Recenzja filmu Krytyczka. Sztuka Pauline Kael (2018)
Rob Garver

Dla wszystkich, którzy w nie zawsze rozumianej instytucji krytyka filmowego widzą odkrywcę interpretacyjnych alternatyw (a nie tylko klakiera oklaskującego sądy większości), "Krytyczka. Sztuka ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeśli krytycy kultury tworzą stado niezależnych umysłów, Pauline Kael przypominała czającego się w oddali drapieżnika. Takiego ze szpilami zamiast siekaczy. Jedna z najbardziej wpływowych recenzentek filmowych swoich czasów narzekała, gdy większość chwaliła; chwaliła, gdy nikt się tego po niej nie spodziewał. Złamała niejedną karierę, ale też odkryła przed światem równie wiele reżyserskich i aktorskich talentów. Jej niepodrabialna umiejętność przekładania wrażeń na słowa tętniące ekspresją, jej pamięć do ruchomych obrazów, oryginalna wrażliwość i niepowściągliwość wyrazistych sądów sprawiały, że filmowcy ze strachu obgryzali przy niej paznokcie, dla młodszych krytykujących pisarzy stanowiła nieosiągalny wzór, a czytelnicy i kinomani dzięki niej odkrywali klapki na własnych oczach.

Dla wszystkich, którzy w nie zawsze rozumianej instytucji krytyka filmowego widzą odkrywcę interpretacyjnych alternatyw (a nie tylko klakiera oklaskującego sądy większości), "Krytyczka. Sztuka Pauline Kael" będzie fascynującą podróżą po ostatnich dekadach kina XX wieku. W dokumencie Roba Garvera biografia niespełnionej dramaturżki (!) stanowi ripostę rzuconą zmaskulinizowanemu środowisku redaktorów, krytyków i filmowców – co w 2019 roku dodaje tej historii walorów. Oto samotna matka nie dopuszcza do siebie myśli, że to mężczyźni będą objaśniać jej świat. W połowie lat 60. bodaj jako pierwsza zamienia serię artykułów o kinie w bestseller, następnie ocala przed zapomnieniem jeden z najważniejszych filmów stulecia ("Bonnie i Clyde"), czym z kolei wywalcza sobie rubrykę w "New Yorkerze". Z tamtych łamów (i ze stron 13 książek o kinie), przez ćwierć wieku kształtuje amerykańską kulturę filmową. Po drodze natyka się na cenzurę, problemy finansowe i chorobę Parkinsona.

Tę historię splatają setki zrecenzowanych tytułów. Sporo z nich pojawia się zresztą na ekranie w cudownie przewrotnej relacji: teraz to one, w postaci pourywanych scen, kumulują się w "memiczno-gifowy" komentarz do biografii rodem z dynamicznego wideoeseju. Czytane głosem Sarah Jessiki Parker wyimki z kluczowych artykułów Kael naświetlają kontekst, lecz to ekranowa obecność córki (stenotypistki i domowej redaktorki Kael) umożliwia zajrzenie pod powłokę publicznego wizerunku. Bogiem a prawdą, to jednak dzieje filmu są tu najważniejsze. Długa lista tytułów, ale i gadających głów przewijających się w dokumencie każe zapytać o alternatywne losy kina, gdyby Kael nie skrytykowała po raz pierwszy Chaplinowskich "Świateł rampy" i gdyby w ferowaniu odważnych wyroków nie poszła znacznie dalej. Czy odkryty przez nią Scorsese ze Spielbergiem, wspierany Altman i dowartościowywany De Palma poradziliby sobie bez niej? A gdyby, dla odmiany, Kael nie wychłostała słownie Davida Leana, czy mocno dotknięty jej krytyką autor "Lawrence'a z Arabii" i "Mostu na rzece Kwai" stworzyłby więcej oscarowych hitów? O ileż uboższa byłaby recepcja "Shoah", gdyby córka polskich Żydów nie wytknęła epopei Lanzmanna drażliwych etycznie punktów? Czy bez inspirującej lektury jej esejów Tarantino zachwyciłby się "Amatorskim gangiem" Godarda (bez którego "Pulp Fiction" wyglądałby zupełnie inaczej)? Tego typu pytania można mnożyć tak długo, jak szeroki był repertuar krytyczki. W tym widzę największą zaletę opowieści Garvera, że oddaje honor i wagę dyskusji o kulturze. Choć dokumentalista nie psioczy na upadek tradycyjnych mediów i dzisiejszą marginalizację tradycyjnej krytyki filmowej, to swoim filmem przypomina o kulturotwórczej funkcji iskrzących od emocji publicystycznych batalii. O powyższą tezę wcale w tym kontekście nietrudno – Kael uczestniczyła przecież w najsłynniejszym krytycznofilmowym starciu z Andrew Sarrisem o "teorię autora filmowego". Także nad Wisłą pobrzmiewają wciąż echa tamtego pojedynku.

Choć ma w podtytule "sztukę", "Krytyczka" nie idealizuje postaci wrednej i kłótliwej. Możliwości i koszty wolnomyślicielstwa Kael pozwalają wybrzmieć etycznej problematyczności jej publicznych wypowiedzi. Czy krytyk winien jest szacunek posiadającemu uczucia twórcy, czy raczej "mojszą" prawdę głodnemu intelektualnej uczty czytelnikowi? Ma kochać kino czy filmowca? Gdzie plasuje się krytyk na linii między propagandą a tzw. czystą prawdą, skoro filmowa publicystyka ma z definicji godzić argumenty z subiektywną emocją? Rob Garver nie rozstrzyga; raczej skłania do rozważań. Można sądzić, że te otwarte pytania spodobałyby się samej bohaterce. Wplecione w opowieść cytaty z talk show, z ostrych jak brzytwa listów do zniesmaczonych czytelników, z ciętych ripost kierowanych w stronę filmowców potrafią w jednym momencie rozbawić do łez, wzbudzić moralny sprzeciw, oślepić siłą argumentu i rozłożyć na łopatki. To nie szkodzi. Z Pauline Kael nie trzeba było pozostawać w przyjaźni. Znacznie ciekawiej było z nią dyskutować. Twórcza niezgoda? To już całkiem niezły przepis na życie!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Gabriel Krawczyk
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry