Recenzja filmu

Pętla (2020)
Patryk Vega
Antoni Królikowski
Katarzyna Warnke

200 procent Vegi w Vedze

W "Pętli" znów znajdziemy festiwal motywów nieustannie wracających w kinie Vegi co najmniej od czasów "Służb specjalnych". Mamy więc sensacyjną narrację, mniej lub bardziej "opartą na faktach"; ...
200 procent Vegi w Vedze
W "Polityce" Patryk Vega przeniósł na ekran kilka opisywanych w mediach afer towarzyszących rządom prawicy, sprawującej władzę od 2015 roku. W "Pętli" najbardziej kasowy polski reżyser ostatnich lat na warsztat bierze tylko jedną aferę, ale jakby idealnie skrojoną pod swoje kino – podkarpacką. O co w niej chodziło? W największym skrócie: o aktywność dwóch braci ze wschodu, którzy na Podkarpaciu prowadzili liczne seks-biznesy. W swoich przybytkach mieli nagrywać w sytuacjach intymnych wpływowe osoby ze świata biznesu, polityki, służb, a taśm używać do szantażu. Interes ochraniany miał być przed funkcjonariuszy rzeszowskiego Centralnego Biura Śledczego Policji, na czele z wysoko postawionym oficerem Danielem Ś. Taśm nigdy nie udało się odnaleźć, pojawiały się spekulacje, iż mógł przejąć je wywiad któregoś z położonych od nas na wschód państw.

Vega całą tę historię opowiada z punktu widzenia policjanta Daniela Śnieżka – który trafia do rzeszowskiego CBŚP z wielkimi ambicjami i energią do działania. Świat przestępczy wciąga go jednak i przerabia na swoją modłę, ze stróża prawa Śnieżek stopniowo zmienia się w gangstera, wykorzystującego swoją pozycję w służbach do walki z przestępczą konkurencją. Historia policjanta, który sam nie wiedząc kiedy się to tak naprawdę stało, znajduje się nagle po drugiej stronie prawa, upaja się własną władzą w półświatku i brudnymi pieniędzmi, sprowadzając na siebie zniszczenie, zawierała w sobie materiał na naprawdę wielkie kino. Scorsese zrobiłby z tego religijny moralitet, Ferrara przejmującą opowieść o drodze do samozatracenia, bardziej społecznie zorientowany twórcy opowieść o korumpującej sile pieniądza.



Vega, niestety, z tematu wyciąga tylko 200 procent ekstraktu z Vegi. "Pętla" potwierdza, że niezależnie czy reżyser kręci filmy o gangsterach, kobietach mafii, lekarzach, politykach, Warszawie, czy Podkarpaciu zawsze wychodzi mu mniej więcej to samo. W "Pętli" znów znajdziemy festiwal motywów nieustannie wracających w kinie Vegi co najmniej od czasów "Służb specjalnych". Mamy więc sensacyjną narrację, mniej lub bardziej "opartą na faktach"; grubo ciosany humor; sceny ekscesywnej, luksusowej konsumpcji; nachalny product placement internetowego kantoru; seks przedstawiany niemal wyłącznie jako coś degradującego wszystkie uczestniczące w nim strony; wreszcie głęboko nihilistyczny obraz polskiej rzeczywistości, gdzie silniejsi zjadają słabszych, wszystkim rządzi pieniądz, a obywatel od państwa może spodziewać się tylko i wyłącznie najgorszego. Problem w tym, że w tej nocy Vegi wszystkie koty są czarne. Gdy film na samym początku zanurza nas w obrazie kloacznej, obrzydliwej rzeczywistości, kolejne piętra upadku bohatera i zepsucia Polski odsłaniające się wraz z rozwojem akcji, zamiast szokować, przestają na nas robić jakiekolwiek wrażenie.

Rozczarują się także ci, którzy w "Pętli" szukać będą rewelacji na temat "afery podkarpackiej". Przed premierą filmu Vega zapowiadał, ze dotarł do nagrań, do których nikt nie miał dostępu, chwalił się, że scenariusz jest efektem pogłębionego dziennikarskiego śledztwa. Żadnych nieznanych nagrań nie widać jednak na ekranie, próżno też szukać w "Pętli" sensacyjnych sugestii na temat tego, która z czołowych postaci życia publicznego miałaby być konkretnie obecna na taśmach. Na końcu film przedstawia własną hipotezę, kto tak naprawdę mógł stać za aferą – jest ona jednak wyłożona w zupełnie nieprzekonujący sposób, w monologu jednej z postaci, nie jest w ogóle ograna narracyjnie.



Jednocześnie "Pętla" sprawia wrażenie, jakby dotychczasowa formuła zaczynała Vedze ciążyć. Sekwencja otwierająca film zaskakuje użytymi środkami formalnymi. To nie jest Vega, jakiego znamy. Scenariusz "Pętli" jest chyba najbardziej dramaturgicznie zdyscyplinowany i spójny w całej twórczości reżysera: mamy początek, środek i koniec, które nie rozpadają się na serię luźno powiązanych epizodów. Niestety, Vega nie zawsze radzi sobie ze sprawnym prowadzeniem takiej narracji – miejscami tempo kuleje, film wpada w dłużyzny i nudę. Całość narracji organizuje biblijna alegoria syna marnotrawnego – wydaje się ona jednak przyklejona na siłę, jakby reżyser desperacko szukał odniesienia, pozwalającego mu wznieść swoją produkcję na wyższy artystyczny poziom. Ewangeliczne odniesienia nie są w stanie uratować tego filmu przed tym, czym ostatecznie jest. Ambicje Vegi, by nakręcić coś innego niż kolejne "Kobiety mafii" zasługują na pewno na uznanie i wsparcie – w "Pętli" poza bardzo nielicznymi przebłyskami, niestety, głównie na ambicjach się skończyło. 
1 10
Moja ocena:
3
Jakub Majmurek
Filmoznawca, politolog, eseista. Pisze o filmie, sztukach wizualnych, literaturze, komentuje polityczną bieżączkę. Członek zespołu Krytyki Politycznej. Współautor i redaktor wielu książek filmowych,... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
91% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (55 głosów).
Udostępnij: