Recenzja filmu

Psychopata (1995)
Jon Amiel
Sigourney Weaver
Holly Hunter

Seryjny morderca

Seryjni mordercy byli, są i prawdopodobnie będą zawsze jednymi z głównych bohaterów filmów grozy. Dzieje się tak dlatego, że człowiek od zawsze chciał w pełni zrozumieć motywy działania drugiego ...
Seryjni mordercy byli, są i prawdopodobnie będą zawsze jednymi z głównych bohaterów filmów grozy. Dzieje się tak dlatego, że człowiek od zawsze chciał w pełni zrozumieć motywy działania drugiego człowieka, a także dlatego, że zawsze fascynowało go to, co tajemnicze i nieznane. A cóż bardziej może być fascynującego w drugiej osobie, jeśli nie to, co dzieje się w jej umyśle. Zwłaszcza jeśli jest to umysł psychicznie chorego człowieka.

Mistrzem tego gatunku był niewątpliwie Alfred Hitchcock ("Psychoza" czy "M jak morderca"). Filmów takich nietrudno szukać i później ("Siedem", "Łowcy umysłów", "Kolekcjoner kości", "Obserwator" itd.). Dlaczego więc mielibyśmy obejrzeć kolejny, a mianowicie "Psychopatę" w reżyserii Jona Amiela?

Film opowiada o doktor psychologii Helen Hudson (Sigourney Weaver), która specjalizuje się w tworzeniu profili psychologicznych seryjnych morderców. Tak się jednak składa, że i ona sama była niedoszłą ofiarą jednego z nich. Osadzony w więzieniu skazaniec znalazł sobie jednak ucznia, który ma za niego dokończyć jego dzieła. Od tej chwili naśladowca realizuje swój zbrodniczy plan, a doktor Hudson staje się wbrew swej woli policyjnym ekspertem i potencjalnie kolejną ofiarą. Borykająca się z własnym lękiem i strachem psycholog stara się rozpracować psychopatę, choć wie, że i ona jest na jego liście.

Niewątpliwym atutem jest tutaj obsada głównych bohaterów. Sigourney Weaver znana choćby z serii "Obcy" oraz znakomita rola Holly Hunter. Grający zabójcę William McNamara pokazał w tym filmie swoje drugie oblicze jako aktor. Ciekawa jest kreacja głównej bohaterki, która staje się ofiarą, by w ten sposób zapewnić sławę oprawcy. Interesujące jest przede wszystkim to, że ów seryjny morderca naśladuje czyny ludzi istniejących w rzeczywistości, takich jak np. Ted Bundy czy David Berkowitz. Nadaje to historii pewne niespotykane w tego typu produkcjach poczucie autentyzmu. Film ma niezwykle psychologiczne zabarwienie i widz rzeczywiście stara się zrozumieć motywy sprawcy. Jest też ogromne zabarwienie emocjonalne. Czuje się podziw i współczucie dla głównej bohaterki, a jednocześnie bunt przeciw odczuciu, że tak naprawdę tragedii, pomimo posiadanej wiedzy, trudno jest zapobiec.

Uważam ten film za klasykę gatunku, a zaraz po nim stawiam film "Siedem". Po obejrzeniu "Psychopaty" zainteresowałem się głębiej problematyką seryjnych morderców, zwłaszcza że, jak już wspomniałem, przywołuje on faktycznie działających w różnym czasie w USA psychopatów.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
54% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
Udostępnij: