Recenzja wyd. DVD filmu

Próba ogniowa (2008)
Alex Kendrick
Kirk Cameron
Erin Bethea

Ognisty wydmuch

"Próba ogniowa" niewątpliwie wybija się z natłoku podobnych jej produkcji religijnych. Film Alexa Kendricka, natchnionego ewangelisty, oparty bowiem został na ciekawej linii fabularnej ...
Problemy z tzw. kinem chrześcijańskim są zazwyczaj dwa. Po pierwsze, obrazy z tego specyficznego nurtu to zwykle filmy zrealizowane niskim sumptem i bez krzty polotu. Jakby tego było mało, niezbyt wysokich lotów fabuła często-gęsto obfituje w sceny oferujące łopatologicznie przedłożone nauki zaczerpnięte wprost z kart Biblii. Nie ukrywam, iż staram się unikać tego rodzaju kinematograficznych dzieł ze względu na ich szeroko rozumianą toporność. Tym większym zaskoczeniem okazała się dla mnie pozycja "Próba ogniowa", która niewątpliwie wybija się z natłoku podobnych jej produkcji religijnych. Projekt Alexa Kendricka, natchnionego ewangelisty, oparty bowiem został na ciekawej linii fabularnej przedstawiającej rozpaczliwą walkę o uratowanie małżeństwa. Ba, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że gdyby odjąć obrazowi dydaktyczny rodowód, z powodzeniem trafiłby on do znacznie szerszego spektrum odbiorców.



Caleb Holt (Kirk Cameron) to oddany służbie strażak, który przechodzi poważny rodzinny kryzys. Jego wierna dotychczas żona Catherine (Erin Bethea) ma serdecznie dość swojej wiecznie nabuzowanej połówki. W związku z powyższym, między małżeństwem dochodzi do coraz poważniejszych spięć kończących się zwykle wybuchami agresji i "cichymi" dniami. Doprowadzona do granic cierpliwości żona decyduje się w końcu złożyć papiery rozwodowe u adwokata. Zrozpaczony Caleb jest o krok od dania za wygraną przez dopełnienie swojej części formalności. Na szczęście Holtowi z pomocną ręką przychodzi jego ojciec, John (Harris Malcolm). Tata oferuje synowi podjęcie tajemniczego programu czterdziestu kroków celem przywrócenia miłości w wyjałowionym małżeństwie. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Catherine zaczyna interesować się przystojny lekarz z pracy... Czy Caleb odzyska ukochaną i odnajdzie Boga?



Bodajże największą zaletą filmu "Próba ogniowa" jest sprawnie rozpisany scenariusz ukazujący heroiczne zmagania męża o odzyskanie utraconej iskry w relacjach partnerskich. Stan pożycia małżeńskiego między Calebem i Catherine na samym początku historii to typowy obrazek charakterystyczny dla wieloletnich związków. Rutyna dnia codziennego bierze górę nad uczuciami, stres związany z presją w pracy rozładowany zostaje w czterech ścianach domu, z kolei nawiązanie wzajemnego dialogu między małżonkami urasta do miana misji niemożliwej. Co ciekawe, sam pomysł wprowadzenia w życie 40-u porad mających naprawić stosunki partnerskie jest bardzo przyziemny i realistyczny. Abstrahując od licznych cytatów z Pisma Świętego, którymi upstrzona jest lista kolejnych czynności; widz jest w stanie uwierzyć w skuteczność poszczególnych działań. Wszak w zgiełku obowiązków człowiek nierzadko zapomina o tak trywialnych uprzejmościach jak podarowanie ukochanej osobie skromnego prezentu czy przygotowanie śniadania... Tak czy inaczej, zmagania Caleba z własnymi słabościami oraz przywarami charakteru obserwuje się z rosnącym zaciekawieniem.



Nieliczne wątki sensacyjne spełniają należycie swą rolę. Caleb raczej nie daje z siebie wszystkiego w domowym zaciszu, aczkolwiek tego samego nie można powiedzieć o jego poczuciu obowiązku w pracy. Jako nieustraszony strażak mężczyzna wielokrotnie udowodnia, iż stawia życie obcych osób ponad swoje własne. Zadziwiająco dobrze sprawdzają się sceny mające z założenia trzymać kinomana w napięciu. Pierwszy z brzegu przykład to desperacka próba ocalenia pasażerów auta uwięzionych w powyginanej karoserii. Animuszu opisanej sekwencji dodaje fakt, iż wrak znajduje się na środku torów, po których nieuchronnie zbliża się rozpędzony pociąg... Dzięki takim zabiegom fabuła nabiera nieco kolorytu, chociaż od razu uprzedzam, nie liczcie na drugi "Ognisty podmuch" czy nawet "Płonącą pułapkę".



Dla osób uczulonych na wstawki stricte religijne niektóre dialogi i sytuacje będą nie do przyjęcia. Toporne próby przedłożenia dogmatów Biblii niewierzącemu protagoniście, lekko irracjonalne wypowiedzi bohaterów czy pompatyczna przemowa z gigantycznym krzyżem w tle w większości kinomanów wzbudzą li tylko uczucie zażenowania. Na szczęście "Próba ogniowa" we wspomnianym aspekcie i tak wypada o niebo lepiej od późniejszego tytułu "Bóg nie umarł". Pozycja z 2014 r. osiągnęła niezamierzony poziom komizmu przez pożałowania godne interakcje między bohaterami; z tragiczną i absurdalną wymianą zdań w restauracji na czele. Film Pana Alexa Kendricka nie jest tak boleśnie nachalny w swojej prochrześcijańskiej wymowie, co pozytywnie wpływa na odbiór produkcji. Gdy fabuła skupia się na pełnokrwistym dramacie, recenzowany obraz naprawdę da się oglądać bez zbytniego zgrzytania zębami.



Oczywiście wiele sytuacji w filmie jest nieco uproszczonych, w dodatku średnie aktorstwo nie ratuje sprawy. Kirk Cameron, niegdyś szalony młodzieniec z komedii "Jaki ojciec, taki syn", a obecnie nawrócony wyznawca Boga, nigdy nie należał do ścisłej czołówki Hollywood. Paradoksalnie na ekranie aktor sprawdza się znacznie lepiej w trudniejszych do odegrania scenach dramatycznych niźli w niekontrolowanych napadach wściekłości. Podczas gdy w bezowocnych staraniach o względy żony Cameron wypada naturalnie, tak nadmiernie ekspresywne wrzaski przez niego uskuteczniane trącą sztucznością na kilometr. Znacznie ciekawiej prezentuje się drugi plan, z uroczą Erin Betheą i charyzmatycznym Harrisem Malcolmem na czele. Gros obsady stanowią, zgodnie z ciekawostkami zamieszczonymi na internecie, wolontariusze działający w służbie Panu, ale taki już urok tego typu produkcji.



Dzięki, nomen omen, Bogu, narracja nie przybiera stale moralizatorskiego tonu. W fabule znalazło się również miejsce na parę humorystycznych wstawek obejmujących choćby płatanie figli kolegom z pracy. Twórcy scenariusza pokusili się nawet o swego rodzaju fabularny "twist" wywracający do góry nogami jeden z wątków opowieści. Nie jest to oczywiście zaskoczenie rzędu finału "Siedem", tym niemniej autorom skryptu należą się brawa za podjęcie próby przełamania schematów.



Seans z filmem dopełnia całkiem dobrze skomponowana muzyka. Podnoszące na duchu utwory bez wątpienia pasują do wydarzeń rozgrywających się na ekranie. O ile ogólna realizacja obrazu (z telewizyjnymi zaciemnieniami łączącymi ujęcia) niemalże z miejsca zdradza niskobudżetowy rodowód produkcji, tak oprawa muzyczna pozwala spojrzeć na tytuł łaskawszym okiem.



Podsumowując, skromna "Próba ogniowa" wywarła na mnie znacznie lepsze wrażenie niż droższa i przereklamowana "Chata". Tak się jakoś złożyło, że obejrzałem obie wymienione produkcje w odstępie jednodniowym. Bezsprzecznie na korzyść hitu z Samem Worthingtonem przemawiają: bogata oprawa, znane nazwiska w obsadzie i zaplecze finansowe. Dzieło Pana Hazeldine jest jednak niemiłosiernie przeciągnięte o dobre pół godziny, podczas gdy projekt Pana Kendricka został znacznie lepiej skondensowany. Fakt, "Próba ogniowa" nie wzrusza tak, jak "Chata", ale zwyczajnie ogląda się ją przyjemniej. Ze względu na nacechowany religijnie przekaz opisywanej pozycji, trudno mi ją z czystym sumieniem polecić osobom spoza kręgu wierzących. Aczkolwiek jeśli niezadeklarowany kinoman przymknie oko na pojawiające się tu i ówdzie niezgrabne zabiegi chwalące Boga w fabule, czeka na niego całkiem wciągający seans z niezłym obyczajem.

Ogółem: 6/10

W telegraficznym skrócie: kino chrześcijańskie przeznaczone dla ściśle określonej widowni; dobra konstrukcja fabularna mogłaby stanowić podwaliny solidnego, "neutralnego" obyczaju; sprawnie nakreślone relacje między skłóconymi małżonkami dają pole do popisu dla dalszego rozwoju historii; religijne wstawki obecne w wyraźnym, lecz nie przesadnie nachalnym, natężeniu; telewizyjna jakość produkcji daje się we znaki; tani, filmowy moralitet, który ogląda się zaskakująco nieźle.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Udostępnij: