Ekranizacje powieści Stephena Kinga zdarzają się lepsze i gorsze. "Mgłę" zdecydowanie zaliczyć należy do tych pierwszych. Horror jako gatunek filmowy w dzisiejszych czasach uległ niepokojącemu
użytkownik Filmwebu
Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Bądź na bieżąco
Dodaj jako źródło
Ekranizacje powieści Stephena Kinga zdarzają się lepsze i gorsze. "Mgłę" zdecydowanie zaliczyć należy do tych pierwszych. Horror jako gatunek filmowy w dzisiejszych czasach uległ niepokojącemu rozwarstwieniu. Tak na dobrą sprawę przedstawicieli współczesnego kina grozy podzielić można na trzy wiodące grupy: groteskowych ("Droga bez powrotu"), okrutnie krwawych ("Piła") i gorzej bądź lepiej zgapionych z japońskich pierwowzorów ("Oko"). "Mgła", jakby na przekór panującym trendom, próbuje czerpać ze wszystkich tych opcji. Mamy więc robaki, mgiełkę tajemnicy, zagadkowe monstrum, wątek religijny i krwawe fragmentowanie ludzkich członków. Historia przedstawiona przez Franka Darabonta opowiada o grupie osób uwięzionych w supermarkecie przez spowijającą całe miasto tajemniczą mgłę. Skąd wzięło się owe zjawisko, co za sobą kryje i dlaczego każdy, kto opuszcza budynek, ginie bez wieści? Odpowiedzi okazują się banalnie proste, umiejętne gospodarowanie filmowymi środkami sprawia jednak, że "Mgłę" ogląda się z dużą przyjemnością. Sama fabuła poprowadzona zostaje torem nieco innym od książkowego pierwowzoru, a konsekwentnie budowany klimat w końcówce ulega rewolucji, która ostatecznie prowadzi nas do znakomicie rozegranego finału. Istotnym elementem "Mgły" jest wątek metafizyczny, który doprowadził do okrzyknięcia filmu Darabonta jednym z najbardziej antyreligijnych amerykańskich obrazów ubiegłego roku. Postać pani Carmondy (znakomita Marcia Gay Harden) ucieleśnia najgorszy odłam religijnego fundamentalizmu. W świetle klęski racjonalistów to ona zdobywa zaufanie tłumów, pokazując tym samym zgubną siłę religii, która w sytuacji śmiertelnego zagrożenia często oferuje rozwiązania nie tylko najprostsze, ale i najprymitywniejsze. Reżyser bez skrupułów obśmiewa nie tylko ślepą wiarę, ale także stadność ludzkich zachowań i paniczne poszukiwanie przewodnika w obliczu niebezpieczeństwa. W fabule Kinga nie ma zwycięzców. Przegrana okazuje się opętana pani Carmondy, mgle ulegają racjonaliści na czele z Brentem Nortonem, a w wojnie z samym sobą druzgocącą klęskę ponosi David Drayton. Inna sprawa, że powierzenie głównej roli Thomasowi Jane'owi to także największa porażka samego reżysera. Sztucznie kreowany heros zupełnie nie przekonuje - jego twarz jest sztywna i pozbawiona emocji, grze brakuje ekspresji, a trumienny gwóźdź stanowi rozpaczliwa sekwencja finałowa. W dodatku na ekranie momentami aż nadto widać niewielki budżet darabontowego dziecka. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że "Mgła" to horror całkiem solidny. Który autentycznie straszy.
1106
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.