GAMESCOM 2016: Graliśmy w "Watch Dogs 2"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/GAMESCOM+2016%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22Watch+Dogs+2%22-118994
Nieco rozczarowany pierwszą częścią nie czekałem zbytnio na "Watch Dogs 2". Zdanie zmieniłem po zagraniu w dwie wersje nowych "psów" – solo i multiplay.


Choć dobrych wiadomości jest sporo, na początek najważniejsza: klimat gry będzie nieco lżejszy. Choć jeden z twórców powiedział mi, że poruszonych zostanie kilka aktualnych kwestii społecznych związanych z nowymi technologiami, zapowiada się, że będzie zdecydowanie mniej smętnego klimatu a la Aidan Pierce. Najlepszym na to dowodem jest... sklep odzieżowy. Ponieważ akcja gry toczy się w San Francisco, gdy tylko wparowałem do ciucholandu, natychmiast ubrałem mojego bohatera w białą koszulę, wiejski kardiganek i różowe crocsy. Takie opcje najdobitniej pokazują, że "Watch Dogs 2" skręca w stronę absurdów rodem z "Grand Theft Auto", a nie przyciężkawych klimatów np. "Sleeping Dogs". Ciuchy naszego protagonisty to jednak kropelka w morzu nowości.


Przede wszystkim zwiększyła się liczba naszych gadżetów. Podstawą jest naturalnie wszelakie hakowanie, które uruchamiamy, wciskając bądź przytrzymując L1. W pierwszym przypadku używamy najprostszej akcji, np. sprawiamy, że samochód przeciwnika skręca nagle w prawo i wjeżdża na chodnik albo wysyłamy fałszywy SMS, który zajmuje uwagę wrogiego strażnika. Hakować możemy także wszelakie przełączniki, studzienki kanalizacyjne i otwory wentylacyjne. Brakuje tylko kombinowania z programatorem pralki. Co więcej, robimy to nie tylko osobiście, lecz także przy pomocy dwóch narzędzi: drona i zdalnie sterowanego samochodu. Ten pierwszy to świetna opcja rekonesansowa. Przełączamy się na tryb a la Detective Mode z "Batmana", unosimy nad danym budynkiem albo jakąś inną strefą misji i sprawdzamy, gdzie znajdują się nasze cele, przewody elektryczne, wrogowie czy elementy otoczenia, które możemy wykorzystać do odwrócenia uwagi przeciwników albo cichego pozbycia się pilnujących terenu niemiluchów. Warto tylko pamiętać, by dronem latać wysoko, a najlepiej poza zasięgiem wzroku wrogów. Gdy raz nas bowiem zauważą, ciężko będzie wyplątać się z potencjalnej strzelaniny. Samochodzik ma w zasadzie to samo zastosowanie co dron, tyle że jest bardzo mały i może przemykać między różnymi elementami otoczenia i poza zasięgiem wzroku wrogów hakować np. zamki w drzwiach.

Po co to wszystko? Ano po to, by – niczym za czasów takich gier jak "Rainbow Six" – najpierw stworzyć sobie plan działania, potem wysłać w teren drona i samochód, a następnie z chirurgiczną precyzją załatwić sprawę bez oddania choćby jednego strzału z karabinu czy paralizatora. Idea to niezwykle szczytna, wziąwszy pod uwagę liczne strzelaniny w jedynce, ale też niezwykle trudna do zrealizowania. Na szczęście w tej walce nie jesteśmy skazani na samotność. Tryb kooperacyjny w "Watch Dogs 2" prezentuje się (przynajmniej na pokazie) bardzo gładko. Zgadujemy się po prostu z jakimś kolegą, po czym wpada on do naszej gry i już możemy razem kombinować, jak załatwić np. dwóch gości, którym trzeba zwinąć telefony komórkowe; największy problem polega jednak na tym, że wrogowie przesiadują w otoczeniu kilku uzbrojonych strażników. Gdy grałem z jednym z twórców, początkowo szło nam całkiem nieźle, ale wystarczył jeden błąd, by nasza precyzyjnie zaplanowana akcja zamieniła się w obejmującą całą przecznicę strzelaninę z bandziorami i policją. Co ciekawe, gdy mimo świstu kul nad głową postanowiliśmy próbować dalej grać "na cichacza", zadanie ułatwiła nam sama policja. Gliniarze wdali się bowiem w wymianę ognia z bandziorami, dzięki czemu mogliśmy szybko przemknąć do wrogów, którzy byli celem misji.


Drugą formą trybu wieloosobowego jest coś na kształt "policjantów i złodziei". Tym razem to – o dziwo – czyste PVP (player versus player). Po pierwsze tryb "bounty hunter" może się uruchomić wtedy, gdy zrobimy w naszej grze spore zamieszanie. Istnieje szansa, że nagle nasza samotnicza rozgrywka niejako zmutuje w tryb multiplayer. To taka Inwazja z pierwszej części, tyle że na odwrót. Sami bowiem prosimy się o baty. Opcję "bounty hunter" możemy odpalić też manualnie z poziomu naszego smartfona, czyli menu gry. Co to oznacza? Jeden z graczy staje się celem, a reszta w danej sesji gry współpracuje z policją i musi jak najszybciej złapać owego chwilowego przestępcę. Co ciekawe, sesja tworzona jest ad hoc, zupełnie bez ekranów ładowania. Podobnie jak w klasycznym trybie kooperacji, po prostu na moment "Watch Dogs 2" staje się areną, na której wspólne walki toczą cztery osoby. Zarówno uciekający, jak i łowcy mają do dyspozycji wszelkie narzędzia hakerskie. Dodatkowo, gdy ktoś ze ścigających zacznie strzelać, policjanci wyjątkowo przymkną oko na otwarcie ognia na środku ulicy. Rozegraliśmy w ten sposób kilka pościgów i w zasadzie każdy z nich był wyjątkowo dynamiczny. Mój pierwszy raz z tym trybem zaowocował dość sprawną egzekucją. Najpierw nadgoniłem auto wroga, potem po szybkim hacku sprawiłem, że wjechało w przechodniów i przydzwoniło w budynek. Gdy tylko biedak wysiadł z dymiącego jeszcze samochodu, od razu dostał kulkę między oczy. Co ciekawe, gdy gramy jako zwierzyna, dostajemy znacznie więcej punktów za zabijanie łowców, ale wiąże się to oczywiście z ogromnym ryzykiem. I ucieczka jest przy okazji znacznie trudniejsza – udało mi się zwiać zaledwie kilka przecznic, zanim połączone siły policji i innych graczy w sesji sprowadziły mnie do parteru.

Obecnie "Watch Dogs 2" prezentuje się wyjątkowo zachęcająco. Do zupełnie inna gra niż festyniarska i smętna pierwsza odsłona i daje w dodatku naprawdę ogromne możliwości w zakresie zabawy z otoczeniem. Na więcej konkretów musimy niestety poczekać do połowy listopada bieżącego roku.