Relacja

8. Festiwal Filmy Świata Ale Kino+: W poszukiwaniu swego miejsca na świecie

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/8.+Festiwal+Filmy+%C5%9Awiata+Ale+Kino%2B%3A+W+poszukiwaniu+swego+miejsca+na+%C5%9Bwiecie-90954
Ponure "Pragnienie miłości" zaprezentowane w czwartek na otwarcie 8. Festiwalu Filmy Świata Ale Kino+ wyznaczyło dyskurs dla całej imprezy. Na szczęście w programie znajdują się filmy, które wdają się w polemikę z obrazem Michela Franco. O czym mogą się przekonać już nie tylko kinomani z Warszawy, ale również z Poznania, gdzie w niedzielę odbędą się pierwsze pokazy.

Spotkanie (nie)możliwe

Tych wszystkich, których przygnębiło "Pragnienie miłości", zachęcam do obejrzenia produkcji z RPA "Lucky". To proste, acz niezwykle krzepiące kino, które próbuje przekonać nas, że nie ma takiego mroku, by nie znalazło się w nim miejsce dla jasnego promienia nadziei.

Tytułowy Lucky to młody chłopak, jeszcze dzieciak, którego los nie rozpieszcza. Wychowywany bez ojca, teraz traci również matkę, która umiera w wyniku powikłań związanych z AIDS. Wyjeżdża więc do miasta, gdzie odnajduje brata swojej matki. Ten miał się nim zaopiekować, dostał nawet wszystkie pieniądze, jakie zdobyła matka. Niestety, okazuje się, że jest draniem, który kasę przepił i roztrwonił na kobiety. Jego koncepcja opieki nad chłopcem ogranicza się do wyrzucania go z mieszkania, kiedy chce pobyć sam na sam z kobietą i dojenia go z zapomogi, jaką przyznaje rząd sierotom.

Gorszej sytuacji trudno sobie wyobrazić. A jednak Lucky, będąc na samym dnie, odnajduje dobroć i troskę i to w najmniej spodziewanym miejscu. Pomoc zaoferuje mu bowiem sąsiadka, rasistka, która nigdy nie nauczyła się języka czarnej społeczności RPA. Ich pierwsze spotkanie nie było zbyt udane, ale jednak, wbrew sobie kobiecina przygarnie chłopaka i spróbuje mu pomóc. Nie rozumieją się. Dzieli ich wszystko, a mimo to okazuje się, że spotkanie między tak różnymi osobami jest możliwe, a do wzajemnej komunikacji nie potrzeba słów.

 

Avie Luthra stworzył film wyraźnie "ku pokrzepieniu dusz". Jest w nim naiwna wiara w istnienie wspólnego mianownika ludzkości, dzięki któremu wszystko jest możliwe. Reżyser zdaje się też wierzyć w istnienie uniwersalnego pierwiastka dobroci, który sprawi, że wobec tragedii obcego dziecka mało kto pozostanie obojętny. Gdyby traktować "Lucky'ego" całkiem na serio, ta słodycz byłaby trudna do zniesienia. Na szczęście Luthra wybiera formę baśni osadzonej w bardzo nam bliskich realiach. W takiej postaci obraz łatwo przypadnie widzom do gustu. Tym bardziej, że odtwórcy głównych ról świetnie wywiązali się ze swoich obowiązków. Na szczególną uwagę zasługuje Jayashree Basavaraj, która swoją kreacją przypomina Clinta Eastwooda z "Gran Torino".

Miejsce na ziemi

Optymizm stara się w widzach zakrzewić również brazylijski kandydat do Oscara "Klaun". Jest to historia wędrownej trupy cyrkowej prowadzonej przez ojca i syna. Obaj w przedstawieniach występują jako klauni. Jednak junior, imieniem Benjamin (w tej roli sam reżyser Selton Mello), coraz gorzej czuje się w kostiumie. Zaprząta go nieokreślony niepokój, który przybiera postać przenośnych wiatraków. Obserwując zachowania innych, pełne fałszu i zdrady, ma już dość. I spróbuje znaleźć sobie nowe miejsce na świecie. To, czego dowie się o sobie, mocno go zaskoczy.

"Klaun" to przypowieść inspirowana historią Don Kichota. Ale w przeciwieństwie do gorzkiego końca wymyślonego przez Cervantesa, morał filmu jest znacznie bardziej pozytywny. Owszem, obie historie łączy próżna pogoń za wiatrakami. Jednak Mello udowadnia, że ma ona sens. Wiatrak jest tu symbolem potrzeby znalezienia swego miejsca na ziemi, lecz nie jest ani celem, ani nawet narzędziem dotarcia do niego, jak to było w literackim pierwowzorze. Wiatrak jest tylko impulsem do działania. I nawet jeśli w rezultacie zatoczy się koło i powróci do punktu wyjścia, to sama podróż sprawi, że osoba zostanie odmieniona. Mello wydaje się być orędownikiem świadomych wyborów. Swoim filmem przekonuje nas, że do szczęścia potrzebujemy samodzielności w podejmowaniu decyzji, a nie biernego przyjmowania roli narzuconej nam przez innych.

Mello to przede wszystkim aktor, ale od pewnego czasu próbuje też swych sił jako reżyser. I trzeba przyznać, że ta próba jest w pełni udana. "Klaun" to kino mądre, ale nie przeintelektualizowane, jest w nim miejsce na sporą dawkę humoru i rozrywki. Dzięki temu nie znudzi nawet "niedzielnego" widza, który mógł trafić na seans całkiem przez przypadek. Czy wart jest Oscara? Tego bym nie powiedział, ale i tak warto dać mu szansę.
Udostępnij: