Widzę, że większość tu tylko biadoli w komentarzach, więc ja dla odmiany i rozruszania towarzystwa podzielę się swoją teorią :D
Pisałam ją już w kom pod jednym omówieniem serialu na yt, ale myślę, ze jest na tyle ciekawa, że warto ją napisać także tutaj.
Wiele mówi się o tym, że by się wydostać, trzeba uratować...
Jak w tytule. Ten serial chyba funkcjonuje na zasadzie obietnicy składanej widzom i póki można snuć kolejne majaki, kończyć odcinki cliff hangerami i mnożyć niezrozumiałe rzeczy to sobie zadajemy pytania, budujemy jakąś tam mitologię, a tak realnie to nie sądzę aby cokolwiek tutaj miało mieć jakiekolwiek sensowne...
Tu niestety powtarza sie schemat, że 4 odcinki są nudne jak flaki z olejem, a finał/półfinał ma zachęcić do oglądania kolejnych. Stawiam kratę piwa, że za 2 tygonie 3/4 odcinka będzie o Fatmie lepiącej potwora, Boydzie biegającym od colonz house do wioski i Thabici, która będzie mówić, że musi sobie coś przypomnieć.