Recenzja serialu

Młody papież (2016)
Paolo Sorrentino
Jude Law
Diane Keaton

Nowa twarz Watykanu

Byliśmy w Białym Domu, byliśmy w centrum kartelu narkotykowego z Medelin, byliśmy w sypialniach Hollywood, a nawet w podbiegunowym lodowcu, przyszła pora na Stolicę Apostolską. 
Kościół katolicki – największa na świecie organizacja religijna, posiadająca olbrzymi majątek, a jednocześnie skupiająca ludzi wokół wiary w życie wieczne. Wystarczy nie zabijać, nie kraść, potrzeby seksualne załatwiać we własnym domu, kochać Boga, w niedzielę chodzić do kościoła, by po śmierci trafić do Nieba. W czystości sumienia wspierać ma szarego człowieczka sługa boży. Empatyczny ksiądz, wrażliwy na los biednych, sierot i czarnych owiec. Który oczyści ludzki umysł z poczucia winy. Ukoi ból duszy. Wierny Bogu. Lojalny wobec szefa – najwyższego hierarchią człowieka Kościoła – papieża.

Oficjalnie sprawy duchownych mają się jak Bóg przykazał. Kochanki, kochankowie, bękarty, intrygi, czy zawłaszczenia to spotykana praktyka na czarno, za plecami Pana Boga. Sfera, której nikt nie ważył się wciągać do telewizji, a już na pewno nie w wykonaniu kardynałów z samej Stolicy Apostolskiej. I oto znalazł się śmiałek, który uchylił drzwi Watykanu, a skargi ludu włożył w usta wyimaginowanego papieża. Drodzy Widzowie, niebywała to przyjemność dla zmysłów, Paolo Sorrentino, mistrz wielkiego kina po raz pierwszy zaprasza do HBO na serial.

Niedaleka przyszłość. Obecny papież Franciszek nie żyje. Trwa konklawe. Kościół katolicki czeka na wybór nowego przewodnika. Tym nieoczekiwanie okazuje się najmłodszy spośród kardynałów. Jaki interes hierarchowie kościelni mieli w wyborze niedoświadczonego biskupa? A może wyniki zostały sfałszowane? Albo zgodnie z wierzeniami to Duch święty natchnął spróchniały aparat władzy kościelnej do radykalnej zmiany? Koniec końców najwyższa zwierzchność nad wyznawcami Jezusa Chrystusa z całego świata, przypada przystojniakowi z USA, który w pierwszych scenach filmu prezentuje się widzowi w biblijnym stroju Adama.

Kto sądził, że Lenny Belardo, przyjmujący imię Piusa XIII, będzie medialnym pupilkiem Kościoła, ten mylił się ogromnie. Po szybkim rozeznaniu w watykańskich zwyczajach i grzechach najbliższych współpracowników młody papież przystępuje do rewolucji, jaka od teraz nawiedza w koszmarach sennych cały kler. Realizuje boski plan niczym XXI wieczny Machiavelli. Plan Boga wściekłego na ludzkość. Brzydzącego się pedofilią wśród duchownych, ale też wśród zwykłych ludzi. Pius XIII nie chce ich dłużej w elitarnej organizacji, której członkowie mają doświadczyć życia wiecznego. Nie chce księży, którzy wyrzekają się miłości cielesnej w ramach jedynej dopuszczalnej przez Kościół jednostki społecznej, jaką jest małżeństwo z kobietą, a zamiast tego oddają homoseksualnym rozkoszom z przystojnymi seminariuszami. "Tchórzostwo!" krzyczy Bóg ustami Juda Law. Zero tolerancji dla hipokryzji Kościoła. Zero tolerancji dla homoseksualizmu czy aborcji. Radykalizm, który szokuje i uszczupla wygórowane wskaźniki wiernych Bogu, a także budżety żyjących dotychczas w dostatku księży.

Kim właściwie jest Lenny Belardo, że posuwa się tak daleko? Czyniącym cuda świętym? Drugim synem Boga? Prorokiem? Działa w imieniu własnym? Swoich osobistych przekonań, czy boskich? Tak naprawdę boskich, prosto z Nieba, w które my ludzie przecież wątpimy? A może jest oszustem?

Frankiem Underwoodem Watykanu? Który chce zniszczyć instytucję Kościoła bo tak. Bo taki ma kaprys. Uraz z dzieciństwa. Nienawidzi Boga, za nieodpowiedzialnych rodziców, którzy oddali go pod opiekę sióstr zakonnych?

Długo Paolo Sorrentino pozostawia widza w niepewności. Kreuje niecierpliwość. Jakby to co przyszło mu do głowy było czymś naprawdę wielkim. Wizja krytycznego rozłamu Kościoła, w obliczu aktualnych problemów świata, zyskuje jeszcze bardziej na atrakcyjności. Po serii filmów rozprawiających się z księżmi pedofilami, Sorrentino z gracją i typowym dla swojego kina urokiem ("Wielkie piękno", "Młodość", "Wszystkie odloty Cheyenne'a") przekracza zamknięte drzwi. Odkrywa przed widzem sekretne piękno wnętrz Watykanu i jego mieszkańców.

Jude Law z wdziękiem i ponętnością hollywoodzkiego amanta, jest szalenie zaskakujący w roli młodego papieża. Smutny, niepewny, srogi, żarliwy, promieniejący niewyjaśnialnym blaskiem, boleśnie samotny, bezwzględny. Świetny! Serialowy narkoman, głodny wciąż nowych doznań, będzie zdumiony tą odsłoną superbohatera, zapierającego dech w piersi wytwornością i przepychem, w dostarczonej helikopterem tiarze, z używania której bezpowrotnie zrezygnował pół wieku temu Paweł VI. Grzmiącego z papieskiego balkonu na zakłamanie ludzkości, by chwilę później przechadzać się po nieziemskich ogrodach Watykanu w papieskim dresiku, z papierosem i puszką cherry coke. A wszystko to w takt znakomitego zestawu muzycznego, od anielskich śpiewów po muzykę klubową.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
88% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (110 głosów).
Udostępnij:
Czy film o kulisach funkcjonowania Stolicy Apostolskiej może wywołać oburzenie u współczesnego konsumenta kultury. Czy wychowany na filmach Pasoliniego, kontrowersyjnych ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 84%