocno zszargane. więcej
Tematyka życia zwykłych ludzi pod brazyliską dyktaturą ponownie wkracza do mainstreamu - po niedawnym "I'm still here" dostajemy kolejną, naprawdę udaną, produkcję osadzoną w latach reżimu. Miszmasz koncepcji, gatunków, tropów sprawia, że ten blsiko 3-godzinny thriller ogląda się bez znużenia, natomiast brakuje mi tutaj wagi wydarzeń, poczucia osaczenia i bezsensownosci sytuacji, przede wszystkim naszego, świetnie zagranego, Marcelo/Armando. Niepotrzebnie rozwleczone zakończenie - dało się to naprawdę zakończyć w odpowiednim momencie historii, zamiast dopisywać do niej na siłę dodatkowy wątek. więcej
Chyba najbardziej stonowany i spokojny obraz od Sorrentino, ale dzięki temu odnalazł klucz do mojego filmowego serca. Jak to jest świetnie napisane to brak słów - jasne, większość filmu to filozoficzno-egzystencjalne ględzenie o życiu, przemijaniu, kochaniu i [tu wstaw dowolne], natomiast na mnie to działa w 100%. Cudownie zagrane, opowiedziane, przemyślane i przede wszystkim ukazane - na każdym kroku czuć, że to kino autorskie, gdzie reżyser nie boi się dorzucić do swojego dzieła elementów teoretycznie do siebie nie pasujących, a w praktyce tworzących niezapomniany efekt. Grazie millie Paolo. więcej
Ja płacze, aktorzy płaczą, kino płacze. Emocjonalnie, zwłaszcza zakończenie, uderza tam gdzie należy, natomiast mam wielki problem z rozłożeniem akcentów w tym filmie - zdecydowanie zbyt wiele czasu poświęcono relacji Agnes i Willa w I akcie, przez co kolejne elementy fabuły pędzą na złamanie karku i nie mają czasu na odpowiednią ekspozycję. Realizacyjnie cudny, przepiękne kadry (szkoda braku nominacji dla Łukasza), cudowna muzyka, Jessie Buckley ma kilka niesamowitych aktorsko scen. Ostatecznie na mnie podziałał - nie bez wad, ale przez tą realizację i emocje towarzyszące, ten seans zapamiętam na długo. więcej
Ciężko krytykować ten film za jego niektóre mankamenty, gdy to nie tylko bomba emocjonalna wybuchająca prosto przed naszą twarzą, ale też utrata jakiejkolwiek nadziei w sprawiedliwość na świecie. Świetna realizacja uświadamiająca, że do pokazania tragedii nie potrzeba obrazów, wystarczą słowa. więcej
Thor
2011
Drama
2026
Lalka
2026
Lalka
2026
Naprawdę doceniam, bo jest to naprawdę oryginalny pomysł na fabułę, refleksje na temat przemijania, wyborów życiowych itp. tylko niestety mamy tutaj przerost treści nad formą. Wszystko wydaje się tutaj takie sztuczne, niewyraźne i niezręczne - niektóre interakcje między bohaterami są tak niekomfortowe, że aż przechodzą dreszcze. Chyba najbardziej dobitnym przykładem jest zapętlanie pewnego utworu w teoretycznie ważnych scenach, ale przez ich tempo i niemrawość zabieg ten traci kompletnie na znaczeniu i bardziej irytuje niż pomaga. W jakimś tam sposób ratują to aktorzy, którzy robią co mogą, ale jednak na przykładzie takich filmów jak ten widać jak dużą rolę odgrywa reżyser. Wiadomo, debiut, więc trzymam za twórców kciuki, bo momentami naprawdę zaskakuje pozytywnie. więcej