Recenzja filmu

Przetrwanie (2011)
Joe Carnahan
Liam Neeson
Frank Grillo

It amazes me, the will of instinct

Tak przed laty śpiewał Kurt Cobain w piosence "Polly" z albumu "Nevermind" (1991) Nirvany. Co prawda ostatni film Joego Carnahana do takich refleksji raczej nie doprowadzi, niemniej to kino ...
Tak przed laty śpiewał Kurt Cobain w piosence "Polly" z albumu "Nevermind" (1991) Nirvany. Co prawda ostatni film Joego Carnahana do takich refleksji raczej nie doprowadzi, niemniej to kino pozytywnie zaskakujące. Twórca "Na tropie zła" zręcznie porusza się w obranej przez siebie konwencji, oferując widzom porcję solidnej, survivalowej rozrywki, dzięki której nie powinni wyjść z kina zawiedzeni.

Przekonująco zagrany przez Liama Neesona, John Ottway stoczył już niejedną walkę w swoim życiu i nie można powiedzieć, że były one wygrane. Dręczą go wspomnienia z dzieciństwa i reminiscencje zmarłej żony, które doprowadzają go do włożenia sobie lufy karabinu do ust. Przed pociągnięciem za cyngiel powstrzyma go usłyszane z oddali wycie wilka. Jeszcze nawet nie przypuszcza, że rozpaczliwa rezygnacja wkrótce zamieni się w dramatyczny pojedynek z nieprzyjaznym odludziem i właścicielami na poły złowrogiego i zbawiennego dla Ottwaya skowytu. Samolot transportujący grupę pracowników na pola naftowe rozbija się bowiem w sercu skutej lodem Alaski. Z ponad setki pasażerów przeżyć udaje się ośmiu. Najgorsze jednak dopiero przed nimi. Wiatr, śnieg i trzaskający mróz okażą się jedynie drobną uciążliwością w obliczu konfrontacji z watahą krwiożerczych wilków. Czeka ich mordercza walka na lodowej pustyni, którą wygrać mogą tylko najsilniejsi i ci, którzy nie przegrają w pojedynku ze sobą. Zaś zatrudniony docelowo do ochrony obozu pracowników przed dzikimi zwierzętami Ottway stanie się naturalnym liderem ocalałej ósemki. Miedzy niedobitkami dojdzie do niejednej scysji, każdego z nich nie wypada nazwać inaczej jak twardzielem. Ale natura cierpliwie zrewiduje ich faktyczną siłę i pozostawi przy życiu najwytrwalszych. A miarą tego okaże się najprostszy gest - podanie ręki.

Jak widać po powyższym opisie, Carnahan wypełnia schemat kina survivalowego. Robi to jednak na tyle zręcznie i z wyczuciem, że korzystanie z wypróbowanych klisz nie razi w oczy jak bijąca z ekranu śnieżna biel alaskańskich pustkowi. Pewnie trzyma tempo opowieści i prowadzi wspomaganą energiczną muzyką akcję, zwalniając kiedy trzeba, jednak nigdy nie popadając w nudziarstwo. Nie boi się wpleść kilku szorstkich żartów, przez co z ekranu nie bije bez przerwy śmiertelna powaga, a widzowie mogą od czasu do czasu odetchnąć z ulgą przed kolejnym zmaganiem protagonistów z chmarą psowatych. Wydatnie pomaga mu w tym zniuansowana gra Neesona, świetnie sprawdzającego się w roli pokonanego przez życie nieułomka, który dostaje szansę na katharsis za błędy przeszłości. A także antagonista - natura. Pięknie sfotografowana w "Przetrwaniu" tundra Alaski posiada obezwładniającą, wysysającą ludzkie moce siłę. Społeczność wilków to natomiast przeciwnik zabójczo doskonały - poukładany, inteligentny organizm. Symbol strachu. Synonim życia. Przyroda jest bezwzględna, nie ma litości dla niechcianych ludzi. Czy, jeśli postawić obok tego faktu powód feralnego lotu, wydobycie ropy, można podejrzewać naturę o zemstę za wyniszczającą działalność człowieka?

Słabsze strony filmu wynikają z ograniczonego budżetu. Objawia się to w "Przetrwaniu" dwojako. Z jednej strony Carnahan zmuszony był wykorzystać względnie konwencjonalne środki wyrazu (co swoją drogą wyszło mu świetnie), z drugiej - widać, że jego film nie jest tak dopieszczony wizualnie jak podobne produkcje z Fabryki Snów. Weźmy choćby sekwencję katastrofy samolotu - stosunkowo krótka i oszczędna skutecznie uruchamia wyobraźnię, ale tchu w piersi nie zapiera; albo wilki - na ekranie pojawiają się dość rzadko, co potęguje napięcie, ale nawet wtedy zauważyć można, że ich animacja pozostawia nieco do życzenia. Trochę rzuca się też w oczy brak większej ilości pierwszoligowych gwiazd.

Pewnie można było także zrezygnować z kilku ujęć (zwłaszcza finałowych) i uniknąć zbędnej ckliwości, skracając przy tym film z prawie dwóch bitych godzin. Nie są to jednak aspekty drastycznie obniżające wartość "Przetrwania", a emanujący z niego potężny i szczery ładunek emocjonalny sprawia, że rzeczone sto dwadzieścia minut upływa z dziełem Carnahana bardzo szybko i przyjemnie. Spodziewałem się czegoś słabszego, tym bardziej polecam.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
46% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (56 głosów).
Udostępnij:
Współcześnie twórcy na różne sposoby starają się przestraszyć bądź zaskoczyć widzów. Prześcigają się z pomysłami, które raz okazują się nowatorskie i całkiem udane, a raz ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 46%