GAMESCOM 2016: Graliśmy w "South Park: Fractured But Whole"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/GAMESCOM+2016%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22South+Park%3A+Fractured+But+Whole%22-118977
Gamescomowy test "South Park: Fractured But Whole" trwał około pół godziny, ale przez ten czas przynajmniej dwa razy płakałem. Po pierwsze ze śmiechu – kto bowiem obawiał się, że duet Parker & Stone nie powtórzy sukcesu obfitującej w tzw. doświadczenia graniczne gierki RPG, ten był w błędzie. Nowy "South Park" to fenomenalna zabawa, choć na pewno nie każdemu spodoba się poczucie humoru idące pod rękę z kontrowersyjną kreskówką. Drugie łzy wywoływał potworny smród, ale o tym na końcu.


Tym razem Cartman, Kenny oraz reszta dzieciaków porzucili stroje czarodziejów, łuki, kostury i elfie uszy. Parę dni po wydarzeniach z "Kijka prawdy" każdy z bohaterów przywdziewa superbohaterskie wdzianka i rusza na... bitwę serii superbohaterskich filmów. Nie ma co się silić na subtelność: już w prologu Cartman stwierdza, że drużyna musi znaleźć kogoś, kto ma znajomego w Netfliksie, bo tylko w ten sposób przetrwają "Coon i przyjaciele". Gdy tylko pojawiamy się wśród kamratów Cartmana, ten oczywiście przedstawia nam mrożącą krew w żyłach historię pochodzenia naszych mocy. To żaden spojler – nasz bohater stał się tym, kim się stał, ponieważ zobaczył dramatyczną scenę: jego tata uprawiał seks z mamą. Wydarzenie owo okaleczyło na zawsze protagonistę, ale przy okazji odblokowało jego supermoce. Oczywiście za chwilę okazuje się, że nasi chwilowi przyjaciele walczą z inną grupą herosów. Nawet krótkie demko obfituje w dramatyczne wydarzenia – Timmy stylizowany na Profesora X gwałci (mózg) Cartmana; kod do piwnicy, w której znajduje się siedziba grupy to "FUK YOU MOM", a żeby wskoczyć na dach budynku, potrzebujemy wsparcia Człowieka-Latawca. Ten paroma sprawnymi pierdnięciami (prosta sekwencja QTE) pomaga dostać nam się w nieosiągalne miejsca.



Krótkie scenki eksploracyjne to jednak tylko część gry. Rdzeniem jest oczywiście walka, która wygląda zupełnie inaczej niż w w pierwszej części. Tam mieliśmy do czynienia z uproszczonym jRPG, zaś w "Fractured But Whole" mechanika potyczek to dość nieskomplikowany taktyczny erpeg. Pole bitwy podzielone jest na kwadraty. Na każdym z nich może się znaleźć tylko jedna postać. Podczas każdej tury możemy przesunąć aktywnego bohatera na jakieś pole, a potem użyć jednej ze zdolności. Każda umiejętność ma inny zasięg oraz promień działania. Na przykład pewien typ uderzeń załatwia pojedynczego wroga, a są też takie pociski, które albo lecą po linii prostej, albo pokrywają obszar deszczem... czegoś niszczącego przeciwników. 

W ogrywanym demku mieliśmy możliwość pograć wyłącznie Speedsterem, czyli bohaterem na kształt Quicksilvera. Potrafi na przykład teleportować się za przeciwnika albo uderzyć z piąchy z prędkością światła. Można było też przejrzeć zdolności innych, nieaktywnych na czas demka klas, czyli Brutalist i Blaster. Szczególnie interesujący (zwłaszcza dla fanów Żyda z pierwszej części) jest ten drugi. Jedna z jego zdolności to "brązowy karzeł", co jak nietrudno się domyślić, oznacza wypuszczenie w stronę przeciwnika potężnego ładunku gazu z, nie ma co owijać w bawełnę, kleksem.

Reszta klas postaci była wygaszona, więc mogliśmy jedynie zobaczyć ich nazwy – od elementalistów po mistyków. Nietrudno się domyślić, że będą to zapewne te profesje, które przypisano do niektórych z naszych przyjaciół w South Park. Jak podają twórcy "Fractured But Whole", owe dodatkowe klasy postaci będzie można odblokować w trakcie gry, a potem rozegrać kampanię kimś innym. Oznacza to teoretycznie dwie rzeczy: albo kampania będzie stosunkowo krótka, albo w jakiś sposób będziemy w stanie zmienić raz obraną profesję. 



Jak łatwo zauważyć, leitmotivem nowego "South Parku" jest puszczanie gazów. Sporo zdolności, minigier czy wydarzeń krąży wokół tematu pierdzenia i przy okazji stanowi dowód na to, że tzw. fart jokes są nieśmiertelne. Wraca także kibelkowa minigierka z pierwszej odsłony. O co chodzi? Ano o to, że za każdym razem, gdy siądziemy na sedesie, możemy oddać kał. Minigra polega na tym, że najpierw wciskamy L2 i R2, a następnie... odchylamy od siebie analogi. Co to symuluje, tłumaczyć nie trzeba. Z tymi dwoma funkcjami (puszczanie gazów i defekacja) wiąże się jeden z najbardziej przerażających i fascynujących zarazem pomysłów marketingowych ostatnich lat. Otóż Ubisoft doszedł do wniosku, że aby zwiększyć wczuwanie się w świat, zaprezentuje Nosulus Rifta. Urządzenie, które symuluje zapachy pierdnięć, powstało nie tylko na potrzeby niedawnego filmiku promocyjnego. Mogłem je "przetestować" podczas grania. Granie z Nosulus Riftem jest jak eksperyment Pawłowa i Milgrama jednocześnie. To misterium tremendum i apokalipsa jednocześnie – przy każdym następnym użyciu Nosulusa odruchowo już wypuszczamy powietrze, myśląc panicznie, byle tylko się nie sztachnąć zapachem, który wypuszcza prosto do nosa to urządzenie. Na szczęście przy każdym stanowisku znajduje się odświeżacz powietrza o miłym, leśnym zapachu. Po co? Jak powiedział mi jeden z twórców, ludzie reagowali na Nosulusa niezwykle żywiołowo – i rozumieć można to na wiele sposobów. Na szczęście dla ludzkości Nosulus Rift nie będzie dołączany do edycji kolekcjonerskiej, to gadżet, który w wyjątkowo perwersyjny sposób służy promowaniu gry.

"South Park: Fractured But Whole" ma się ukazać 6 grudnia bieżącego roku. Każdy fan zarówno pierwszej części, jak i kreskówki Parkera i Stone’a powinien zakreślić tę datę w kalendarzyku. Szykuje się murowany hit.