Recenzja filmu Zambezia (2012)
Wayne Thornley
Dariusz Błażejewski

Strażnicy ptasiego królestwa

Pośród afrykańskich plenerów rozgrywa się doskonale znana publiczności historia inicjacyjna wymieszana z komedią charakterów, melodramatem, a wreszcie filmem przyrodniczym. Wszystkie składniki ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zambezia (2012)
Choć "Zambezia" przyfrunęła na polskie ekrany z dalekiego RPA, nietrudno pomylić ją z hollywoodzkimi animacjami. Pośród afrykańskich plenerów rozgrywa się doskonale znana publiczności opowieść inicjacyjna wymieszana z komedią charakterów, melodramatem, a wreszcie filmem przyrodniczym. Wszystkie składniki połączono ze sobą w odpowiednich proporcjach. Debiutujący w pełnym metrażu scenarzyści i reżyser zdali egzamin na autorów kina familijnego.

Główny bohater Kai to młodziutki sokół wychowywany samotnie przez ojca na spalonym słońcem odludziu. Gdy w okolicy pojawiają się przybysze z zewnątrz, przeczuwamy, że życie żądnego przygód młokosa zmieni się wkrótce bezpowrotnie. Niepomny przestróg opiekuna Kai wyrusza w podróż do Zambezii – mitycznej krainy, w której w zdrowiu i dostatku żyją ptaki z całego kontynentu. Tutaj sokół dowie się więcej na temat przeszłości swoich rodziców,  a także zaciągnie się do elitarnego szwadronu Dziobasów strzegących bezpieczeństwa skrzydlatych obywateli.

Pomysł na ornitologiczny "Top Gun" nie jest nowy. Wystarczy wspomnieć chociażby "Legendy Sowiego Królestwa" z 2010 roku. Twórcy "Zambezii" nie ścigają się jednak z dziełem Zacka Snydera: tonują przemoc, nie pompują balonu patosu i wyciskają z historii jak najwięcej humoru (w czym znacząco pomaga im udany polski dubbing). Niewielki jak na amerykańskie standardy budżet produkcji nie przeszkodził filmowcom w stworzeniu przyjemnej dla oka animacji. Na ekranie dominują pastelowe kolory, ptaszki są ładnie narysowane, a scenom podniebnych akrobacji nie brakuje polotu i energii.

"Zambezia", prócz oczywistych walorów rozrywkowych, niesie ze sobą także niegłupie przesłanie. Na przykładzie relacji między mieszkańcami tytułowej ziemi a wyklętym stadem marabutów autorzy pokazują, że "inny" niekoniecznie znaczy "gorszy" albo "niebezpieczny". Uprzedzenia rodzą podziały, a te nakręcają tylko spiralę wzajemnej wrogości. Czasami warto spojrzeć poza czubek własnego nosa (dzioba), aby zrozumieć, iż wszyscy chcemy tego samego – szczęścia. Niestety, zazwyczaj do uświadomienia sobie tej prostej prawdy potrzeba dopiero zagrożenia ze strony psychopatycznej jaszczurki. Oby nie było za późno.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (40 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię