W 1997 roku niezbyt popularny reżyser kina niezależnego Ron Atkins stworzył drugi w swojej karierze obraz zatytułowany "Schizophreniac: The Whore Mangler". Film ten nie zyskał sobie zbyt dużej
W 1997 roku niezbyt popularny reżyser kina niezależnego Ron Atkins stworzył drugi w swojej karierze obraz zatytułowany "Schizophreniac: The Whore Mangler". Film ten nie zyskał sobie zbyt dużej popularności wśród widzów, a dlaczego? Zapewne znaczna część osób, które go widziały, nie były przygotowane na to, co w tym filmie można zobaczyć i stanowczo odradzały go komukolwiek, bowiem dzieło to nie należy do filmów, które spokojnie można obejrzeć z rodzinką przy obiedzie. Film zaczyna się jak typowy slasher z lat '80. Widzimy kobietę, która bierze prysznic. Nagle dzwoni telefon, ale w słuchawce nikt się nie odzywa. Potem oczywiście przychodzi morderca i ją zabija. Nie musimy się jednak długo zastanawiać, kto jest mordercą, bo już w następnej scenie dowiadujemy się, że był nim Harry Russo, który pisze scenariusze do filmów. Harry jest człowiekiem, który cierpi na niezliczoną ilość znanych i nieznanych chorób psychicznych, wszelkiego rodzaju dewiacji i uzależnień. Z powodu trudnego dzieciństwa Harry mści się na kobietach, których szczerze nienawidzi, a wszystko to przez jego matkę, która wychowywała go sama, ale zamiast niego wolała dziewczynkę. Stąd prawdopodobnie wziął się jego transwestytyzm. Przez prawie półtorej godziny obserwujemy, jak Harry żyje, dzień za dniem spełniając swoje fantazje i zabijając kolejne ofiary. Jednak samo zabicie Harry'emu najczęściej nie wystarczy. Często gwałci uśmiercone kobiety, a potem makabrycznie znęca się jeszcze nad ich zwłokami, np. rozbijając głowę kijem bejsbolowym albo zjadając ich części ciała. Wszystko to też wina Rubbernecka, bowiem to właśnie on, najlepszy przyjaciel Harry'ego, mówi mu, kogo ma zabić. Nie myślcie jednak, że Harry ma jakiś normalnych przyjaciół, owszem ma przyjaciół w sąsiedztwie, ale czasem nawet przy nich nie może się powstrzymać przed bezsensowną agresją. Wracając do tematu, Rubberneck jest lalką, którą podarowała Harry'emu jego żona Drew. W filmie co rusz dowiadujemy się czegoś o przeszłości bądź teraźniejszości głównego bohatera. Warto wspomnieć, że obserwowanie go ani trochę nie nudzi. Pod koniec filmu Harry kompletnie zwariował i nie rozróżniał już fantazji od rzeczywistości. Jak na kino niezależne to film w sumie został sprawnie z realizowany. Jednak efekty gore były po prostu żałosne, np. wyżej wspomniana rozbita głowa wyglądała jak styropian oblany czerwoną farbą. Efekty komediowe w filmie są, ale są niezamierzone. Wynikają z sytuacji, w jakiej znajduje się Harry i z tego, co mówi. W filmie pada niezliczona ilość przekleństw, przekroczono chyba każdą granicę. Mamy tu nekrofilię, pedofilię, kanibalizm, zjadanie własnej spermy, masturbacje w krwi i tysiące innych niesmacznych rzeczy. Aktorstwo jak to w kinie niezależnym leżało i kwiczało, ale jest wyjątek, a mianowicie John Giancaspro (Harry), który zagrał swoją postać bardzo realistycznie i niesamowicie wręcz odrażająco. Czy naprawdę nie warto oglądać "Schizophreniaca"? Jak dla mnie to film, który jest skierowany do wąskiej grupy osób, które lubią kino niezależne i maja już za sobą jakieś doświadczenie. Reszta na tym filmie będzie się nudzić i będzie zniesmaczona tym, co w tym filmie zobaczy. Mi się ogólnie film nawet podobał, ale jak wspomniałem, polecam go tylko ludziom, którzy takie kino lubią, reszta niech sobie daruje.