Recenzja filmu

Po prostu walcz! (2008)
Jeff Wadlow
Sean Faris
Amber Heard

Po prostu Karate Kid

Czym jest MMA? W Polsce nazywana "mieszanymi sztukami walki", to dosyć brutalna dyscyplina, w której zawodnicy okładają się pięściami, nogami i czym popadnie w przypominającym stalową klatkę ...
Czym jest MMA? W Polsce nazywana "mieszanymi sztukami walki", to dosyć brutalna dyscyplina, w której zawodnicy okładają się pięściami, nogami i czym popadnie w przypominającym stalową klatkę ringu. MMA cieszy się dzisiaj sporym zainteresowaniem widza, więc nikogo chyba nie dziwi, że owym tematem zainteresowały się wytwórnie filmowe.

"Po prostu walcz" jest tego najlepszym przykładem. Fabuła przedstawia się w miarę prosto. Główny bohater po licznych, "awanturniczych" ekscesach zmienia wraz z matką i młodszym bratem miejsce zamieszkania. Oczywiście pierwsze co robi to trafia na głównego oprycha i dostaje od niego porządną lekcje, gdyż jego oprawca jest miejscowym mistrzem czegoś co przypomina uliczne MMA. Przy okazji nasz bohater zakochuje się w dziewczynie swojego ciemiężyciela. Nie pozostaje mu nic innego jak poszukać sobie nauczyciela, który poprowadzi go przez znój treningu aż do finalnego pojedynku.

Każdy kto powie – to już było – będzie miał absolutną racje. Oglądając film, miałem przed oczami "Karate Kid". Może zamiast karate mamy tu MMA, w roli sensie zamiast Chińczyka z siwą bródką mamy Murzyna z siwą bródką, a zamiast orientalnych klimatów - środowisko rodem z "American Pie". Jednak cały trzon filmu wygląda identycznie. Brakuje dwuwymiarowych postaci czy nagłych zwrotów akcji. Fabuła idzie sobie raz obraną ścieżką, nigdy nie skręca, nigdy nie zaskakuje widza. W finalnej walce możemy zobaczyć coś a'la rentgenowskie zdjęcia żeber głównego bohatera w trakcie mocnych uderzeń. Zabieg żywo wyjęty z "Romeo musi umrzeć", tylko że tam czemuś to służyło. Pokazywało np. pękający kręg powodujący śmierć. Natomiast tutaj widz nie wie, co się dzieje, a po tym "zdjęciu" widzi tylko ból bohatera, nic więcej. Więc czemu to ma służyć? Moim zdaniem twórcom zostało trochę gotówki po opłaceniu obsady i wynajętych posiadłości z basenem. Zrobili zatem losowanie, na jakie efekty specjalne dodające efektowności je zainwestować i padło właśnie na rentgen.  Sama obsada również nie wniosła do produkcji powiewu świeżości. Wszyscy grają równo, bez większych wpadek, ale też bez żadnych zachwytów. Muzyka natomiast jest największą zaletą filmu, jednak dla osób lubiących alternatywny rock. Mocniejsze kawałki wpadają w ucho i świetnie komponują się z bardziej energicznymi scenami.

Mimo wszystkich szorstkich słów, jakie padły w powyższym tekście, "Po prostu walcz" uważam za dobry film. Jeśli nie wymagać od niego zbyt wiele, może dostarczyć dobrej rozrywki. Ogląda się go lekko, a nawet miejscami dostarcza mocnych wrażeń. Tylko trzeba pamiętać o jednym, a mianowicie podchodzić do niego na luzie i nie spodziewać się ambitnego kina.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
39% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).
Udostępnij:
Polski tytuł filmu nie pozostawia nic naszej wyobraźni - będzie to film o biciu. Fabuła nie powala na kolana, aktorzy młodzi, nieznani, ale się starają, przesłanie... nie ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 50%