Recenzja filmu

Dziki (2026)
Maciej Kawulski
Tomasz Włosok
Leszek Lichota

"Wild" with Heart. Dzikość z sercem

"Dziki" to najnowszy film w reżyserii Macieja Kawulskiego - twórcy mającego na swoim koncie takie dzieła jak: "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa", "Akademia pana Kleksa" czy "Kleks i
"Dziki" to pierwsza polska produkcja, którą można było zobaczyć w kinie w technologii IMAX i najnowszy film w reżyserii Macieja Kawulskiego - twórcy mającego na swoim koncie takie dzieła jak: "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa", "Akademia pana Kleksa" czy "Kleks i wynalazek Filipa Golarza". Te dwie ostatnie produkcje były mocno krytykowane, w szczególności za montaż oraz sposób opowiadania historii. Czy w "Dzikim" te błędy są (lub chociaż próbują zostać) naprawione? Otóż... nie.

Zanim przejdę do właściwej części mojej bezspoilerowej recenzji to muszę zaznaczyć, że bardzo doceniam pana Macieja za podążanie nowymi dla polskiego kina ścieżkami i próby stworzenia czegoś, czego jeszcze w nim nie było. Przyjemnie jest obejrzeć coś z ojczystego podwórka, co nie jest jakimś słabo wykonanym rodzajem komedii czy poważnym dramatem. Szkoda tylko, że pomimo serca włożonego w tę produkcję jest ona niezbyt udana. 

Akcja "Dzikiego" toczy się w XVII-wiecznych Karpatach, które w obiektywie kamery wyglądają fenomenalnie. Dostajemy piękne krajobrazy tworzące razem ze scenografią, kostiumami i charakteryzacją wciągający świat. Muszę docenić ekipę odpowiedzialną za te elementy, bo kolejny raz w filmach Kawulskiego prezentują one naprawdę wysoki poziom. Niestety strona wizualna to nie wszystko, a pozostałe części produkcji - na czele z narracją (brakowało tylko, żeby ta, pojawiająca się w losowych momentach filmu, narratorka mówiła głosem Krystyny Czubównej) kuleją. Sama historia ma jakiś potencjał, ale sposób jej realizacji pozostawia wiele do życzenia. Wszystko było dobrze do momentu szóstej minuty. Potem jest coraz gorzej, a ostatnia godzina to kawał męczącej nudy, co jest bardzo zaskakujące, bo całokształtem pierwsze trzydzieści minut filmu nie wypadło źle, a wręcz minęło całkiem szybko. Największym minusem "Dzikiego" jest oczywiście montaż, który momentami jest wręcz chaotyczny. Naprawdę dobrze zrobiłyby tej produkcji jakieś dłuższe sceny (bo średnio trwają one po pięć sekund). Na początku jeszcze nie jest to takie męczące, ale później, jak już pisałem wcześniej, staje się nużące, a czasami prowadzi do uzyskania stylu charakterycznego dla zwiastunów oraz do pojawienia się w filmie kilku niepotrzebnych fragmentów, które potrafią lekko pogubić widza w całej historii. Festiwal "przepięknie" zmontowanych scen zaczyna się oraz stopniowo rozkręca od momentu wprowadzenia postaci granej przez Sebastiana Fabijańskiego. Właśnie w tych okolicach filmu zaobserwować możemy jedną z najbardziej chaotycznych sekwencji, w której co chwilę skaczemy po różnych lokalizacjach, a sceny osiągają zawrotny czas trwania podchodzący nawet pod jedną sekundę. Osoby, które widziały poprzednie filmy Macieja Kawulskiego pewnie są bardzo ciekawe czy i tym razem mamy do czynienia z fragmentami ukazanymi w slow-motion. Otóż... oczywiście, że tak. Osobiście, nie przeszkadzają mi one w trakcie seansu, więc niestety nie jestem w stanie stwierdzić czy było ich bardzo dużo, czy po prostu dużo (bo nie sądzę, że jest jakaś trzecia opcja). Zostawmy już ten nieszczęsny montaż, kolorystykę filmu oraz sceny nakręcone z filtrami do głębszej oceny profesjonalistom i przejdźmy do obsady aktorskiej.

No i tutaj panu Maciejowi trzeba oddać, że w co jak w co, ale w casting to on potrafi, szczególnie dziecięcy (Konrad Kąkol był bardzo dobrym wyborem). Aż chciałoby się trochę dłużej poobcować na ekranie z tymi młodszymi wersjami bohaterów, a nawet można by było skonfrontować ich (jeszcze nie jako dorosłych) z całym motywem Inkwizytora. Tak się nie stało, a to było tylko moje "gdybanie", dlatego przejdźmy dalej. Wspomniany przeze mnie wcześniej Sebastian Fabijański gra całkiem w porządku. Jego mimika i gesty nie przeszkadzały mi w ogóle, dopóki się nie odezwał. Niestety nie "siadł" mi kompletnie sposób wypowiadania przez niego kwestii. Ale trzeba przyznać, że pasuje on do postaci takiego czarnego charakteru. Tomasz Włosok w roli tytułowej wypada bardzo poprawnie. Co prawda nie ma zbyt dużo do zagrania głosowo, ale ciałem i ruchem fizycznym wiernie, chociaż bez szału, wykonuje to, co było mu przypisane. Nad resztą obsady nie mam się za bardzo jak rozpisać, natomiast muszę zwrócić uwagę na to, że nie zachwycili mnie oni swoją grą, ale także nie wprawili mnie w poirytowanie, chociaż niektórzy aktorzy wypadli zdecydowanie poniżej swojego poziomu (Arkadiusz Jakubik, Agata Buzek, Janusz Chabior). I wnioskuję, że może to nawet nie być ich wina, bo gdyby taki przypadek zdarzył się tylko raz - wtedy leżałaby ona po stronie aktora, a tutaj mamy do czynienia z kilkoma tak odegranymi rolami.

"Dziki" i znowu "Dziki" - może Majusia z Frizem je przegonią. To był taki nieśmieszny żart, a teraz już na poważnie. Mam nadzieję, że pan Kawulski (któremu naprawdę kibicuję i widzę, że wkłada w swoje dzieła własne serce - stąd tytuł mojej opinio-recenzji) wyciągnie wnioski z wszechobecnej konstruktywnej krytyki i podczas kolejnej swojej produkcji wymieni ekipę montażową, a sam zajmie się jedynie produkcją czy castingiem (ewentualnie, ostatecznie, jakby naprawdę musiał, to MOŻE scenariuszem). Bardzo się cieszę, że polscy twórcy poszukują nowych dla naszego podwórka gatunków takich właśnie jak filmy fantasy czy przygodowe, ale żeby to "wypaliło" potrzebne jest co najmniej niezłe wykonanie wszystkich elementów realizacyjnych. Niech polskie kino będzie tworzone z takim rozmachem wizualnym (scenografia, kostiumy, charakteryzacje), ale z poprawionymi innymi elementami filmu, które są niezbędne do stworzenia czegoś dobrego.

Dziękuję za doczytanie mojej opinii do końca i zachęcam do podzielenia się własnymi wrażeniami po seansie.
1 10
Moja ocena:
3
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Dziki
Legenda głosi, że zwolnione tempo powstało na długo przed spiętrzeniem Karpat między epokami kredy i... czytaj więcej