Coraz mniej widzów w polskich kinach

  • Rzeczpospolita
  • Filmy
W trzech pierwszych kwartałach 2005 roku nasze kina odwiedziło zaledwie 17,4 mln osób. To słaba frekwencja. Film o Karolu Wojtyle miał najwięcej widzów. Był jednym z zaledwie dwóch tytułów, które przyciągnęły do kin ponad milion osób - pisze w "Rzeczpospolitej" Barbara Hollender.

W podobnym czasie w 2004 roku Polacy kupili już 26,5 mln biletów, a największe przeboje gromadziły po 2 - 3 mln widzów. Wszystko wskazuje na to, że ubiegłoroczny boom nie był początkiem nowego trendu, lecz ewenementem. W tym roku frekwencja znów drastycznie spadła. Największym przebojem okazał się "Karol - człowiek, który został papieżem" Giacomo Battiato. Obejrzało go 1,85 mln widzów. Do kin przyciągnął ich zapewne przede wszystkim sentyment do polskiego papieża.

Oprócz tego tytułu w pierwszej dziesiątce filmowych hitów znalazły się głównie obrazy dla dzieci i hollywoodzkie superprodukcje.

Warto jednak zauważyć, że oprócz "Karola" tylko animowanemu "Madagaskarowi" udało się przekroczyć granicę miliona widzów. Inne tytuły poszły znacznie słabiej. Nie dociągnęły do miliona nawet zajmujące trzecie miejsce wśród bestsellerów, szeroko reklamowane "Gwiezdne wojny III: Zemsta Sithów" George'a Lucasa.

Niespełna 600 tys. osób wybrało się na nowy film Stevena Spielberga "Wojna światów" z Tomem Cruisem w roli głównej. Pełne rozmachu inscenizacyjnego, historyczne eposy o Aleksandrze Wielkim ("Aleksander" Olivera Stone'a,,Oliver Stone) oraz o krucjatach do Ziemi Świętej ("Królestwo niebieskie" Ridleya Scotta) uplasowały się co prawda w pierwszej dziesiątce, ale ich wyniki nie są rewelacyjne.

Trudno dzisiaj powiedzieć, na co Polacy chcą chodzić do kina. Nie przyciągają ich Oscary: "Aviator" Martina Scorsese - barwna opowieść o karierze Howarda Hughesa z Leonardo Di Caprio w roli tytułowej - zainteresowała jedynie 200 tys. osób. "Marzyciel" - film, który przyniósł statuetkę polskiemu kompozytorowi Janowi A. P. Kaczmarkowi - przyciągnął 150 tys. widzów. Triumfator tegorocznej edycji Oscarów, "Za wszelką cenę" Clinta Eastwooda, obejrzało 184 tys. osób.

Nie pomagają nazwiska wielkich reżyserów ani gwiazd z okładek kolorowych pism. Nie działa legenda i nie gwarantuje powodzenia na polskim rynku stary sukces. "Batman - Początek" Christophera Nolana zgromadził niespełna dwustutysięczną publiczność.

Żadnej siły nie mają też opinie krytyków - nawet najlepsze recenzje nie zdołały zachęcić widzów, by wybrali się na "Verę Drake" (12 tys.), "W stronę morza" (46 tys.) czy "Jeden dzień w Europie" (13 tys.).

Nie cieszą się popularnością filmy polskie. W 2004 roku największym przebojem rodzimej produkcji stało się "Nigdy w życiu!" Ryszarda Zatorskiego - ekranizacja kobiecej prozy Katarzyny Grocholi. Teraz w ciągu trzech pierwszych kwartałów takiego hitu zabrakło. Najwięcej widzów (162 tys.) obejrzało "Skazanego na bluesa" Jana Kidawy-Błońskiego - tu niezawodni okazali się fani głównego bohatera filmu, lidera "Dżemu" Ryszarda Riedla. Ponad 110 tys. osób wybrało się na "Pitbulla" Patryka Vegi. O innych wynikach lepiej nie wspominać.

Polacy odwrócili się od rodzimego kina, tylko niewielka grupa zapaleńców wybiera się na obrazy artystyczne, magnesem przestały być nawet hollywoodzkie hity. Ciągle więc powraca pytanie: Dlaczego? Odpowiedź też zawsze jest podobna. Winne są: zbyt drogie bilety, brak czasu, telewizja, Internet, puby... Ale podobnie żyją ludzie w całej Europie.

A przecież Francuzi ciągle kochają kino. W niewielkiej Danii niemal każdy rodzimy film osiąga co najmniej 300-tysięczną widownię. W Czechach przeboje zbierają milionową publiczność. Skąd bierze się więc polski brak nawyku chodzenia do kina? Szkoda, że nie zajmują się tym problemem socjologowie kultury.
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię