Graliśmy w "Mortal Kombat 11"!

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+%22Mortal+Kombat+11%22-131527
Michał Walkiewicz pojechał do Londynu i pograł w "Mortal Kombat 11". Gdy wrócił, machał rękoma jak pijany mistrz i wykrzykiwał "get over here!". Czy nowa produkcja Netherrealm faktycznie zapowiada się tak dobrze? 



Miejmy to za sobą. Twórcy nowej odsłony "Mortal Kombat" zrobili rachunek sumienia i zaprosili na jedenasty turniej Barakę – ulubieńca fanów, przyjemniaczka z ostrzami na przegubach, który zęby czyści wiertarką. W myśl reklamowego sloganu "oddaję Tobie, co kryję w sobie", Baraka najpierw zrywa skórę z twarzy swojego przeciwnika, by następnie wyszarpnąć z krwawego budyniu fragment czaszki i zatopić kły w pulsującym mózgu. Podczas londyńskiej prezentacji gry był to moment, który wzbudził największą ekscytację dziennikarzy – coś pomiędzy meksykańską falą a owacją na stojąco. Trudno się zresztą dziwić, jeśli cała gra wygląda jak spełniona fanowska fantazja na temat smoczej serii; spektakl, którego sednem pozostaje eskalacja: jest jeszcze efektowniej, brutalniej i coraz bardziej kampowo. 

"Mortal Kombat 11" - prezentacja rozgrywki

"Spetakl" to swoją drogą ryzykowna strategia, zwłaszcza kiedy przychodzi do bijatyk. Łatwo poświęcić na ołtarzu widowiska choćby kluczowe mechaniki albo tempo rozgrywki. Jeśli więc zastanawiacie się, czy "Mortal Kombat 11" to festiwal skryptów, w którym akcentuje się głównie szalone jazdy kamery oraz kokietuje niedzielnych graczy, możecie spać spokojnie: wspomniane, kilkusekundowe ujęcia to nie tylko organiczne elementy systemu walki, ale też interludia, pozwalające na reorganizację i przyjęcie nowej taktyki. Najdłuższe z nich to nowe ataki zwane Fatal Blows – ultrabrutalne finishery zastępujące X-Ray Moves, z których możemy skorzystać raz w walce, gdy nasze zdrowie spadnie poniżej pewnego pułapu. Inne to m.in. Crushing Blows, opatrzone – jak sama nazwa wskazuje – równie groteskową animacją maltretowania ludzkiego ciała. Działają kontekstowo – czasem wymagają wyprowadzenia uderzenia tuż po niskim bloku, kiedy indziej puentują bezbłędne combo, to znów pojawiają się w zastępstwie reversala. Nowością jest również perfekcyjny blok, ogłuszający przeciwnika i pozwalający na błyskawiczny kontratak, a także dwa odrębne wskaźniki ataków specjalnych – zarówno ofensywnych, jak i defensywnych. I choć na papierze brzmi to jak "kłopoty bogactwa", w praniu sprawdza się doskonale: walka jest teraz szybsza i ma solidniejszą taktyczną podszewkę. A przy okazji – więcej wspólnego z "Injustice 2" niż z poprzednią odsłoną "Mortal Kombat"

"Mortal Kombat 11" - fatalities

Skoro jesteśmy przy drugim flagowym tytule Netherrealm Studios, warto wspomnieć również o pożyczonym stamtąd systemie modyfikacji fajterów. Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób będziemy zdobywać nowe wdzianka oraz jaki wpływ na rozgrywkę będzie miał wywalczony w pocie czoła sprzęt. Wiadomo natomiast, że do każdego starcia wystroimy się jak Bijons, a testowanie różnych wariantów postaci będzie sprawiało także estetyczną przyjemność. "Mortal Kombat 11" to przepiękna gra – poczynając od modeli bohaterów oraz jakości tekstur, przez fenomenalne, zaprojektowane z olbrzymią dbałością o detale tła, po stylistycznie spójną wizję uniwersum. Przy najbrutalniejszych atakach, niemal monochromatyczną paletę barw przełamują gejzery karmazynowej krwi. Podczas bójki w zatłoczonym barze, neonowe światło przesącza się przez drucianą siatkę i zamienia pojedynek w fascynujący taniec światła i cienia. W trakcie fatality niespokojna dotąd kamera nagle zastyga – w groteskowo-kiczowatym akcie rejestracji "ostatniego tchnienia" zmasakrowanej ofiary. Flawless Victory! 

 
 

Kontynuując wątki podjęte w "Mortal Kombat X", twórcy wprowadzają na scenę nowy czarny charakter – to makiaweliczna władczyni wszechświata i okolic, Kronika. Zmuszona do wyjścia z cienia po uwięzieniu Shinooka oraz nagłej zmianie frontu przez Raidena, bogini zafunduje naszym bohaterom niezły rollercoaster: wyśle ich w podróż przez czas i przestrzeń, a następnie – całkiem dosłownie – skonfrontuje z przeszłością. Do walki wraca nie tylko Baraka, ale również manipulująca krwią Skarlet (scena, w której drenuje przeciwnika z hemoglobiny, a następnie zamienia strumień w gigantyczną kosę, to czysta poezja), a także stara gwardia: Scorpion, Sub-Zero oraz Sonya Blade (tym razem o głosie legendy MMA, Rhondy Rousey). Żółtodziobem w ekipie jest na dziś wyłącznie Geras – facet, który nie skumał, że powiedzenie "z piasku bicza nie ukręcisz" jest metaforą i postanowił zadać mu kłam. Gdybym był Sherlockiem Holmesem, powiedziałbym, że zaczniemy grę z 25 zawodnikami, gdyż właśnie tyle miejsc znajduje się w rosterze. Ale ponieważ jestem człowiekiem żyjącym w erze loot boxów, płatnych dodatków i czipsów o smaku cappucino, od dedukcji wolę nadzieję. 

"Mortal Kombat 11" - wprowadzenie do historii

Gra zadebiutuje w kwietniu na PlayStation 4, Xbox One i PC oraz w maju na Nintendo Switch. Do tego czasu pozostaje nam hartowanie umysłu, trzymanie kciuków i nasłuchiwanie wiadomości z obozu Netherrealm.  
Udostępnij: