Recenzja filmu Poznajmy się jeszcze raz (2019)
Nicolas Bedos

Teraz też są czasy

Humor "Poznajmy się..." nie zawsze do mnie osobiście przemawia. Jest zbyt mieszczański, zbyt grzeczny, za mało cyniczno-nihilistyczny jak na mój gust. Ale i ja bawiłem się na seansie nieźle. ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
"Poznajmy się jeszcze raz" pod wieloma względami przypomina "O północy w Paryżu" Woody’ego Allena. Oba filmy mówią o tym samym: poszukiwaniu siebie, odnajdywaniu miłości, hipnotycznym uroku, jaki zdolna jest wywierać przeszłość i niebezpieczeństwach ulegania zbyt silnie przywiązującej do niej melancholii. 

U Allena bohater, Amerykanin nad Sekwaną, za sprawą magicznej anomalii z Paryża XXI wieku bezpośrednio przenosił się w lata 20., gdy stolicę Francji przemierzali Hemingway, Buñuel, Salvador Dali, Zelda i Scott Fitzgeraldowie. W "Poznajmy się" nie ma tak łatwo. Podróż w przeszłość to kosztowna usługa. Dostarcza jej dynamiczny przedsiębiorca branży rozrywkowo-eventowej – Antoine. Ze swoimi współpracownikami jest w stanie odtworzyć każde miejsce i czas: dwór Marii Antoniny, konferencję monachijską, Paryż dowolnej epoki. Za odpowiednią opłatą polski klient pewnie mógłby wcielić się w króla Jana dowodzącego zwycięską bitwą pod Wiedniem.

photo.title

Victor Drumond ma skromniejsze wymagania. Bilet na spersonalizowaną wyprawę w przeszłość dostaje od syna. Samego nie byłoby go na to stać. Kiedyś odnosił sukcesy jako rysownik i autor komiksów. Dziś jest zgorzkniały, bezrobotny, cierpi na blok pisarski, nieustannie narzeka na wszechobecną elektronikę, w dodatku jego małżeństwo przeżywa kryzys. Victor wybiera więc podróż do momentu, gdy poznał swoją żonę. Do roku 1974. Świat był wtedy prostszy, nikt nie patrzył się w smartphony, w knajpach można było palić, a Francja przeżywała ostatni rok "wspaniałego trzydziestolecia" – trzech powojennych dekad bezprecedensowego wzrostu i dobrobytu. Za sprawą firmy Antoine'a Victor wraca do lyońskiego bistro Belle Epoque z lat 70. Zamawia obiad, gawędzi ze stałymi klientami, aż do lokalu wkracza młoda aktorka, Margot, wyglądająca dokładnie tak jak żona Victora prawie pół wieku temu.

Dość szybko zaczynamy się domyślać, dokąd to wszystko zmierza. Co stanie się z dwiema przeżywającymi kryzys parami – Victorem i jego żoną Marianne, oraz z Antoinem i Margot – oraz jaki będzie morał: że nie warto żyć najpiękniejszymi nawet wspomnieniami? Że przeszłość nie powinna być naszym więzieniem, ale źródłem siły do mierzenia się ze współczesnością? Że jakkolwiek kiedyś było dobrze, to przecież teraz też tak może być? Ta przewidywalność w niczym nie umniejsza jednak przyjemności obcowania z filmem.

Reżyser i scenarzysta Nicolas Bedos sprawnie radzi sobie z prowadzeniem narracji. Umiejętnie wygrywa surrealny charakter zawodu Antoine'a i sytuacji, w jakiej znalazł się Victor. Jego film miesza komedie romantyczną, bulwarową farsę i melancholię w całkiem sprawnie obliczonych proporcjach. 

photo.title

Świetni są aktorzy tworzący dwie pary: Guillaume Canet jako Antoine, stała współpracowniczka Bedosa Doria Tillier jako Margot, Daniel Auteuil jako Victor i Fanny Ardant w roli Marianne. Rewelacyjny jest zwłaszcza Auteil. Nie tylko przekonująco pokazuje, jak Victor zmienia się z postarzałego, zgorzkniałego mizantropa w romantyka uwięzionego w fantazji o własnej młodości, a w końcu w człowieka gotowego walczyć o swoje szczęście tu i teraz, ale także nadaje tej postaci głęboko ludzki wymiar.

Humor "Poznajmy się..." nie zawsze do mnie osobiście przemawia. Jest zbyt mieszczański, zbyt grzeczny, za mało cyniczno-nihilistyczny jak na mój gust. Ale i ja bawiłem się na seansie nieźle. Publiczność w kinie, sądząc po wybuchach śmiechu, co najmniej znakomicie. Na pewno "Poznajmy się..." znajdzie widownię, która dwie godziny z filmem spędzi jeszcze lepiej niż ja. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 39% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły