Artykuł

DOGRYWKA: "Tomb Raider: Definitive Edition"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/DOGRYWKA%3A+%22Tomb+Raider%3A+Definitive+Edition%22-102276
Jaki "Tomb Raider" jest, każdy widzi - a jeśli nie widzi, niech zajrzy do naszej recenzji. Poniżej z kolei dzielimy się wrażeniami z jeszcze ciepłej wersji "Definitive Edition" na PlayStation 4 i Xbox One, którą już od dziś znajdziecie w sklepach.

Była reelekcja, czas na reerekcję. Oceniając ostatniego "Tomb Raidera", biłem pokłony przed wracającą na tron królową. Dziś, u progu technologicznej ewolucji, Lara Croft wprawdzie nie oddaje władzy, ale prawdę mówiąc - nie miałaby komu. Trochę to śmieszne, a trochę straszne, że "Tomb Raider: Definitive Edition", dopracowana wersja tytułu sprzed roku, jest obecnie najlepszą grą, w jaką zagracie na konsolach nowej generacji.  

Przymiotnik w tytule pojawia się nie bez przyczyny. Do naszej dyspozycji twórcy oddają dopieszczonego "Tomb Raidera" wraz ze wszystkimi płatnymi dodatkami, wypuszczanymi sukcesywnie po premierze oryginału. Nie ma tego dużo, jednak fani zasypiający z imieniem panny Croft na ustach będą usatysfakcjonowani: są bonusowe ciuszki (niestety, głównie redukujące seksapil bohaterki), jest zestaw dodatkowych map do multiplayera, nowy grobowiec do splądrowania (wcześniej dostępny w formie kodu dodawanego do pre-orderów), cyfrowy artbook i krótki komiks wydany przez Dark Horse, a także kilkuodcinkowy dziennik developera, w którym fuchę narratora objął znany z "Chucka" Zachary Levi.  

Pytanie, czy te bonusy będą wystarczającą rekompensatą iście next-genowej ceny, jest retoryczne, na szczęście przekorni twórcy mają świadomość, że pięknym wybaczamy więcej. Na PlayStation 4 gra wygląda obłędnie i może stawać w szranki ze wspaniałą pecetową wersją. Developerzy zafundowali Larze kolejną wizytę w salonie kosmetycznym: jej oblicze nabrało jeszcze szlachetniejszych rysów, zmodyfikowany silnik Tress FX pozwolił wprawić w ruch każde pasmo włosów z osobna, zaś inny fikumikator elemeledudkowy sprawił, że wszelkie faktury, takie jak osadzające się na skórze błoto, pot i zaschnięta krew, robią teraz piorunujące wrażenie - zwłaszcza, gdy wchodzą w "interakcję" z dynamicznym oświetleniem. Rozkwitająca od blisko dwudziestu lat Lara nigdy jeszcze nie była tak wspaniale animowana - nawet dyndający czekan, przytroczona do paska krótkofalówka, albo strzały w noszonym na plecach kołczanie reagują jak należy na zmieniającą się pozycję ciała oraz warunki atmosferyczne (np. silny wiatr).


Mogący pochwalić się jednym z lepszych level designów ostatnich lat "Tomb Raider" to wciąż rewia wspaniałych efektów świetlnych i cząsteczkowych, a także tour de force projektantów poziomów i artystów koncepcyjnych. Położony wśród ośnieżonych szczytów japoński bunkier z górującą nad nim wieżą transmisyjną; osadzona na stromym zboczu i wzniesiona na masywnych, drewnianych palach wioska; cmentarzysko okrętów straszące powykręcanymi, stalowymi konstrukcjami; zamglona kotlina poprzecinana igiełkami promieni słonecznych - nawet jeśli przemierzyliście już te rejony wzdłuż i wszerz, ponowna wizyta może okazać się niespodzianką. Rozdzielczość wszystkich tekstur podciągnięto do 1080p, a całość naszpikowana jest detalami, za które odpowiada nieco stunningowany silnik fizyczny. Z kolei dzięki utrzymującej się na poziomie 45-60 klatek animacji, popisowe akcje brutalniejszej niż dotąd Lary, mają teraz więcej kinetycznej energii: poczujecie ją wraz z pierwszym unikiem, desperackim skokiem albo kamieniem rozłupanym na czaszce przeciwnika. Fakt, że motywem przewodnim gry są - i to w sensie dosłownym - igraszki z ogniem, a zmienna pogoda lubi płatać bohaterce figle, wystarczy za kropkę nad i: "Tomb Raider: Definitive Edition" to obecnie jeden z najładniejszych tytułów wszechwag.


Przymiotnik "definitywny" okazał się zresztą dla twórców wieloznaczny. Wersja na PS4 okazuje się bardziej definitywna niż hulająca ledwie w 30 klatkach na sekundę wersja na X1. Obydwie z kolei nie są tak definitywne jak trzymająca pełne 60fps "podstawka" na PC. Tym, którzy spóźnili się na randkę z odmłodzoną Larą Croft, nie powinno spędzać to snu z powiek. Ultrasi z kolei nawet nie przeczytają tych słów - właśnie wracają ze sklepu. Reszta musi przyłożyć palec do czoła i we własnym sumieniu rozstrzygnąć, czy uczucia, plany i marzenia świnki-skarbonki są wygórowaną ceną za kolejną przygodę z Larą?
Udostępnij: