Recenzja filmu

Odyseja (2026)
Christopher Nolan
Matt Damon

Przekraczać granicę pojęć poprzez pauperyzację mitu

"Odyseja" Christophera Nolana to kolejny film tego reżysera, w którym twórca łamie wymiary. I chociaż napisano już wiele na temat tego dzieła, a raczej tej interpretacji antycznego eposu, że
"Odyseja" Christophera Nolana to kolejny film tego reżysera, w którym twórca łamie wymiary. I chociaż napisano już wiele na temat tego dzieła, a raczej tej interpretacji antycznego eposu, że trudno dodać coś nowego, to mam kilka, być może, przewrotnych spostrzeżeń.

Uwaga: zaleca się zaaplikować filtr ironii.

Nowoczesne wysokobudżetowe kino staje się tak samo precyzyjne jak nowoczesny sport - pełne pomiarów, optymalizacji, dążenia do założonej perfekcji. Konsekwencją tego jest, to że każdy, kto jest zaangażowany w produkcję filmu maksymalizuje swoją użyteczność. Dla widza przejawia się to tym, że narracja, scenariusz, dialogi są skrajnie precyzyjne, postacie są werbalnie wyrachowane, zaplanowane, niespontaniczne. Skoro widz ma odebrać konkretny przekaz, to medium nie może stosować niepewności, namysłu, refleksji. Aktorzy nie improwizują, nie tworzą postaci, tylko odgrywają scenariusz. Twarze nie są naznaczone wysiłkiem emocjonalnym. Dialogi wyglądają jak ejajowe memiszcza, zlepki krótkich, sztywnych filmików.

Nolan od początków swojej kariery budował swoją rozpoznawalność na przekraczaniu pojęć i ludzkiego pojmowania. Co realne należało zidealizować, rozmyć; a co fantastyczne - uprawdopodobnić. "Memento" chwiało linearnością przyczynowo-skutkową; "Prestiż", mimo że niezgodny z pierwowzorem literackim, podważał zdolność ludzi do postrzegania rzeczywistości, mamił zmysły, pielęgnował iluzje. Trylogia batmańska rewidowała herosa, naznaczała go ciężarem człowieczeństwa; poprzez antagonistów ucieleśniających strach, chaos i cierpienie. Współczesny postmodernizm rozmywa granice, łamie wymiary, odwraca hierarchie, przełamuje zakres idei (typów). Kolejne filmy konfrontowały widza z ideą podważalności stelaża metafizycznego, czyli czasoprzestrzeni i przyczynowości. Gdyby oczywiste warunki były inne, to jak byśmy postępowali?

"Dunkierka" i "Oppenheimer" zdają się jednak odstawać delikatnie od autonomiczności twórczej Nolana, jakby grał pod konkretne koterie i grupy widzów Zachodnich. Ale też wystawiają widza na doświadczenie niecodzienne, wręcz trudno wyobrażalne. Nie na co dzień zdarza nam się walczyć o przetrwanie na wojnie lub decydować o unicestwieniu innych ludzi. Nolan chce, urealistycznić emocje i motywy ludzi towarzyszące zdarzeniom, których nie znamy osobiście. Tak też działają instrumentalne przejawy zła w "Odysei". W ten sposób można widzów przygotować do usprawiedliwienia wszystkiego - bo okoliczności są wyjątkowe.

Nieraz kultura masowa staje się narzędziem kokietowania społeczeństwa nową rzeczywistością.

Niewątpliwie istotnym kontrastem i punktem odniesienia dla "Odysei" była "Troja" z 2004 roku, którą Nolan wówczas miał reżyserować. Bohaterowie Troi są wyraziści, zdecydowani, pełni namiętności i buzujący emocjami. Ich wybory, choć nieraz moralnie trudne, są dla widzów zrozumiałe.

W Troi jednym z motywów narracyjnych, było to jak jednostka wybitna (Achilles) radzi sobie ze świadomością swojej nieistotności w dłuższej perspektywie czasowej. Stąd jego dążenie do bohaterstwa, męstwa, brawury, poświęcenia - to jego droga by radzić sobie z czasem, nadać wagę swego istnienia w historii.

Postacie z "Odysei" różnie radzą sobie z nieuchronnie przemijającym czasem. Trwanie, przetrwanie, powrót do domu, kreowanie własnego mitu, oczekiwanie - subiektywny odbiór czasu jest głównym przedmiotem tego filmu. Więc tym razem czas nie jest obiektywny, fizyczny, deterministyczny. Jest heterogeniczny, płynny interpretacyjnie, nieostry, kontekstualny, efemeryczny, idiosynkratyczny.

Dlatego mimo zmyślności konceptualnej scenariusza przykrym było doświadczenie industrialnej muzyki, która niewkomponywała się w emocje danych scen. A może tak miało być? To także mogło być przedmiotem reinterpretacji kanonu, schematów. Gdy zbyt wiele granic chce się przekroczyć naraz, można wypaść z ram pojmowalności.

Nolan idzie w tym kierunku wielopoziomowej płynnej narracji, co oczywiście każdy "intelektualny" widz traktuje za atut, bo wstyd się przyznać, że twórca tworzy ponad i poza aparatem poznawczym odbiorcy. Licentia poetica.

W filmie oczywiście nie mogło też zabraknąć chwytliwych, prostych interpretacyjnie i "politycznie słusznych" schematów, jak kwestie społecznych ról płci; cierpienia jako największej tragedii; czy też uświęcania dowolnych środków szczytnym celem - to akurat było już i u Homera. Blockbuster nie może odwoływać się li tylko do widzów wymagających. Po czymś przecież trzeba stąpać, nawet gdy nic nie widać. Jak skrzywdziłeś cyklopa (Iran), to się nie dziw, że Ci trudno teraz z nim paktować. :)

Wszakże twórca musi wkupić się w łaski szeroko pojętego widza, aby potem przekonać go do swoich narracji w bardziej wymagających kwestiach.

Stąd mamy pomieszanie wątków nadprzyrodzonych i wyraźnie fantastyczno-"naukowych"(co oczywiście pasuje do mitu); z próbami urealnienia innych fragmentów mitu, bo może to jednak tak właśnie było... Bogowie, bóstwa i tytani może istnieli, ale ich wybito - i zniszczono ślady, żeby nie miały jak powrócić/zmartwychwstać. Niejeden widz kupi taką koncepcję.

Co do urealniania mitów - Mnie najtrudniej wyobrazić sobie brak odoru ludzkich płynów wydobywającego się z drewnianego monumentu konia...

Przy okazji, piękno Heleny, być może bardziej oznaczało jej znaczącą odmienność od ogółu, niż zgodność z dzisiejszymi kanonami piękna? Kto wie, jaka była percepcja codzienności 2700 lat temu.

Ocena: Wielopoziomowa, postmodernistyczna rekonstrukcja pauperyzująca mit. Warta uwagi, choć narracyjnie bywa drętwa. 7+

Musiałem aż ponownie obejrzeć "Troję", co tylko podnosi jej notę - jako wzorowego dzieła epicko-heroicznego o monumentalnym charakterze. Znaczeni bardziej przerażają mnie okoliczności bliskości śmierci w narracji Wolfganga Petersena z muzyką Jamesa Hornera.

P.S. Warsztat aktorski Toma Hollanda przypomina ten Orlando Blooma --> dwie i pół miny na cały film. Skoro możemy długo tak młodo wyglądać (dziecinnie, młodzieżowo), to po co starzeć się mentalnie?
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Odyseja
Odyseja działa dla mnie pod wieloma względami, ale przede wszystkim cieszy mnie, że nie boi się wplatać... czytaj więcej
Recenzja Odyseja
Gdy w mediach i internecie zaczęły pojawiać się informacje o tym jakoby Christopher Nolan miał zabierać... czytaj więcej
Recenzja Odyseja
Nie jestem entuzjastą Christophera Nolana i cenię go za dwa filmy – Dunkierkę i Oppenheimera, w których... czytaj więcej