Nie do zignorowania jest tu wyjątkowy styl wizualny. Niby impresjonistyczne, lekko rozmyte tła otaczają wyraźnie kreskówkowe postacie, a wszystko to w pięknych, akwarelowych barwach.
Kto nie kocha kotów? Zarozumiałe futrzaki dominują w internecie za sprawą niezliczonych filmów ze sobą w roli głównej, przeprowadziły inwazję na gry komputerowe w postaci "Stray" i "Little Kitty, Big City", a także podbijają kina za sprawą oscarowego sukcesu "Flow" i zbliżającego się pixarowskiego "Gatto". Teraz przyszła pora na nowego ekranowego zwierza. Anzu może i ma parę(dziesiąt) kilo więcej, przesiąkł człowieczeństwem i najchętniej by się lenił i grał na automatach, ale puszyste futerko przecież wciąż zobowiązuje do uroku i podbijania ludzkich serc.
Miyu Productions
Shin Ei Animation
Trzydziestosiedmioletni kot-duch nie zawsze był zgorzkniały i zantropomorfizowany. Przyszedł na świat jako zwyczajne rude kociątko, które – porzucone nad kanałem – odnalazł mnich z buddyjskiej świątyni Sousei-ji. Lata jednak mijały, a zwierzaka czas zdawał się nie imać, aż w końcu po trzydziestce nabrał ludzkich cech. Teraz pracuje w pobliskim miasteczku Iketeru jako chiropraktyk, pomaga mieszkańcom w drobnych sprawach i nagminnie łamie na swoim skuterze limity prędkości. Anzu jest głównym bohaterem mangi autorstwa Takashiego Imashiro, ukazującej się na przełomie 2006 i 2007 roku w miesięczniku "Comic BomBom". Literacki oryginał składał się z krótkich, niezależnych od siebie historyjek opowiadających o małomiasteczkowym życiu wspieranym przez pomocną łapę – prawdziwe "U Pana Boga za kuwetą".
Miyu Productions
Shin Ei Animation
Filmowa adaptacja stanowi całkowicie nową historię. Sielankowa codzienność prowincjonalnego mikrokosmosu zostaje zaburzona przybyciem jedenastoletniej Karin i jej ojca Tetsuyi – syna marnotrawnego mnicha Oshō, opiekuna świątyni. Ścigany przez lichwiarzy rodzic szybko jednak znika, zostawiając dziewczynkę na czas wakacji u dziadka i obiecując, że zjawi się przed czwartą rocznicą śmierci matki. Karin jest inteligentna, pewna siebie i urocza (od pierwszego wejrzenia zawraca w głowie lokalnym chłopakom), a dorastając pod opieką niegodnego zaufania nałogowego hazardzisty, szybko nauczyła się zaradności, manipulowania innymi i łatwego zdobywania pieniędzy poprzez odpowiedni dobór słów.
Z drugiej strony Karin to jednak niepotrafiące przepracować żałoby dziecko, które zbyt wcześnie zostało zmuszone do konfrontacji ze światem dorosłych. Jej lato spędzone u boku Anzu stanowi odbicie relacji z ojcem i magiczną (dosłownie) okazję do wzajemnego zrozumienia oraz przepracowania traum. Taki zarys fabularny w naturalny sposób prowadzi do skojarzeń z twórczością studia Ghibli, zwłaszcza ze "Spirited Away: W krainie bogów" czy "Moim sąsiadem Totoro". I faktycznie, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu, fani twórczości Hayao Miyazakiego poczują się jak w domu, szczególnie gdy do ekipy dołączą duchy lasu: wielka żaba, humanoidalny grzyb i szop (nie do końca w natarciu).
Miyu Productions
Shin Ei Animation
Nie jest to jednak wyłącznie powrót do marzeń fanów Miyazakiego; drugi akt przynosi pościgi samochodowe czy bitwę z demonami dowodzonymi przez samego Enmę – króla piekieł – i inne elementy bliższe komercyjnemu anime. Jednocześnie Anzu – kot duch pozostaje w tym eklektyzmie zaskakująco spójny i nonszalancki. To film dla dzieci, na którym rodzice będą się bawić być może jeszcze lepiej niż ich pociechy, niezależnie od tego, czy uwielbiają slice of life spod znaku Hirokazu Koreedy, czy wolą "Chainsaw Man – The Movie: Reze Arc". Wielka w tym zasługa scenarzysty Shinjiego Imaoki, jednego z najbardziej cenionych współczesnych twórców pinku eiga, który przekładając swój talent i doświadczenie na całkowicie inny gatunek, ominął klisze i przekonania typowe dla autorów produkcji familijnych.
Nie do zignorowania jest tu wyjątkowy styl wizualny. Niby impresjonistyczne, lekko rozmyte tła otaczają wyraźnie kreskówkowe postacie, a wszystko to w pięknych, akwarelowych barwach. Film niemal w całości powstawał w technice rotoskopowej: najpierw Nobuhiro Yamashita wspólnie z aktorami nakręcił go w prawdziwych lokacjach (co jest rzadkie, zazwyczaj tego typu produkcje powstają w studiu), a następnie Yoko Kuno przemieniła całość w animację. Dzięki takiemu podejściu uzyskano bezpretensjonalną naturalność i płynność "zwykłego" filmu obyczajowego bez utraty magii anime oraz możliwości wkomponowania elementów nadprzyrodzonych i widowiskowych.
Miyu Productions
Shin Ei Animation
Wspomniana wcześniej różnorodność gatunkowa znajduje odzwierciedlenie w warstwie plastycznej. Iketeru i jego znani z mangi mieszkańcy zachowują prostotę i umowność kreski, podczas gdy Karin, jej rodzice, a także inne postacie stworzone na potrzeby filmu – podobnie jak samo Tokio – narysowani zostali dużo bardziej szczegółowo, jakby z innego porządku. Z kolei demony, ze swoim absolutnym brakiem detalu i mocno nasyconym kolorem, zdają się uciekinierami z antycznych gier flashowych, jak pierwsze Miecze i sandały, lub z amatorskich komiksów. To graficzne podkreślenie konfrontacji światów nie kłuje jednak w oczy i ani na chwilę nie wytrąca z baśni.
Drugim elementem sukcesu filmu jest sama postać Anzu. Rzucający "kocimi" grami słownymi futrzak świadomie wykorzystuje własną (super)pozycję między dwoma światami. Objawia się to chociażby w jego wymówkach przed objęciem opieki nad Karin, gdy mówi: "Wiodę żywot podobny do ludzkiego, ale bliżej mi do ptaków i bestii". Lecz obietnica dobrej dniówki magicznie zmienia sytuację. Chociaż na pozór najbliżej mu do Big Lebowskiego, który pragnie jedynie świętego spokoju i prostych przyjemności, to jego empatia, a nawet instynkt rodzicielski co jakiś czas wylewają się spod maski obojętności. Bohater ten jest głównym źródłem humoru, a przy tym bijącym sercem obrazu. Pozwala widzowi i Karin dostrzec ludzkie wady bez ich oceniania. Trudno się nie uśmiechnąć, gdy kot wyładowuje agresję, wymachując włócznią, czy monologuje o pryncypiach uczciwości, jednocześnie co i rusz oszukując swoich adwersarzy. Ta ludzka hipokryzja antropomorfizuje go być może mocniej niż samo mówienie.
Miyu Productions
Shin Ei Animation
Adaptacja nieznanej w Polsce mangi może nie brzmieć jak najlepszy sposób na spędzenie czasu w kinie. "Anzu – kot duch" nie jest pod żadnym względem rewolucyjny czy odkrywczy, jednak już teraz jestem pewien, że ta wchodząca na ekrany w połowie stycznia produkcja za dwanaście miesięcy znajdzie się na listach najlepszych animacji roku. Film duetu Kuno-Yamashita promieniuje ciepłem, uwodzi wizualnie, a przy tym posiada na tyle wszechstronny humor i akcję, że coś dla siebie znajdą widzowie niezależnie od pokolenia. Nie ma tu ani infantylności niektórych elementów "Ne Zha 2", ani nadęcia i patosu często trapiącego anime. Zamiast tego – dwie znajdy i ich wspólne, zwyczajnie-niezwyczajne wakacje.