Recenzja filmu Rodzina Addamsów (2019)
Conrad Vernon
Greg Tiernan

Bitwa o dom

Spotkanie nonkonformistycznych arystokratów Addamsów z przedstawicielami nudnej klasy średniej wprawia w ruch karuzelę żartów, których nie powstydziłby się Tim Burton z czasów "Soku z ...
Filmweb sp. z o.o.
Mijają lata, a upiorny urok rodziny Addamsów nie traci na sile. Rozmiłowany w makabrze, wyjęty żywcem z gotyckiego horroru klan zamieszkał na łamach magazynu "The New Yorker" tuż przed II wojną światową. Przesycone ironią komiksowe paski o przygodach familii szybko podbiły serca czytelników. W kolejnych dekadach wymyśleni przez rysownika Charlesa Addamsa bohaterowie zawojowali mały i wielki ekran, doczekali się serii książek i oraz gier wideo, by wreszcie zadebiutować na Broadwayu. Teraz możemy ich podziwiać w zrealizowanej przez twórców "Sausage Party" animacji komputerowej. Będący pomostem między tradycją a nowoczesnością film czerpie garściami z komiksów Addamsa, a zarazem wprowadza jego ekscentryczne postaci w XXI wiek - epokę mediów społecznościowych, wszechobecnej inwigilacji oraz nasilającego się lęku przed obcymi. Co najważniejsze, robi to w bardzo zabawny sposób.

photo.title

W prologu utworu familia Addamsów zostaje zmuszona do opuszczenia rodzinnych stron po tym, jak nieakceptujący jej upiornego stylu życia, uzbrojeni w pochodnie i widły sąsiedzi wpadają z niezapowiedzianą wizytą na ślub Gomeza i Morticii. Nowożeńcom oraz ich pupilowi Rąsi udaje się znaleźć bezpieczny azyl w opuszczonym zakładzie dla obłąkanych. W nawiedzonym gmaszysku na świat przychodzą wkrótce dzieci pary - sypiająca pod gilotyną Wednesday oraz nierozstający się z laską dynamitu Pugsley. Rodzinna sielanka kończy się z chwilą, gdy o istnieniu bohaterów dowiadują się mieszkańcy położonego nieopodal miasteczka. Na ich czele stoi przedsiębiorcza dekoratorka wnętrz oraz gwiazda telewizji Margaux Needler, która zamierza przerobić straszny dwór Addamsów na pastelowe lokum rodem z katalogu Ikei. Jakby tego było mało, Morticia i spółka muszą przygotować posiadłość na zjazd krewniaków. No cóż, nikt nie mówił, że podtrzymanie domowego ogniska - choćby płonął w nim piekielny płomień - będzie łatwe…

photo.title

Spotkanie nonkonformistycznych arystokratów Addamsów z przedstawicielami nudnej klasy średniej wprawia w ruch karuzelę żartów, których nie powstydziłby się Tim Burton z czasów "Soku z żuka" i "Edwarda Nożycorękiego". Twórcy mieszają w kociołku slapstick, satyrę społeczną oraz teatr Grand Guignol, doprawiając miksturę licznymi cytatami z klasyków kina grozy. Po ekranie fruwają więc czerwone baloniki kojarzące się z pewnym morderczym klaunem, jedno z członków familii zachowuje się przez moment jak ofiara "Inwazji łowców ciał", z kolei hodowana przez panią domu mięsożerna roślina przypomina doniczkowego stwora ze "Sklepiku z horrorami". Niech was jednak nie zwiedzie ów upiorny sztafaż. Sercem filmu pozostaje opowieść o rodzinie w kryzysie: rodzicach uczących się akceptować decyzje swoich dorastających dzieci, próbach znalezienia złotego środka między odwiecznymi zwyczajami a pukającą do drzwi współczesnością, nieuchronnych spięciach z przywiązanymi do tradycji przedstawicielami starszego pokolenia. Jeśli chodzi o te ostatnie, świetnie wypadają zwłaszcza sceny pasywno-agresywnych utarczek między Morticią a jej teściową.

photo.title

Komedia Conrada Vernona i Grega Tiernana przypomina, że niezależnie od tego, czy wolimy kolor różowy czy czarny, trzymamy w domu kanarka bądź lwa, wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Przy odrobinie dobrej woli możemy się ze sobą porozumieć i bezkolizyjnie koegzystować, szanując przy tym swoją odmienność. Spójrzcie tylko na soundtrack "Rodziny...", na którym harmonijnie współbrzmią  klasyczny motyw przewodni autorstwa Vika Mizzy'ego oraz jego trapowa przeróbka w wykonaniu Migosów i Snoop Dogga. Addamsowie łączą pokolenia!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (25 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię