Recenzja filmu Co jest grane, Davis? (2013)
Ethan Coen
Joel Coen

Dla wiernych fanów braci Coen "Co jest grane, Davis?" będzie swoistym déjà vu. Przy co drugiej scenie będziecie się drapać po głowie i zastanawiać się, gdzie to już widzieliście. Czasem ...
Filmweb sp. z o.o.
Najnowsze dzieło braci Coen to koszmar dla krytyków. Bo trudno o nim mówić bez zdradzania ważnych szczegółów fabuły. Bo to właśnie one "ustawiają" cały film, nadając mu charakteru. Bez nich jest to po prostu kompilacja najlepszych pomysłów reżyserskiego duetu.

Tytułowy bohater filmu "Co jest grane, Davis?" jest młodym piosenkarzem próbującym przebić się na nowojorskiej scenie muzyki folkowej. Choć akurat to, czy rzeczywiście próbuje, jest kwestią dyskusyjną, co zresztą wytknie mu podczas kłótni jego znajoma Jean. Dni wypełniają mu poszukiwania kolejnej kanapy, na której mógłby przekimać. Ze śpiewem wychodzi mu już gorzej, a wszystko przez niedawną tragedię, jedyną nie do końca wyjaśnioną rzecz w całym filmie. Jego los odmieni się za sprawą bardzo niezależnego kota. W jaki sposób, tego niestety zdradzić nie mogę.

photo.title

Dla wiernych fanów braci Coen "Co jest grane, Davis?" będzie swoistym déjà vu. Przy co drugiej scenie będziecie się drapać po głowie i zastanawiać się, gdzie to już widzieliście. Czasem znalezienie odpowiedzi nie będzie takie trudne (imię kota, którego Llewyn nie potrafi zapamiętać, to proste nawiązanie do "Bracie, gdzie jesteś?"). Ale są też i takie sceny, które zmuszą Was do powtórnego sięgnięcia po starsze dzieła autorów, jeśli chcecie je rozpoznać. Ta powtórka z rozrywki zostaje w pełni usprawiedliwiona przez główny zabieg stylistyczny Coenów. I znów musicie obejrzeć, bo ja Wam nie zdradzę, o co chodzi.

Jeśli nawet wtórność "Co jest grane, Davis?" mogłaby kogoś zniechęcić, to bracia Coen naszpikowali film całą masą atrakcji. Dzięki nim obraz nabiera wartości czysto rozrywkowej, co większości widzów powinno w zupełności wystarczyć. Jak zwykle w przypadku Coenów polecam zwrócić uwagę na dialogi pełne ciętych ripost i ostrego humoru. Rozmowa Llewyna z Jean na ławce w parku czy dygresje opowiadane przez bohatera, którego gra John Goodman, mają szansę trafić do zbioru najlepszych tekstów Coenów.


Film sprawdza się również aktorsko. Nawet po zmianie koloru włosów Carey Mulligan wciąż czaruje. Choć tym razem miała pomoc w osobie operatora Bruno Delbonnela. To dzięki niemu tak wspaniale wypadła w scenie występu w klubie. Wspomniany wcześniej Goodman bez większych problemów zdominował ekran w krótkim epizodzie. Trudno też nie wspomnieć o Oscarze Isaacu, który popisał się nie tylko talentem aktorskim ale też całkiem dobrze sprawdzającym się w folkowym repertuarze głosem. Jednak prawdziwą gwiazdą "Co jest grane, Davis?" jest czworonożny rudzielec. Od czasu "Artysty" i Uggiego, żaden chyba zwierzak nie miał równie sporych szans na zdobycie uwielbienia widzów. I znów duża w tym zasługa operatora, który przepięknie go pokazał (pierwsze zbliżenie na pyszczek kota mogłoby się z powodzeniem stać przebojem wśród komórkowych tapet).

O braciach Coen nie powiem nic więcej, ponieważ musiałbym rozplątać całą fabułę "Co jest grane, Davis?". A to lepiej jest zrobić samemu podczas kinowego seansu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 39% uznało tę recenzję za pomocną (193 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)