Recenzja gry Samurai Shodown (2019)

Powolni i wściekli

Kusi, żeby mijającą już drugą dekadę XXI stulecia scharakteryzować nie inaczej jak szybkim przepływem informacji, szybkim jedzeniem i szybkim seksem z aplikacji. Oraz szybkimi bijatykami na ...
Filmweb sp. z o.o.
Kusi, żeby mijającą już drugą dekadę XXI stulecia scharakteryzować nie inaczej jak szybkim przepływem informacji, szybkim jedzeniem i szybkim seksem z aplikacji. Oraz szybkimi bijatykami na konsolkę, gdzie combo goni combo, rozbłyski z ekranu biją po oczach jak samochodowe reflektory, a kto nie skacze, zamiast chodzić, ten frajer, konfident i jeszcze pewnie abstynent. Dlatego też przy pierwszym kontakcie z "Samurai Shodown" można się poczuć, jakby ktoś dał człowiekowi po łbie obuchem i cały świat zwolnił. Tu na wymierzony uważnie cios piąchą odpowiada się starannym kopniakiem i proste pchnięcie mieczem może zadecydować o wygranej.

photo.title

Nie jest to jednak pamiętne "Bushido Blade", żaden to realistyczny symulator samurajskiego pojedynku, przeciwnie, to nadal spektakularna naparzanka, która jednak rządzi się nieco innymi prawami niż królujące obecnie serie z tytułami rozpoczynającymi się na M, S i T (kolejność przypadkowa). Choć SNK – to akurat nazwa firmy – produkuje gry z cyklu "Samurai Shodown" (tu sobie daruję skrótowiec) od prawie trzydziestu lat, znane są one chyba tylko wyjątkowym amatorom gatunku. Dlatego nowy tytuł, pomyślany jako miękki reboot osadzony gdzieś pomiędzy odcinkiem pierwszym i piątym, to idealna okazja do wgryzienia się w ten niebanalny świat.

photo.title

Z zastrzeżeniem, że jeśli lubicie fajne fabuły, rozbudowane postacie i samotną rozgrywkę, to nie macie tutaj czego szukać. "Samurai Shodown" to arcade pełną gębą i bez znajomych na kanapie obok to lipa, nie zabawa. Oczywiście można też porąbać przez sieć, lecz tam, zanim podrasujemy swoje umiejętności, zwykle czeka na nas srogie lanie, bo może i rozgrywka wydaje się stosunkowo prosta, ot, mamy przecież tylko cztery przyciski na krzyż, to do mistrzowskiego pasa daleka droga.

Ale oznacza to tym samym stosunkowo niski próg wejścia, gdyż nie trzeba od razu uczyć się skomplikowanych kombinacji (choć te również są tutaj obecne, aczkolwiek nie odgrywają kluczowej roli), tylko nauczyć się cierpliwości i wytrwałości. Nie przesadzałem, pisząc, że jeden cios może przeważyć szalę zwycięstwa, bo faktycznie słabszymi atakami jedynie połaskoczemy przeciwnika, lecz, jako że są szybkie, możemy wbić się pomiędzy jego dwa mocniejsze, ale i powolne uderzenia, i już nie odpuścić. Opracowanie odpowiedniej strategii, utrzymywanie dystansu i dążenie do zwycięstwa kopniak po kopniaku, cięcie za cięciem, jest tu nieodzowne.

photo.title

Naszym asem może być także atak specjalny, który wyprowadzamy po napełnieniu paska gniewu – im bardziej obrywamy, tym szybciej się wkurzamy – lecz należy pamiętać, że doświadczony gracz umiejętnie nam go przerwie i wtedy się odsłonimy. Dlatego może lepiej odpuścić sobie potężne uderzenie i pozostać w trybie złości, zadając przez jakiś czas mocniejsze ciosy? Podobne dylematy rozgrywają się podczas każdej rundy. O ile sprzyja to swoistemu nasiąkaniu klimatem gry, nie zachęca do odpalenia konsoli na kwadrans, dla spuszczenia pary. Albo grasz na serio, albo odpal coś innego.

I tutaj "Samurai Shodown" traci punkty, bo nie zawsze łatwo wysiedzieć przez ekranem. Fabuła jest pretekstowa – wojownicy bronią osiemnastowiecznej Japonii przed złem – i wszystkie tryby dla jednego gracza są zwyczajnie nudne, czy to survivalowe bijatyki z każdą postacią po kolei, czy pojedynki z "duchami" nieudolnie naśladującymi nasz sposób gry. Areny są tak nieinteresujące, że nie potrafię sobie przypomnieć ani jednej, a postacie, choć różnią się niuansami (na późniejszych etapach gry okazują się one bardzo znaczące), mają bardzo podobne podstawowe ruchy.

photo.title

Za to zachęca iście japoński klimat, o który zadbano, od języka (na szczęście są napisy) do muzyki zagranej na tradycyjnych instrumentach. Na szczęście "Samurai Shodown" nie zawodzi, jeśli idzie o samą bitkę. O ile przywykniecie do tempa, które może wydawać się niemiłosiernie ślamazarne.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię