Recenzja filmu

Moja dziewczyna wychodzi za mąż (2008)
Paul Weiland
Patrick Dempsey
Michelle Monaghan

Piękna zieleń

Chcąc w jak najkorzystniejszym świetle przedstawić "Made of Honor", użyłbym właśnie tych słów, zaczerpniętych z komentarza osoby, zachwycającej się przepięknymi, szkockimi krajobrazami ...
Chcąc w jak najkorzystniejszym świetle przedstawić "Made of Honor", użyłbym właśnie tych słów, zaczerpniętych z komentarza osoby, zachwycającej się przepięknymi, szkockimi krajobrazami prezentowanymi w filmie Paula Weilanda, zaszczyconym dodatkowo obecnością aktorską Sydneya Pollacka w swojej ostatniej roli. I te powyższe zalety starałbym się wyeksponować, gdybym zajmował się dystrybucją hollywoodzkich produktów. Gdybym natomiast miał zamiar odwieść ludzi od oglądania tego filmu, określiłbym go jako skrajnie schematyczną, przewidywalną oraz średnio śmieszną komedię romantyczną.

Może okażę teraz swoją ignorancję w temacie, ale wydaje mi się, że dla takich jak ten filmów powinno powstać bardziej precyzyjne określenie niż tylko komedia romantyczna. Coś na wzór "slasher'ów" definiujących precyzyjniej pewien charakterystyczny rodzaj horrorów, opartych na jednej, podstawowej zasadzie – z grupy równorzędnych bohaterów unicestwiani są kolejni, by pozostał przy życiu ostatni ich przedstawiciel zwyciężający na końcu siły zła.

Tak samo film "Moja dziewczyna wychodzi za mąż" oparty jest na pewnej regule utrwalanej w niezliczonej liczbie komedii romantycznych. Od początku tego utworu wiadomo, że zostajemy zapoznawani z osobami dozgonnie sobie przeznaczonymi. Do pewnego momentu jednak w fabule robi zamieszanie ta trzecia osoba, która staje do ołtarza z jednym z dwójki głównych bohaterów (powiedzmy Romeem albo Julią). Dopiero wtedy, ta Julia (czy też Romeo) uświadamia sobie, że nie z tą osobą, z którą właśnie stoi przed ołtarzem, chce spędzić resztę swojego życia, lecz z Romeem (bądź Julią).

Może to być śmieszne, drażniące, ale najwidoczniej są osoby, którym taka intryga, oczywista od samego początku filmu, jest potrzebna. Dlatego też należy zaakceptować taki rodzaj produkcji filmowej i dobrze byłoby przypisać jej jakieś bliższe określenie.

Sam jednak nie będę silił się na słowotwórstwo.

Podchodziłem do tej produkcji jako z góry znanej konwencji, którą próbowałem porównywać pod względem warsztatowym z innymi „dziełami” bazującymi na takim schemacie. I muszę przyznać, że ocena w takiej kategorii nie jest najgorsza, a bierze się w dużej mierze z powodu ostatniej komedii romantycznej, jaką oglądałem właśnie przed "Made of Honor". Recenzowany film bije na głowę kiepski utwór "Kłopoty z blondynką", pokonując go zdecydowanie, jeżeli chodzi o kwestie najistotniejsze dla tego gatunku. Są nimi kreacje dwójki głównych bohaterów i ich charyzma, która potrafi zaabsorbować uwagę widza, odwracając ją od banalnej i odtwórczej fabułki. Gdy bohaterowie nie posiadają takiej charyzmy, to całe przedsięwzięcie filmowe zamienia się w żenujące widowisko. 

Aktorzy w "Moja dziewczyna wychodzi za mąż" zaprezentowali się poprawnie. Nie są to co prawda kreacje tak dobre, jak Toma Hanksa i Meg Ryan, ikon komedii romantycznych, lecz wyraźnie wyrastają ponad pozostałe postacie filmowe i tworzące naturalnie zgraną parę. Sprawia to, że oglądanie "Made of Honor" staje się znośną rozrywką.
1 10
Moja ocena:
5
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Udostępnij:
Do obejrzenia tego filmu zachęciła mnie rola Patricka Dempsey’a, znanego mi dobrze z serialu ”Chirurdzy”, i nie zawiodłam się. Nie była to oczywiście produkcja zbyt ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 71%
Po raz kolejny na ekranach kin pojawia się "ślubna" komedia romantyczna, która przy okazji jest przeróbką hitu z 1997 roku - "Mój chłopak się żeni" z cudowną Julią ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 67%