Recenzja Sezonu 6

Kulawe konie (2022)
James Hawes
Jeremy Lovering
Gary Oldman
Kristin Scott Thomas

Szpiedzy tacy jak my

Przepis, który zadecydował o sukcesie serialu Apple TV, dalej się sprawdza. Wśród najważniejszych składników należy wymienić nietypowych bohaterów, bezbłędne wyczucie gatunkowej konwencji,
Szpiedzy tacy jak my
źródło: Materiały prasowe
Agenci Jacksona Lamba (Gary Oldman) nie mają w życiu lekko. Już dawno zostali zepchnięci na boczny tor i mało kto traktuje ich poważnie. Tłoczą się w ruderze, którą trudno nazwać biurem, a na domiar złego nagle przestali otrzymywać wypłatę, która i tak była za niska. Szybko jednak sen z powiek znacznie im spędzać poważniejszy problem: ktoś morduje osoby związane ze Slough House. Ścigani niczym zwierzyna, rozdzieleni i pozbawieni środków oraz pomocy, będą musieli przetrwać i rozwiązać wielowątkową intrygę, która sięga najwyższych szczebli MI5.

"Kulawe konie", serial Apple TV na podstawie powieści Micka Herrona, na etapie szóstego sezonu zaskakuje przede wszystkim tym, jak równy poziom udaje mu się utrzymać. To jedna z lepszych produkcji, które możemy obecnie oglądać w streamingu, a fakt, że każdy sezon liczy zaledwie sześć odcinków, kondensuję intrygę, wyciskając z niej maksimum bez zbędnych zapychaczy. Szósta odsłona serii adaptuje wątki z dwóch powieści ("Joe Country" i "Slough House"), przez co można odnieść wrażenie, że jest jeszcze bardziej wypakowana wydarzeniami oraz akcją. Twórcy zgrabnie łączą je ze sobą, dynamizując opowieść poprzez równolegle prowadzoną narrację, a początkowo pozornie niezwiązane ze sobą sytuacje z czasem się zazębiają, prowadząc do finału trzymającego na krawędzi fotela. 


W szaleńczym tempie twórcy nie zapominają na szczęście o bohaterach, kontynuując ich prywatne wątki. River Cartwright (Jack Lowden) stawia czoła żałobie po śmierci bliskiej osoby, Catherine Standish (Saskia Reeves), boryka się z nawrotem choroby alkoholowej, sfrustrowana Shirley Dander (Aimee-Ffion Edwards) widzi coraz mniej sensu w codziennej pracy. W obliczu śmierci problemy te zejdą na dalszy plan, ale na pewno nie dadzą o sobie zapomnieć, dzięki czemu stawki emocjonalna i dramaturgiczna będą równie wysokie.

Cykl dalej po mistrzowsku balansuje na granicy autoparodii, co wydaje mi się jego największą siłą i czymś, dzięki czemu zachowuje świeżość. Już same założenia serii mogłyby posłużyć za kanwę komedii – w końcu to opowieść o grupie przegrywów, którzy trafiają na ławkę rezerwowych jednej z największych agencji wywiadowczych świata. Przerysowane charaktery postaci, podkreślanie ich lenistwa, nieudolności lub braku kompetencji stanowią nie tylko źródło humoru (często smoliście czarnego), ale też dramaturgiczną podstawę serii. Całość wydaje się wzięta w pewien cudzysłów umowności, co nie przeszkadza twórcom stworzyć bohaterów z krwi i kości i opowiadać tak, że trudno oderwać się od ekranu. Idealne proporcje między poważną intrygą a komediowym zacięciem (widocznym też w interakcjach między postaciami) pozwalają im sprzedać nawet tak kiczowate zagranie, jak powrót pewnej postaci z martwych. To nie tania zagrywka (nastawiona na szokowanie lub fan service), wręcz przeciwnie: zostaje tu tak wiarygodnie umotywowana fabularnie, że nie powoduje wywracania oczami, a podsyca zainteresowanie, dokładając kolejną cegiełkę do poplątanej intrygi.


Ta, jak wspomniałem, sięga zwierzchników tytułowej grupy, przez co mamy rzadką okazję oglądać Dianę Taverner (Kristin Scott Thomas) w niecodziennej dla niej sytuacji – gdy kompletnie traci kontrolę i podejmuje szereg nietrafionych decyzji. Rozpaczliwe wysiłki przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego: zamiast pomóc utrzymać się na powierzchni, ciągną w dół niczym betonowe buty, na czym najbardziej cierpią oczywiście płotki, a więc podopieczni Lamba. Serial, zaglądając za kulisy pracy tajnych agentów i ukazując ją w kluczu do przesady realistycznym, demitologizuje popkulturowy obraz tej profesji i bez znieczulenia ujawnia jej mroczną stronę: tajne operacje nie mają wystarczającego budżetu, a życie ludzkie jest najtańszą walutą. Bez mrugnięcia okiem można rzucić sprzymierzeńców na pożarcie wilkom, żeby tylko ratować własną skórę w imię dobra kraju. Straty uboczne są wpisane w koszty. Ironia polega na tym, że finalnie niczym rycerz na białym koniu na odsiecz przybędzie nie kto inny, a sam Lamb. Mężczyzna – mimo aparycji menela i kompletnego braku manier – kolejny raz udowodni, że jest najostrzejszym nożem w szufladzie.

Oparcie fabuły na dwóch, a nie – jak dotychczas – jednej powieści, to nie jedyna zmiana. Pierwszy raz showrunnerem produkcji nie był Will Smith. Zastąpiła go Gaby Chiappe, która pełni również rolę głównej scenarzystki. Wywiązała się ona z zadania bardzo dobrze, zwłaszcza że przyszło jej łączyć wątki dwóch książek – mimo to udało się stworzyć spójną opowieść, której kolejne elementy jasno z siebie wynikają. Nie zabrakło nowych twarzy – Lenny Rush, dołączając do ekipy Lamba, wprowadza do niej nową dynamikę, zaś Kyle Soller i MyAnna Buring tworzą archetypiczny duet płatnych zabójców – równie niebezpieczny, co małomówny. Na ekran powraca również demoniczny Hugo Weaving i w duecie z Garym Oldmanem ma szansę sparafrazować jedną z najsłynniejszych scen z "Gorączki", gdzie przy stoliku spotkali się Al Pacino i Robert De Niro.



Przepis, który zadecydował o sukcesie serialu Apple TV, dalej się sprawdza. Wśród najważniejszych składników należy wymienić nietypowych bohaterów, bezbłędne wyczucie gatunkowej konwencji, świetne kreacje aktorskie i zwarte, intensywne fabuły, którym przy całej swej powadze nie brakuje komediowego wyczucia. Szósty sezon "Kulawych koni" udowadnia, że to historia wciąż zachowująca świeżość i posiadająca bohaterów, których losy chce się śledzić. Frajda płynąca z ekranu jest odwrotnie proporcjonalna do tego, jak gładko idzie im mierzenie się z kolejnymi wyzwaniami, ale i do tego chyba już się przyzwyczailiśmy. Od samego początku wiadomo przecież, że nie będą mieli łatwo. Patrząc na zwiastun kolejnej serii, dołączony do ostatniego odcinka – w tej kwestii raczej nic nie zmieni się także w przyszłości, a wręcz będzie tylko gorzej.
1 10
Moja ocena sezonu 6:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Sezonu 1 serialu Kulawe konie
Wiadomo, że nie każdy filmowy, telewizyjny czy powieściowy szpieg wykonuje misje tak ekscytujące jak... czytaj więcej