Recenzja filmu

Królewna Śnieżka (2012)
Tarsem Singh
Elżbieta Kopocińska-Bednarek
Julia Roberts
Lily Collins

Shrek w spódnicy

Rok 2012 (a przynajmniej jego pierwsze półrocze) w świecie Hollywood przebiega pod dyktando braci Grimm. Rzadko się zdarza, żeby w tym samym roku do kin trafiły dwie wersje tej samej historii... ...
Rok 2012 (a przynajmniej jego pierwsze półrocze) w świecie Hollywood przebiega pod dyktando braci Grimm. Rzadko się zdarza, żeby w tym samym roku do kin trafiły dwie wersje tej samej historii... ale wiadomo, w Hollywood wszystko jest możliwe.
Chronologicznie pierwszą odsłoną słynnej baśni jest właśnie film Tarsema Singha. "Królewna Śnieżka i Łowca" miała premierę dwa miesiące później.

Twórca słynnej "Celi" wykonał solidną robotę, "Królewna Śnieżka" z powodzeniem kontynuuje styl kina familijnego z hukiem spopularyzowanego przez ekipę z "Toy Story", a zwłaszcza "Shreka i s-kę". Już w pierwszej minucie bajki, otwieranej głosem Julii Roberts słyszymy, że będzie ironicznie, pośród filmowych cytatów, i że to ona będzie grała pierwsze skrzypce w całej tej imprezie. I bardzo dobrze, ponieważ racjonalna, cyniczna i kąśliwie dowcipna Macocha jest świetnym pomysłem, a sama aktorka gra na "luzie", i widać, że czerpie przyjemność z tak zarysowanej postaci. Pozostali bohaterowie, ze Śnieżką (Lily Collins) na czele, godnie odgrywają swoje przygody niczym figury szachów w pałacu Królowej.

Zgodnie z trendem hollywoodzkiego kina familijnego, "Królewna Śnieżka" to coś dla każdego. Dzieciaki dostają zabawną i odbiegającą (na szczęście) od oryginału historię o Królewnie, rodzice jako gratis otrzymują lekkostrawny slalom po blockbusterach i konwencjach, przy akompaniamencie satyry na obyczaje i kulisy władzy. Wszystko zmieszane jest inteligentnie i z wyczuciem, gdzieniegdzie wyraźnie odczuwa się inspiracje wyobraźnią Tima Burtona, zwłaszcza w scenie odnowy biologicznej czy ceremonii ślubnej.

Zgrzytem wydaje się koncepcja "jeziora" - świata Lustra Królowej, który w swej cyfrowej formie wyraźnie odcina się od teatralności rzeczywistości całego filmu. Scena zamykająca film, pełniąca zapewne funkcję hołdu, jest dla mnie równie mało przekonująca.

Warto jednak zwrócić uwagę na jeden przedmiot obecny w filmie: tajemniczą "lustrzaną" maszynę, którą wprawia w ruch narrator - sama Królowa. Jest to zmodyfikowana wersja praksynoskopu (wynalezionego kilkadziesiąt lat po pierwszej premierze bajek Braci Grimm), jednego z ważniejszych kroków ku stworzeniu kinematografu. Wygląda na to, iż Śnieżka i Kino od dawna byli sobie przeznaczeni.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
38% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
Udostępnij:
Na taką "Śnieżkę" mógłbym i dwa lata czekać. Pierwsze pogłoski mówiące o możliwości powstania nowej wersji dobrze nam znanej baśni braci Grimm przyjąłem z ogromnym ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 77%
"Dawno, dawno temu..." - ileż baśni zaczyna się w ten sposób, trudno zliczyć. Nie mogło być inaczej z najnowszą filmową opowieścią o pięknej królewnie Śnieżce i siedmiu ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 57%