Recenzja filmu

Człowiek-Szczur (1988)
Giuliano Carnimeo
Janet Agren
Nelson de la Rosa

Klasyk europejskiego kina śmieciowego

Na pewnej karaibskiej wyspie pewien naukowiec z bliżej nieznanych powodów krzyżuje małpę ze szczurem, w efekcie uzyskując człowieka – a dokładnej słabo ucharakteryzowanego karła z wydzielającymi
Kilka zdań streszczenia powinno nam już wystarczyć do stwierdzenia, że mamy do czynienia z przedstawicielem tzw. "European Trash Cinema", czyli niskobudżetowych zachodnioeuropejskich produkcji klasy B kręconych masowo w latach 70. i 80. W Polsce zjawisko to reprezentował Marek Piestrak (ur. 1938) takimi filmami jak "Wilczyca" (1983), "Powrót wilczycy" (1990), a przede wszystkim wzorowaną na produkcjach zachodnich "Klątwą Doliny Węży" (1987). Szczególnie wiele filmów tego typu nakręcono we Włoszech w drugiej połowie lat 80.

"Człowiek-Szczur" jest jednym z najbardziej emblematycznych i posiada wszystkie charakterystyczne cechy gatunku: fabuła jest pozbawiona sensu i pełna absurdów; pisany na kolanie scenariusz nie trzyma się kupy; poszczególne sceny często montowane są w sposób zupełnie przypadkowy; wiele epizodów to zwykłe zapychacze, nijak niezwiązane z całością fabuły, których równie dobrze można by się pozbyć bez straty dla niej; budżet musiał być niemal zerowy, w związku z czym charakteryzacja jest nieudolna, a film roi się od wpadek scenograficznych.

By nie być gołosłownym, wspomnijmy że wątki zagrożonej przez małposzczura modelki i szukającej jej siostry w zasadzie nie krzyżują się do końca filmu, że postać brukowego pisarza nie odgrywa w fabule żadnej roli i jest w niej zupełnie zbędna, że kiczowate zakończenie poziomem absurdu sięga niemal tego z "Klątwy...", że scenę z sesją zdjęciową tworzą zupełnie przypadkowo zmontowane ujęcia. Dodajmy do tego drewniane dialogi i aktorstwo oraz całą masę scen takich jak ta, gdzie pisarz – bez żadnego związku z fabułą – kupuje w kiosku książkę, by chwilę później wyrzucić ją do kosza.

"Człowiek-Szczur" raczej nie straszy, ze względu na nieudolną (by nie rzec symboliczną) charakteryzację tytułowego potwora, który nijak nie przypomina małpy, a jego sposób poruszania się wyraźnie kłóci się z przypisywaną mu w filmie siłą i zręcznością. Liczba jego ofiar jest niemała, sceny zabójstw zaś dość krwawe, pozbawione jednak zarówno suspensu jak i dosłowności. Z drugiej strony, sceną śmierci modelki ściganej w ciemnej uliczce i później w opuszczonej ruderze przez bandytę z nożem reżyser Giuliano Carnimeo (1932-2016) przypomina nam, że był też autorem legendarnego "The Case of Bloody Iris" (1972) – produkcji wysoko ocenianej i uważanej wręcz za sztandarową dla nurtu "giallo".

Dziwi, że autorzy filmu zupełnie nie wykorzystali potencjału idealnego do odegrania roli tytułowego Człowieka-Szczura, bo liczącego sobie zaledwie 72 cm. wzrostu, nikaraguańskiego aktora Nelsona de la Rosy (1968-2006). Zaangażowanie go uwolniło producentów od niedogodności tworzenia scenografii na skalę dorosłego mężczyzny grającego karła, z czym zmagać musieli się na przykład twórcy cyklu o laleczce Chucky i Juliusz Machulski (ur. 1955) w "Kingsajz" (1987). Pomimo tego Człowiek-Szczur pojawia się w filmie zdecydowanie rzadziej i na krócej, niż byśmy tego chcieli i się tego spodziewali.

Koneserzy gatunku rozpoznają za to na ekranie innych dobrze znanych sobie kultowych aktorów kina klasy B; w rolę brukowego pisarza wcielił się legendarny David Warbeck (1941-1987), znany między innymi z "The Last Hunter"(1980), "The Beyond"(1981) czy "Hunters of Golden Cobra" (1982); siostrę zaginionej modelki, której towarzyszy, gra Janet Agren (ur. 1949) zapamiętana z "City of the Living Dead" (1980) i kanibalistycznego "Eaten Alive!" (1980); postać samej fatalnej modelki odtwarza natomiast Eva Grimaldi (ur. 1961) która już rok później wystąpiła w "La maschera del demonio" (1989) w reżyserii Lamberto Bavy (ur. 1944), dla którego literackim pierwowzorem było opowiadanie Mikołaja Gogola (1809-1852) "Wij"(1835).

Przewodni motyw szalonego naukowca gdzieś w niedostępnej dżungli klonującego potwory też ma swoją literacką i filmową historię. Bodaj po raz pierwszy w literalnej wersji wykorzystał go Herbert George Wells (1866-1946) w opowiadaniu "Wyspa Doktora Moreau" (1896), choć pierwowzoru można by w zasadzie doszukać się już w "Odysei", gdy zamieszkująca wyspę Ajai czarodziejka Kirke przemienia towarzyszy Odyseusza w świnie. W dekadach nam bliższych z pomysłu tego skorzystali Franklin J. Schaffner (1920-1989) w głośnym i swego czasu szokującym filmie "Chłopcy z Brazylii" (1978), a w ostatnich latach także Michael Crichton (1942-2008) w sfilmowanej później powieści "Park Jurajski" (1990).

"Człowiek-Szczur" jest więc typowym dziełem zachodnioeuropejskiej popkultury; z jednej strony twórcom przyświecały cele typowo komercyjne i dla przyciągnięcia widza sięgnęli po podświadomie fascynujące nas motywy przemocy (krwawe morderstwa) oraz tajemnicy i sensacji (tajne eksperymenty szalonego naukowca, niesamowity potwór-mutant); z drugiej strony, opierają się na skomercjalizowanych co prawda i przez to zbanalizowanych oraz zwulgaryzowanych, ale jednak na odwołaniach do europejskiej tradycji literackiej i kulturowej, co do lat 90. korzystnie odróżniało popkulturę europejską od wypranej z podobnych odniesień popkultury amerykańskiej.

Dzieło Giuliano Carnimeo ma dziś status kultowego. Jest rarytasem, który docenić umieją koneserzy gatunku. To film tak zły, że aż dobry. Nie każda jednak kiepska produkcja sięga tego poziomu uznania. By stać się kultowym, film nie może być po prostu zrobiony nieudolnie i – szczególnie po latach – wywoływać u widza reakcje niezamierzone przez reżysera. By zyskać status kultowej, produkcja filmowa musi być bogata w treści, sprawiające że grupa jej fanów z jednego lub więcej niż jednego pokolenia będzie wracać do niej we wspomnieniach, rozmowach i powtórnych seansach. W "Człowieku-Szczurze" takie nawiązania są obecne, dlatego stał się on dziełem kultowym nie dla jednego ale dla kilku już pokoleń amatorów horroru – film przetrwał więc próbę czasu.
1 10
Moja ocena:
5
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?