Recenzja filmu

Wydział pościgowy (1998)
Stuart Baird
Tommy Lee Jones
Wesley Snipes

O Szeryfach Federalnych

Zrealizowany w 1993 roku "Ścigany" był jednym z najbardziej kasowych przebojów tamtego okresu. Opowiadał historię niesłusznie oskarżonego o morderstwo dr Richarda Kimble (Harrison Ford) ściganego ...
Zrealizowany w 1993 roku "Ścigany" był jednym z najbardziej kasowych przebojów tamtego okresu. Opowiadał historię niesłusznie oskarżonego o morderstwo dr Richarda Kimble (Harrison Ford) ściganego przez szeryfa federalnego Samuela Gerarda (Tommy Lee Jones) i jego zespół. Mimo iż centralną postacią tamtego obrazu był bohater grany przez Forda, to właśnie postać wykreowana przez Jonesa zdobyła największe uznanie widzów oraz krytyków. Wystarczy tylko wspomnieć, że Tommy Lee Jones dostał za swą rolę Oscara. Jego powrót w roli szeryfa federalnego był całkiem pewny i ostatecznie stał się faktem.

"U.S. Marshals", czyli w wolnym tłumaczeniu "Wydział pościgowy" został nakręcony w 1998 roku przez cenionego w Hollywood montażystę, Stuarta Bairda, który wcześniej wyreżyserował tylko całkiem niezłą "Krytyczną decyzję" (osławiony film, w którym ginie Steven Seagal). Reżyser postanowił opowiedzieć całkiem podobną historię do tej w "Ściganym", ale z nieco innej perspektywy. Jego celem podstawowym miało być pokazanie pracy zespołu kierowanego przez Gerarda z szeryfem federalnym jako centralną postacią i największą gwiazdą. Z pewnością ucieszy fakt, iż z wyjątkiem Cooper, którą gra teraz LaTanya Richardson, powracają na ekran wszyscy szeryfowie znani z pierwszej części, czyli Cosmo (Joe Pantoliano), Biggs (Daniel Roebuck) oraz Newman (Tom Wood), równie zawzięci i nieustępliwi jak dotychczas. Tym razem mają oni za zadanie schwytać człowieka, który zamordował dwie osoby w gmachu ONZ w Nowym Jorku i wymknął się policji po katastrofie samolotu, którym był konwojowany z Chicago do NYC. Okazuje się niestety, iż Mark Roberts vel. Warren vel. Sheridan to niezwykle sprytny i przebiegły człowiek, mający za sobą bogatą i mroczną przeszłość, którego schwytać będzie niezwykle ciężko i który przy okazji będzie próbował udowodnić swą niewinność. Niezwykle trudnego zadania schwytania Marka może się podjąć tylko ktoś taki jak Sam Gerard i jego "deputies".

Fabuła tego filmu nie jest może nazbyt zaskakująca, ale trzeba przyznać, iż film, jak na porządne kino sensacyjne przystało, trzyma bardzo dobry poziom. Mimo  iż od pewnego momentu wiadomo, kto jaką rolę odgrywa w całej tej historii, widz z uwagą obserwuje dalsze wątki rozwijającego się śledztwa oraz w napięciu oczekuje na finałowe rozstrzygnięcia. Także od strony aktorskiej filmowi nie można zbyt wiele zarzucić, choć głosów zachwytu też pochopnie nie ma co wydawać. Tommy Lee Jones jest chyba stworzony do swojej roli bo nadal gra ją znakomicie. Inni szeryfowie grają na przyzwoitym poziomie, ale wśród nich wybija się Cosmo grany przez Joe Pantoliano. Aktor ten w niezły sposób zmieszał profesjonalizm i zawziętość szeryfa federalnego z lekkim włoskim akcentem oraz nutką ironii lub nawet sarkazmu, co czyni jego postać chyba najbarwniejszą w całym filmie. Wesley'a Snipesa nawet nie próbuję porównywać do Harrisona Forda, bo aktorsko trochę mu do Forda jednak brakuje, ale bynajmniej bohater przez niego grany nie zniechęcał mnie. Był on mało wyrazisty, więc raczej byłem lekko obojętny na jego losy. Wypada jeszcze wspomnieć o agencie Royce, w którego wcielił się Robert Downey Jr. Uczciwie przyznam, iż znam tego aktora z lepszych ról (o jego "Chaplinie" już nawet nie wspominam), ale swoją rolę zagrał na tyle przyzwoicie, że przynajmniej w scenach z jego udziałem napięcie "nie siadało". Jako "ozdobnik" zagrała Irene Jacob, aktorka ze wsze chmiar utalentowana, która tutaj z dość oczywistych względów nie mogła swego warsztatu zaprezentować, ale mimo wszystko uważam, że do swej nawet ozdobnej roli mogła się nieco bardziej przyłożyć.

Wizualnie film jest nie najgorszy i pomimo drobnych niedociągnięć ogląda się go całkiem przyjemnie. Może jedynie katastrofę samolotu można było pokazać w bardziej efektowny sposób (zwłaszcza lądowanie). W każdym razie Andrzej Bartkowiak jako operator dzielnie się spisał. Jestem również zobligowany wspomnieć dwa słowa o muzyce do filmu, której autorem jest nieżyjący już Jerry Goldsmith. W wielu recenzjach czytam, że muzyka jest zbyt ostra i agresywna, a czasem nawet to nie jest muzyka. Chyba ktoś słuchał soundtrack, ale nie obejrzał filmu. Muzyka Goldsmitha w pełni oddaje klimat i nastrój "U.S. Marshals", gdzie sporo jest napięcia, zmian tempa czy nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jeśli ktoś spodziewał się pięknych ballad przyprawionych chórkami to nie dziwię się jękom zawodu. Muzyka w świetny sposób podkreśla upór, determinację i nieustępliwość tytułowych szeryfów. Tu nie ma miejsca na sentymenty, chwilę rozluźnienia czy chwilę wahania, i to właśnie odzwierciedla muzyka do "U.S. Marshals".

"Wydział pościgowy" to typowe kino sensacyjne, jednak w swoim gatunku jest filmem naprawdę bardzo dobrym. Ma niebanalny scenariusz, świetną obsadę i, co ważne, trzyma widza w napięciu. Mimo pewnych niedoróbek, które zresztą w każdym filmie mogą się zdarzyć, film można uznać za bardzo udaną kontynuację "Ściganego". Czy lepszą od pierwowzoru? Zapewne nie, ale z pewnością "Wydział pościgowy" poziomem od "Ściganego" zanadto nie odbiega. Polecam ten film wszystkim fanom dobrego kina sensacyjnego, a resztę szczerze zachęcam.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
89% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).