Prezydent Hugo Chavez, chce przełamać, jak to sam ujmuje, dyktaturę Hollywood. Wiadomo od czasów rewolucji październikowej, że film jest najważniejszą ze sztuk. Dla swoich celów Chavez powołał do istnienia wytwórnie Villa del Cine (Cinema City), która ma zadanie tworzyć filmy, które odzwierciedlają wartości i przekonania jakie promuje prezydent Wenezueli poprzez swoją tzw. socjalistyczną rewolucje.
Nic więc dziwnego, że pierwszy wyprodukowany w nowej wytwórni film, opowiada historie ulubionego rewolucjonisty Chaveza. "Miranda Returns", który miał swoja premierę 11 października, to opowieść o Francisco de Miranda; żołnierzu, który uczestniczył w trzech rewolucjach i odegrał kluczową rolę w wydarzeniach, które doprowadziły do ogłoszenie przez Wenezuele deklaracji niepodległości od Hiszpanii w 1811 roku. Film gloryfikuje walkę Mirandy i jego marzenie o stworzeniu zjednoczonej Ameryki Południowej.
Nie wszyscy twórcy są jednak zachwyceni nową filmową inicjatywą prezydenta.
-Na ten film przeznaczono więcej pieniędzy niż na wszystkie nasze produkcje przez ostatnie cztery lata. Nie wydaje mi się jednak, żeby ktokolwiek był na tyle odważny aby zwrócić prezydentowi uwagę, że to jednak nie jest najlepszy pomysł - mówi wenezuelski reżyser Alfredo Alonzo