Recenzja serialu

Sexify (2021)
Piotr Domalewski
Kalina Alabrudzińska
Aleksandra Skraba
Maria Sobocińska

Kopulatorium

"Sexify" okazuje się opowieścią o dziewczęcej przyjaźni, burzliwym wkraczaniu w dorosłość i walce o prawo do samostanowienia. To także dowcipny portret wielkomiejskich millenialsów - pokolenia, ...
Kopulatorium
80% całkowitej zawartości Internetu to porno. Największe gwiazdy Instagrama to te, które pokazują swoje nagie ciało. A żeby odnieść sukces w tym świecie będąc kobietą, trzeba być atrakcyjną -  diagnozuje z goryczą główna bohaterka "Sexify", Natalia (Aleksandra Skraba). Po chwili dodaje jednak: Ja mam tylko mój mózg i to nim ogram ich wszystkich. Ambitna studentka informatyki jawi się jako duchowa kuzynka programistów z "Social Network" i "Doliny krzemowej". Jej  głód sukcesu jest nieposkromiony, a zdolności w dziedzinie nowych technologii - odwrotnie proporcjonalne do kompetencji społecznych. Kiedy więc Natalia wpada na pomysł stworzenia przełomowej aplikacji pozwalającej optymalizować kobiecy orgazm, z pomocą przychodzą bardziej doświadczone na polu relacji damsko-męskich koleżanki z akademika: przywiązana do tradycyjnych wartości Paulina (Maria Sobocińska) oraz zmieniająca facetów jak rękawiczki Monika (Sandra Drzymalska). Każdej z nich praca nad projektem daje szansę, by zrewidować życiowe priorytety i odpowiedzieć sobie na pytanie: kim naprawdę jestem?


"Sexify" okazuje się więc opowieścią o dziewczęcej przyjaźni, burzliwym wkraczaniu w dorosłość i walce o prawo do samostanowienia. To także dowcipny portret wielkomiejskich millenialsów - pokolenia, które w przeciwieństwie do wychowanych w PRL-u rodziców ma nieograniczone możliwości rozwoju, a mimo to wciąż tkwi jedną nogą w polskim piekiełku. Matka Natalii nie przyjmuje do wiadomości, że córka nie chce wrócić po studiach do rodzinnego miasteczka. Paulina boi się powiedzieć konserwatywnym krewnym, że mieszka bez ślubu z ukochanym. Z kolei Monika próbuje uniezależnić się od władczego tatusia-milionera (Cezary Pazura), który szczegółowo zaplanował pociesze przyszłość. To mentalne zawieszenie między swobodą a zniewoleniem daje o sobie również znać w podejściu młodych do seksu. Choć akademik, w którym mieszkają bohaterki, zdaje się być jednym wielkim "kopulatorium", mało kto potrafi mówić o "tych" sprawach otwarcie, bez wstydliwego rumieńca albo nerwowego chichotu. W "Sexify" odkrywanie własnej cielesności oraz nauka szczerej rozmowy o tym, co kręci i podnieca, staje się istotnym etapem dojrzewania bohaterek.


Reżysersko-scenariuszowy duet Kalina Alabrudzińska/Piotr Domalewski wie, jak zgrabnie poprowadzić wielowątkową historię, zdynamizować akcję przy pomocy wizualno-montażowych sztuczek, wreszcie rozśmieszyć widza wymianą zdań albo satyryczną obserwacją. Komediowe przerysowanie idzie w "Sexify" w parze z celnym okiem do detali. Dzięki temu ekranowy świat, choć podkolorowany i wygładzony, nie wygląda jak instagramowa fantazja o życiu w stolicy. Częściej niż wille i apartamenty kamera odwiedza pamiętającą czasy Gierka bursę albo M-2 ze zgrzebną meblościanką. Kiedy bohaterki muszą skorzystać ze środka transportu, wybierają raczej komunikację miejską i PKS, a nie limuzyny wprost z salonu. A gdy spędzają z rodzicami Wielkanoc, na stół wjeżdża serniczek, zaś ekran telewizora zalewa "Potop". Kto nigdy nie dogorywał na kanapie w asyście Wołodyjowskiego i Kmicica po nierównej walce ze świątecznymi kaloriami, niech… skończy oszukiwać i oszczędzi sobie wstydu.

Choć twórcom zdarza się nie raz przefajnić (patrz: scena klubowej imprezy) albo rzucić żartem suchym jak Beskidzka, "Sexify" nie zalicza crashu systemu. To zasługa odtwórczyń głównych ról. Skraba, Sobocińska i Drzymalska mają komediowy talent, naturalność i nie zdążyły jeszcze opatrzyć  się widzom. Każda z nich bierze na warsztat stereotypową na pierwszy rzut oka postać (nerdka/świętoszka/rozpuszczona playgirl), po czym dodaje jej półcieni i emocjonalnego ciężaru. Na drugim planie błyszczy Ewa Szykulska jako portierka - uzbrojona w kamery przemysłowe caryca akademika, której nic nie umknie. Nie wiem, czy to przypadek, czy zamierzona artystyczna strategia, ale za sprawą Szykulskiej pomyślałem w trakcie seansu "Sexify" o kultowych "Dziewczynach do wzięcia". Tytułowe bohaterki filmu Janusza Kondratiuka (w tym grana przez aktorkę pracownica poczty) wybrały się w podróż do Warszawy z nadzieją na znalezienie fajnych facetów. Blisko pół wieku później dziewczyny z serialu Netfliksa nie potrzebują już samców, aby poczuć się spełnione. Podbijają stolicę na własnych warunkach. Nic nie muszą, mogą wszystko.
1 10
Moja ocena serialu:
7
Łukasz Muszyński
Zastępca redaktora naczelnego Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się",... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
76% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (113 głosów).
Udostępnij: