Recenzja filmu

Wojna domowa (2008)
Stephan Elliott
Jessica Biel
Colin Firth

Wolna amerykanka

Na zabawny film istnieje kilka sprawdzonych sposobów, a jednym z najczęściej i najchętniej używanych jest zderzenie dwóch odmiennych kultur. Ten chwyt zastosowali twórcy "Easy Virtue", ...
Na zabawny film istnieje kilka sprawdzonych sposobów, a jednym z najczęściej i najchętniej używanych jest zderzenie dwóch odmiennych kultur. Ten chwyt zastosowali twórcy "Easy Virtue", sprowadzając wyzwoloną i pełną życia amerykankę do arystokratycznego domu na angielskiej wsi, zamieszkanego przez skostniałych i poddanych konwenansom ludzi. Pechowo się złożyło, że owi ludzi są rodziną nowego męża Larity (Jessica Biel), Johna (Ben Barnes), i muszą – przynajmniej na parę tygodni – nauczyć się ze sobą żyć.

Od początku scenarzysta (a zarazem reżyser) Stephan Elliot, lekką ręką kreśli postaci – odrobinę przesadzone, jednak uroczo brytyjskie: wycofany i cyniczny pan Whittaker (Colin Firth), apodyktyczna i konserwatywna pani Whittaker (Kristin Scott Thomas) oraz ich dwie córki, które bezskutecznie usiłują wyjść za mąż. Przemykająca po domu służba dopełnia obrazu angielskiej zamożnej rodziny. Larita swoją osobą – tlenionymi włosami, zapalonym wiecznie papierosem – jest dla pani domu jak zgrzyt nożem o porcelanę. Zawodowo bierze udział w wyścigach samochodowych (jako pierwsza wtedy kobieta), mówi z amerykańskim akcentem, a John wcale nie jest jej pierwszym mężem. Ponieważ nie może się jej pozbyć, nie tracąc równocześnie syna, usiłuje obrzydzić synowej życie. To co nie dziwi w tym konflikcie, to bezstronność Johna, który rzecz jasna nie może tak po prostu odrzucić żadnej z ukochanych kobiet, jednak przez cały film jego postać jest ledwo zauważalna – dla rozwoju akcji jest nieistotny. Głównie obserwujemy potyczki Larity z jego matką, a jego zdaje się to nie obchodzić.

Czym naprawdę jest "Easy Virtue"? Z opisu fabuły wyglądałoby na to, że kolejną komedią w stylu "Sposobu na teściową", jednak jest to wrażenie błędne. Co prawda pełno tutaj zabawnych niespodzianek (zabójstwo pieska i niezapomniany Kan-kan), docinki i złośliwości sypią się każdemu z rękawa, ale świetna stylizacja retro i zaskakujące zakończenie stawiają "Easy virtue" w nieco innej kategorii. Nie jest to do końca komedia – konwencja filmu zmienia się wraz z rozwojem akcji. Robi się mniej zabawnie, ale nie mniej ciekawie. Okazuje się, że każdy, nawet z najbardziej ułożony z pozoru człowiek ma do ukrycia jakieś brudne sekrety. Wszystko stopniowo wychodzi na jaw, a w międzyczasie Larita trzęsie posadami konserwatywnego, arystokratycznego domostwa.

Tym, co absolutnie zachwyca w "Easy Virtue", są wspaniałe, cięte dialogi. Nie zawodzi ani razu Colin Firth, który stworzył aktorsko świetną kreację. Pan Whittaker, złamany doświadczeniami wojny, nie interesuje się absolutnie rodziną, ale powiew nowości i energię, jakie wniesie Larita, będą miały na niego zbawienny wpływ. Do tej pory wycofany, rzucający tylko kąśliwe uwagi, zacznie znowu żyć. Niestety, potyczki słowne nie uratują filmu, gdy kuleje miejscami scenariusz – a John, ledwo dostrzegalny na ekranie, jest przecież kluczową postacią – to z jego powodu zderzają się dwa żywioły uosobione przez jego matkę i żonę. Jednak nie ma on nic do powiedzenia ani widzom, ani swojej rodzinie.

Mamy wyzwoloną Amerykankę, skostniałych Brytyjczyków, wielką posiadłość na wsi i mnóstwo okazji do żartów. Wszystko ładnie i zgrabnie się układa, jednak pewna schematyczność, przeciętne aktorstwo Biel i chodzenie na łatwiznę nie pozwala uznać "Easy Virtue" za dzieło wybitne. Mamy więc dobry film z celującymi dialogami.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
50% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
Udostępnij:
"Wojna domowa" nie ma nic wspólnego z polskim serialem z lat 1965-66. To tylko znowu dał znać o sobie geniusz i pomysłowość polskich dystrybutorów  decydujących o ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 23%