Recenzja filmu Wielki zły lis i inne opowieści (2017)
Benjamin Renner
Patrick Imbert

Zwierzęta dzieciom

Redakcja Filmwebu nie rekomenduje wychowywania dzieci za pomocą telewizora, ale czas spędzony ze stworzonymi przez Benjamina Rennera antropomorficznymi bohaterami na pewno nie będzie zmarnowany. ...
Filmweb sp. z o.o.
Tytułowy lis (który nie jest zbyt wielki ani przesadnie zły) zaprasza najmłodszych na wyjątkowy spektakl. Wraz ze swoimi przyjaciółmi – zwierzętami zamieszkującymi pobliską farmę – prezentuje trzy luźno powiązane ze sobą historie. Pozbawione moralizatorskiego nadęcia opowiastki celebrują dziecięcą wyobraźnię, przedstawiając ją jako skarb wart tego, by jak najdłużej go pielęgnować. I choć nie jest to animacja skrywająca pod bajkową powłoką podteksty prowokujące dorosłych do porozumiewawczych uśmieszków, z pewnością docenią oni jej nostalgiczny charakter: uproszczoną kreskę i pastelowe barwy przywodzące na myśl klasyczne ilustracje do literackich pierwowzorów "Paddingtona" czy "Kubusia Puchatka" oraz szalone gonitwy i spektakularne upadki rodem ze "Zwariowanych melodii" (w końcu każdy z nas był kiedyś dzieckiem zafascynowanym przygodami kreskówkowych protagonistów). 

photo.title

Benjamin Renner, zauważony przez Akademię za sprawą "Ernesta i Celestyny", w swojej drugiej pełnometrażowej animacji sięga po tę samą sprawdzoną formułę. Podobnie jak prostoduszny niedźwiedź i przemądrzała mysz kolejni bohaterowie wyłamują się z narzuconych im przez społeczeństwo ról: leniwy bocian symuluje kontuzję skrzydła, byle przerzucić na kogoś innego obowiązek dostarczenia niemowlęcia do oczekujących go rodziców, kaczka nie potrafi pływać, przedsiębiorcza kwoka namawia koleżanki do udziału w kursie samoobrony przed wykradającymi jajka lisami, a marzący o mięsnym obiedzie właściciel rudej kity pozwala nowo wyklutym kurczętom (dosłownie) wejść sobie na głowę i, ryzykując skórę, chroni je przed bezwzględnym, głodnym wilkiem... Fasadowość ich kreacji podkreśla formuła przedstawienia teatralnego, w przerwach między aktami mamy bowiem okazję podejrzeć prawdziwe oblicze aktorów. 

Warte szczególnej uwagi w "Wielkim złym lisie…" wydaje się niezwykłe, bo niezależne od gatunku, porozumienie między zwierzętami a dziećmi. Mała Paulinka z miejsca podbija serca tria, w którego ręce (czy raczej łapki, skrzydła i raciczki) oddaje ją bocian. Łzy w oczach przestraszonych kurcząt sprawiają, że lisowi mięknie serce i porzuca on marzenia o skonsumowaniu pisklaków. Nawet groźny buldog stojący na czele schroniskowej watahy zaczyna ważyć słowa, kiedy w pobliżu pojawia się jego córeczka. Redakcja Filmwebu nie rekomenduje wychowywania dzieci za pomocą telewizora, ale czas spędzony ze stworzonymi przez Benjamina Rennera antropomorficznymi bohaterami na pewno nie będzie zmarnowany. Jeśli więc szukacie bajki, która zajmie Waszą pociechę przez ponad godzinę, oto propozycja idealna. 

photo.title

W tej beczce miodu jest jednak i łyżka dziegciu. Przede wszystkim trudno zrozumieć dystrybutora, który w czasach coraz powszechniejszego dubbingu zdecydował się na pokazy kinowe z lektorem. Wprawia to w tym większą konsternację, gdyż osoby mające dostęp do telewizji kablowej na jednym z kanałów dla najmłodszych mogą obejrzeć film z dubbingiem. Wątpliwości może budzić też sama forma filmu. Mimo że przedstawione historyjki łączą bohaterowie oraz miejsce akcji, brak fabularnego związku między nimi sprawia, że widz odnosi wrażenie, iż ma do czynienia nie tyle z samowystarczalnym dziełem, co raczej próbką serialu. Niewykluczone zresztą, że to właśnie jest celem francuskiego reżysera i animatora. Na eksplorację sielskiej prowincji i otaczającego ją lasu można poświęcić godziny, zaś sympatycznym zwierzęcym postaciom nie sposób odmówić charyzmy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły