Recenzja filmu

Nie wszystko złoto, co się świeci (2008)
Andy Tennant
Matthew McConaughey
Kate Hudson

Patyna na wakacjach

"Nie wszystko złoto co się świeci" nie błyszczy. Jeżeli w ogóle film miał jakikolwiek potencjał, to za sprawą nieśpiesznej reżyserii pokryła go patyna. Bo cóż to za komedia przygodowa, która ...
"Nie wszystko złoto co się świeci" nie błyszczy. Jeżeli w ogóle film miał jakikolwiek potencjał, to za sprawą nieśpiesznej reżyserii pokryła go patyna. Bo cóż to za komedia przygodowa, która ciągnie się jak letnie kanikuły. Jak ktoś lubi niezobowiązującą drzemkę w otoczeniu ładnych widoczków przy szumie fal oceanu – będzie się czuł jak w domu. Inni od pewnego momentu zaczną co i raz zerkać na zegarek. Niby niebieski kolor nieba i wody uspokaja, ale w zbyt dużych ilościach może zirytować.

Film Andy'ego Tennanta to na swój sposób fenomen kina przygodowego z elementami komedii lub, jak kto woli, komedii z elementami kina przygodowego. W tego rodzaju dziełach, jak powszechnie wiadomo, akcja powinna gnać na łeb na szyję – jednak nie w tym wypadku. Niby wszyscy szukają tutaj złota, ale nikomu się po nie specjalnie nie śpieszy. Wszak życie to przygoda, ale każdy przeżywa je we własnym rytmie. Pytanie jednak, czy widz zechce je kontemplować w takiej dawce i w takim opakowaniu.

Benjamin jest uroczym, przystojnym i dobrze zbudowanym poszukiwaczem skarbów. Ma tylko jedną wadę – jest skrajnie nieodpowiedzialny i zachowuje się jak wiecznie zadowolone z siebie, beztroskie dziecko. Nic więc dziwnego, że Tess zdecydowała się od niego odejść. W końcu w życiu każdej kobiety przychodzi taki moment, kiedy mówi sobie: było fajnie, ale czas dorosnąć. Traf jednak będzie chciał, że ich losy nie rozejdą się tak łatwo. Z powrotem połączy ich wspólne poszukiwanie skarbu hiszpańskiej armady, potyczki z rapującym gangsterem oraz podróż na statku uroczego milionera i jego apetycznej córeczki. Niczego tu nie zdradzam, bo wszystko wiadomo od razu. I to nawet nie byłby zarzut, gdyby nie fakt, że reżyser zamiast na perypetiach bohaterów koncertuje się na ładnych widoczkach.

Pomijając czepianie się rozwlekłości, to tak naprawdę głównym problemem reżysera, który chcąc nie chcąc jest też problemem widza, staje się niemożność zdecydowania wyboru gatunku i konwencji. Mamy tu zwariowaną komedię o poszukiwaniu skarbów, mamy ciepłe kluchy kina rodzinnego (relacje milionera z jego uroczo zepsutą córeczką są niby zabawne, ale zalatują na kilometr tanim umoralniającym sentymentalizmem), a także trochę komedii romantycznej. W całym tym tyglu powstaje potrawa, która jest zupełnie nijaka. Jak wiadomo, na złoto jest prawie tak trudno trafić jak na prawdziwą miłość. Dobry film rozrywkowy zdarza się zdecydowanie częściej.

Niestety tak jak Hudson nie jest Hawn, a tym bardziej McConaughey Kurtem Russellem, tak film Tennanta nie jest "Damą za burtą", a co najwyżej kołem ratunkowym dla absolutnie znudzonych życiem.
1 10
Moja ocena:
5
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
38% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (45 głosów).
Udostępnij:
"Fool's Gold" czyli "Nie wszystko złoto co się świeci". Czyż polski tytuł nie oddaje esencji filmu? Czy jego twórcom chodziło o skarb z Aurelii? Wydaje mi się jednak, że ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 67%