Recenzja filmu Nie ma zmiłuj (2000)
Waldemar Krzystek

Sodoma w składzie win

Na początku filmu jego bohater dostaje wypowiedzenie z pracy. Był nauczycielem, który - jak sam twierdzi - uczył młodzież "samodzielnego myślenia", co nie podobało się rodzicom i nauczycielom. ...
Filmweb sp. z o.o.
Na początku filmu jego bohater dostaje wypowiedzenie z pracy. Był nauczycielem, który - jak sam twierdzi - uczył młodzież "samodzielnego myślenia", co nie podobało się rodzicom i nauczycielom. Ponieważ twórcy nie pokazują nam, na czym polegała owa nauka "samodzielnego myślenia", musimy uwierzyć Piotrowi na słowo

Jakieś trzy minuty póĄniej wiara nasza leży już w gruzach. Rzekomy nonkonformista zamienia rower na służbowy samochód i bez szemrania poddaje się rygorom Vin-Netu. Jest teraz "salesmanem" rozprowadzającym francuskie wina. Tutaj rodzi się kolejna wątpliwość. Wina droższe niż swojskie "Malinowe cyce" czy poczciwa "Sophia" wciąż nie cieszą się w Polsce wielką popularnością. Nie chce mi się wierzyć, że zwykły akwizytor może zbić na nich majątek. Ale już na pewno słabo się sprawdzają jako znak naszych czasów. Co innego, gdyby chodziło o piwo albo wódkę. Chyba że twórcy pragnęli uzyskać kontrast między szlachetnością trunku a nieszlachetnym zachowaniem jego sprzedawców..

Bo źle się dzieje w handlowym światku. Nie dość, że konkurencja stosuje bandyckie metody, to jeszcze przełożeni - różni superwizorzy - okazują się sk...synami. Obłapiają dziewczyny, a swoim podwładnym karzą harować od świtu do nocy - w słońcu i deszczu, zdrowiu i chorobie - doprowadzając zresztą jednego z nich do śmierci. Prawdziwe oblicze kapłanów Złotego Cielca - zimnych, cynicznych manipulatorów - poznajemy podczas firmowego przyjęcia, kiedy to szefowie najpierw mamią pracowników kasetą rzekomo z błogosławieństwem papieskim, a potem zapraszają ich na orgie. Ruja i poróbstwo. Sodoma i Gomora

Tanie te chwyty, panowie twórcy. Tanie jak jabol. "Nie ma zmiłuj" to jeden z tych filmów, o których wszystko wiadomo, zanim się jeszcze na dobre zaczną. Dlaczego? Dlatego, że w ciągu jedenastu lat życia w wolnej Polsce zdążyliśmy się już dowiedzieć, że kapitalizm wcale nie jest taki cacy. Ba! Oswoiliśmy się z tą myślą i żaden nauczyciel od "samodzielnego myślenia" nie musi nas teraz straszyć wizją bezlitosnego wyzysku i szaleńczego wyścigu szczurów. A morały typu: nie wszystko jest na sprzedaż, miłości nie da się kupić, znaleĄć można w każdym piśmie kobiecym

W "Nie ma zmiłuj" schematy kina moralnego niepokoju, przykrojone na miarę telenowelowych przyzwyczajeń widza, dają w efekcie bajeczkę o niegrzecznych dzieciach, które niczym Jaś i Małgosia ukarane zostają przez złą Babę Jagę, bo połakomiły się na słodycze. Żeby chociaż Krzystek poszukał formy odpowiedniej do niespokojnego rytmu naszej rzeczywistości - ściągnął, na przykład, coś z Dogmy albo pobawił się poetyką wideoklipu. Nie sądzę, co prawda, aby takie eksperymenty dowartościowały cienką fabułę, ale może chociaż byłoby na czym zawiesić oko. Nic z tego. Reżyser zadowala się telewizyjną przeciętnością, osiągając tym samym wyjątkową jedność formy i treści

Żal mi młodych i zdolnych aktorów. Zamiast mówić swoim głosem o sobie i rówieśnikach, muszą odgrywać wymyślone przy biurku fałsze. Zwłaszcza Rafał Maćkowiak zasłużył na to, by wreszcie zagrać w dobrym filmie

Demaskatorskie w zamyśle "Nie ma zmiłuj" tak naprawdę demaskuje tylko polskie kino. Ale o tym, że jest ono zbudowane z tektury, wiadomo nie od dziś, więc nawet na tym polu dzieło Krzystka niczego nowego nie odkrywa. A jednak to smutne, iż reżyser kilku niezłych filmów też okazuje się wierzyć temu panu, który codziennie śpiewa w telewizji, że życie jest (tele)nowelą. Sekta jakaś czy co?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię